czwartek, 6 kwietnia 2017

14. Kotwica i wyspa

Na wstępie jak zwykle dziękuję za wszystkie komentarze. Pewnie zauważyliście nowy wygląd bloga. Chciałam go jak najbardziej uprościć, dlatego powyrzucałam zbędne rzeczy. Mam nadzieję, że obecny wygląd się spodoba i ułatwi czytanie. 
Najwyższa pora też powiedzieć Wam coś o KiW. Pierwotnie myślałam, że wyrobię się z tym opowiadaniem w 15-20 rozdziałach, ale nic z tego. Podzieliłam więc opowiadanie na 2 części. Część 1 planuję na 17-18 rozdziałów, 2 będzie zbliżona objętościowo. 
Zapraszam na kolejny rozdział :) Trochę krótszy, ale obiecuję, że kolejny dodam szybciej niż zwykle. 

 Rozdział 14

Poranek w rodzinie Sobolewskich nie należał do udanych. Jeżeli Jasiek wczoraj sądził, że cokolwiek się zmieni, bardzo się mylił. Już z samego rana obudziły go krzyki Grażyny. Siedziała w kuchni i karmiła Kornelię. Bliźniaki i Krystian jedli właśnie śniadanie, a Sebastian musiał już wyjść do pracy.
– Dzień dobry – przywitał się i podszedł do lodówki. Bliźniaki rzuciły mu krótkie i niewyraźne „cześć”, a Krystian i Grażyna tylko na niego spojrzeli. Jasiek robiąc sobie poranną kawę, wyczuł, że coś wisiało w powietrzu. To milczenie nie zwiastowało niczego dobrego i szybko przekonał się, że miał rację.
– Sebastian mówił mi wczoraj o tym długu – zaczęła Grażyna swoim donośnym głosem. – Zapożyczyłeś się u jakichś bandziorów i teraz chcesz, żebyśmy cię spłacili! Co ty sobie, do stu czortów, wyobrażasz?!

– Nic sobie nie wyobrażam – warknął, próbując się opanować. Policzył w myślach do dziesięciu i postanowił skupić się na dokończeniu kawy. Dwie łyżeczki cukru i trochę mleka, jak zwykle.
– No właśnie chyba sobie wyobrażasz! Żeby moje dzieciaki tak... Niech cię szlag, Jasiek. Tolerowałam cię długo. Znosiłam twoje wybryki, a teraz zapożyczasz się u jakiegoś chuligana i myślisz, że będziemy cię spłacać? Jakieś twoje porachunki!
– To nie są żadne porachunki tylko spłacenie cholernego długu, który zaciągnęłaś przez swojego fagasa! – warknął Jasiek, aż się w nim zagotowało.
– Tak? – Grażyna zmrużyła oczy i przestała karmić Kornelię. Jasiek odwrócił się w jej stronę i przez chwilę mierzyli się spojrzeniami. Jej dzieci obserwowały ich z napięciem, ale nikt nie wtrącił się do kłótni. – Wiem, u kogo zaciągnąłeś ten dług. To przez tego człowieka o mało nie trafiłeś do więzienia! Wcześniej kupowałeś od niego narkotyki, a teraz bierzesz kilka tysięcy pożyczki! I myślisz, że ja w to uwierzę!
– Dług sam się nie spłacił. – Jasiek uśmiechnął się ironicznie. Resztkami sił postanowił się opanować. Wyciągnął z lodówki wędliny i pomidora. Zaczął sobie robić szybkie śniadanie, które już wiedział, że zje w pokoju. Grażyna i tak wystarczająco popsuła mu apetyt. Powtarzał sobie jednak w myślach, że jeśli nie da się sprowokować, to będzie jego osobisty sukces.
– Może i się nie spłacił, ale ja cię znam, Jasiek. Mogłeś moim dzieciom naopowiadać różnych głupot, ale mnie nie oszukasz. Przyniosłeś do domu jakieś narkotyki? – zapytała nagle. Jasiek zerknął na Krystiana. Sądził, że się wtrąci, ale on wpatrywał się w swój talerz, jakby odkrył na nim nową formę życia. Jeszcze wczoraj nachodził ich w chatce, a teraz języka mu w gębie zabrakło? – zastanawiał się ze złością. Próbował nie dać się ponieść emocjom, ale chociaż chciał, zapanowanie nad nimi okazało się naprawdę bardzo trudne.
– O niczym nie masz pojęcia. Miałaś udar, pamiętasz? – Nie był w stanie powstrzymać się przed ironicznym uśmiechem. – Powinnaś teraz siedzieć i odpoczywać, a nie truć mi dupę o tym, co zrobiłem, a czego nie. Naprawdę, o niczym, kurwa, nie masz pojęcia! – Podczas kłótni zwykle używał w stosunku do niej takiego języka. Nie szczędzili sobie wyzwisk i wulgarnych słów. Grażyna czasami sama go zaskakiwała sposobem, w jaki go nazywała. Nawet Jerzyk nie powstydziłby się takich epitetów. Cicha woda brzegi rwie, jak to mówili.
– Jak ty się do mnie odnosisz?! – huknęła i uderzyła ręką w stół, rozlewając herbatę Karola.
– Mamo, miałaś się nie denerwować – pisnęła Klara, próbując dotknąć jej ramienia, ale Grażyna nie zwróciła na nią uwagi. – Co ty sobie, gówniarzu, wyobrażasz?! Że jak miałam udar, to teraz będę tolerowała coś takiego?! Już dawno powinnam cię wyrzucić z domu, ty niewdzięczny bękarcie!
– Teraz to ja spłaciłem dług, uważaj, żebym to ja...
– ZAMKNIJ SIĘ! – Grażyna była cała zaczerwieniona. Poderwała się ze swojego miejsca i Jasiek przez chwilę zawahał się, czy powinien dalej kontynuować tę kłótnię. Grażyna odezwała się po raz kolejny i to przeważyło. – Nie pozwolę ci się tak do mnie odzywać w moim własnym domu! To jeszcze mój dom! Nie zapominaj o tym! I z każdej chwili mogę cię z niego wyrzucić! – krzyczała. Klara próbowała ją usadzić z powrotem na miejscu, ale Grażyna zachowywała się jak w amoku. – Wiem, że coś kręcisz. Zawsze tak robiłeś, odkąd pamiętam tylko kłamałeś! Nie dało się ciebie normalnie wychować i teraz są tego skutki! Wyrosłeś na taką samą łachudrę jak twój ojciec. Po moim trupie sprowadzisz moje dzieci na złą drogę! PO MOIM TRUPIE, SŁYSZYSZ?! – wrzasnęła i w końcu opadła na krzesło, oddychając głośno. Była cała czerwona na twarzy i chyba zrobiło się jej słabo, bo sięgnęła po szklankę.
– Mamo, naprawdę nie powinnaś się denerwować – mruknęła Klara, która rzuciła Jaśkowi rozpaczliwe spojrzenie. Jasiek wiedział, że powinien odpuścić, ale coś we wzroku Grażyny, jej wykrzywionych ustach, tych wszystkich słowach... Nie potrafił po prostu odpuścić.
– To może najwyższa pora? – zapytał, zanim zdążył ugryźć się w język.
Grażyna poderwała się z miejsca i szybko pokonała dzielącą ich odległość. Poruszała się tak szybko, że można było zapomnieć, że miała problemy z chodzeniem. Jasiek był tak zaskoczony, że nie zdążył zareagować. Dostał siarczysty policzek.
– Coraz bardziej zaczynam żałować, że się tobą opiekowałam! Gdyby nie twoja matka... gdyby nie Irena, już dawno wylądowałbyś w domu dziecka! Już dawno... – Musiała oprzeć się o blat, żeby nie upaść. Krystian podbiegł do niej szybko i ją przytrzymał.
– Uspokój się, do cholery – rzucił do Jaśka, patrząc na niego ze złością. W jego oczach nie było żadnego zrozumienia. Nawet nie wstawił się za nim w tej kłótni! Jasiek naprawdę oczekiwał, że będzie inaczej? Cała sytuacja wyglądała zupełnie jak kiedyś – kuzyni siedzieli, przysłuchując się awanturze, a oni z Grażyną skakali sobie do gardeł. Ile razy ona już nie groziła, że wyrzuci go z mieszkania, a ile razy on sam deklarował, że sam stąd prędzej odejdzie. Zawsze kończyło się na tym samym – ani on nigdy się nie spakował i nie odszedł, ani ona nie wyrzuciła go za drzwi. Tylko że teraz było inaczej. Nie – teraz powinno być inaczej.
– Sam nie spłacę tego cholernego długu, choćbym chciał – odezwał się w końcu. Spojrzał po wszystkich z tłumioną złością. Nawet na Kornelię, jakby ona też mogła w tej sprawie cokolwiek zrobić. Największy żal miał do Krystiana. To chyba na niego był teraz wściekły.
– Ani sobie myśl, żebym ci w tym pomogła! – sapnęła Grażyna i choć wyraźnie opadła z sił, wciąż nie odpuszczała. Była uparta i nieprzejednana, a Jasiek już powoli przestawał rozumieć jej opór. Będzie musiał porozmawiać z Sebastianem, bo najwyraźniej tylko on potrafił coś w tej sprawie zrobić.

Jadł w pokoju, wpatrując się w sąsiedni blok. Zastanawiał się, co teraz robi Błażej. Przyłapał się na tym, że już układał sobie w głowie słowa, którymi opisze mu tę kłótnię. Nie wiedział, jak na to zareaguje, ale to nie miało znaczenia. Najważniejsze, że będzie po jego stronie, przecież zawsze był. A jego kuzyni...
– Jasiek. – Do pokoju wszedł Krystian. Spiorunował go wzrokiem.
– Dzięki, kurwa, za wsparcie. Można na tobie polegać – warknął i zaraz przeklął. Wyszło tak, jakby teraz potrzebował ich pomocy, bo nie potrafił sobie poradzić z Grażyną.
– Zdenerwowałeś matkę, musiała wziąć leki. Nie wiem, czy nie będziemy musieli jechać z nią na pogotowie.
– Bardzo mi przykro. – Jasiek zmrużył oczy i sięgnął po kawę. – Mam iść przeprosić?
– Sebastian prosił cię, żebyś jej nie wkurwiał. Widzisz, w jakim ona jest stanie.
– Ja będę w gorszym, jeśli nie spłacę tego pierdolonego długu! – krzyknął, wyprowadzony z równowagi. – Tak trudno jest ci to, kurwa, zrozumieć?
Krystian westchnął i odwrócił wzrok. Milczał przez chwilę, więc Jasiek wrócił do śniadania. Dzisiaj też musiał iść do pracy, więc nie miał zbyt wiele czasu.
– Jutrze będę cię potrzebował – stwierdził.
– Co?
– To co, kurwa, słyszałeś. Będę dilował dla tego pierdolonego Długiego. Potrzebuję twojej pomocy.
Krystian wpatrywał się w niego przez chwilę z mieszanką złości, zniecierpliwienia i czegoś jeszcze, czego Jasiek nie potrafił określić. Czuł tylko, że to nie było nic pozytywnego.
– Co jest?
– Jutro nie dam rady.
Jasiek odstawił kubek i talerz na podłogę. Poczuł, jak zalewa go chłodna fala spokoju. To już nie była ta złość, przez którą mógł krzyczeć i nie panować nad emocjami. Teraz czuł się znacznie gorzej.
– Jaja sobie ze mnie robisz?
– Nie. – Krystian zmarszczył brwi i pokręcił głową. Na niego zmiana tonu w głosie Jaśka też podziałała, dodając mu pewności siebie. – Nie robię sobie żadnych, kurwa, jaj. Nie dam rady.

*

Dzisiejszy poranek nie tylko dla Jaśka okazał się nieudany. Błażej też został wyprowadzony z równowagi i też coś sobie uświadomił.
– Powiesz mi w końcu, o co chodzi? – zapytał go zirytowany, kiedy po raz kolejny wyczuł na sobie obrażone spojrzenie brata. Odkąd Bartek przyłapał go z Jaśkiem, zachowywał się inaczej. Mierzył Błażeja wzrokiem, jakby od samego patrzenia mógł zajrzeć do jego głowy i odkryć, co tak naprawdę kryło się za odnowioną przyjaźnią z Sobolewskim. Błażej wiedział, że Bartek na pewno nie domyślał się, co tak naprawę się za nią kryło. Znał swojego brata wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że gdyby dowiedział się o nich, na pewno nie byłby tak spokojny, obrażony i milczący. Wpadłby w furię, bo Bartek lubił tak reagować na wiele rzeczy. Był impulsywny jak ojciec. Dwaj cholerycy, jeden gorszy od drugiego, jak zwykła powtarzać matka.
– Mnie o nic nie chodzi – burknął Bartek, który właśnie kończył swoje śniadanie. Zaraz miał się zbierać do szkoły, a Błażej do pracy. Dzisiaj zajmował się rozpakowywaniem towaru w hipermarkecie. Nie po raz pierwszy będzie tam na zmianie i znał już ludzi, z którymi będzie pracował.
– Tobie o nic nie chodzi? – Błażej westchnął poirytowany. – To czemu się na mnie tak patrzysz, jakbyś miał mnie zaraz zabić wzrokiem.
– Oczy Bazyliszka – wtrącił się Bogdan, który siedział razem z nimi przy stole. Byli w mieszkaniu sami. Ojca gdzieś wywiało, a matka jeszcze nie wróciła z nocnej zmiany. Pewnie po drodze albo się zagadała z jakąś koleżanką, albo wstąpiła do sklepu, żeby zrobić większe zakupy. – Tak pani w szkole mówiła, że Bazyliszek zabija spojrzeniem. Bartkowi jeszcze trochę brakuje.
– Weź się zamknij, młody! – fuknął Bartek, którego tylko bardziej rozzłościły te teksty.
– Ej, uspokój się, Bartek! – Błażej nie lubił, jak młodsi bracia się kłócili. Bogdan był od niego dużo młodszy, dodatkowo przez podobne charaktery nie miewali sprzeczek. Co innego on i Bartek. Mieli okres, w którym sam nie wiedział, czy bardziej się nienawidzili, czy kochali. Oni mogli się kłócić, ale Bartek i Bogdan już nie. Błażej zawsze wtedy starał się interweniować.
– To niech mnie nie porównuje do jakiegoś Bazyliszka! Co to niby, do chuja, jest?
– Taki wąż duży. Który zabijał spojrzeniem, a później mu oczy wydrapali.
– No, jak dalej się będziesz tak boczył, to my ci też oczy wydrapiemy – zauważył z rozbawieniem Błażej. Jego komentarz niego rozładował atmosferę, bo obaj jego bracia parsknęli śmiechem. – Powiesz w końcu, o co jesteś zły? Zachowujesz się jak baba.
– Ja pieprzę, tu jakiś Bazyliszek, tu baba, co wam się tak na porównania zebrało? – Bartek prychnął. – Zastanawiam się, o co tak właściwie chodzi z tym Jaśkiem. Czemu zacząłeś się z nim znowu zadawać?
– Bartek, już ci, kurwa, mówiłem, że to nie jest twoja sprawa.
– Mówiłeś, że niby masz z nim coś do obgadania, ale już od jakiegoś czasu, zachowujesz się jak nie ty. Do chuja, co jest grane? Wyłazisz, kurwa, z samego rana i czasami nawet nie wracasz na noc. Ty chyba nie...
– Co ja nie? – zapytał Błażej szybko, kiedy Bartek zamilkł nagle.
– No chyba nie ćpasz?
– Zwariowałeś?! – prychnął – jasne, że nie! Kurwa, co to w ogóle za durne pytanie?
– No, tak pytam. – Bartek skrzywił się lekko. – Nie wkurwiaj się już, widzę, jaką masz minę. Po prostu... – zawahał się. – Martwię się o ciebie, kretynie. Wiesz, jaką Jasiek ma opinię na osiedlu. Przecież tu go, kurwa, nienawidzą! Chyba wiesz, co by powiedzieli twoi kumple, gdyby się dowiedzieli, że znowu zacząłeś się z nim zadawać. Bo oni nie wiedzą, nie? – Błażej pokręcił głową, utwierdzając go w tym przekonaniu. – Tak myślałem. Myślisz, kurwa, że nie pamiętam, jak się zachowywałeś, jak pokłóciłeś się z Jaśkiem? Może i byłem wtedy gówniarzem, ale niektóre rzeczy nawet Bogdan by zauważył.
– Ej! – wtrącił się ich najmłodszy brat. Bartek jak zawsze, gdy mówił o czymś oczywistym, wspominał młodszego brata. Krótko mówiąc – jeżeli nawet Bogdan to dostrzegał, to było jasne jak słońce.
– Jasiek jest chujem. Nie wiem, o co się pokłóciliście, ale od tamtej pory stał się z niego jakiś pieprzony dziwoląg. Nie chcę, żebyś, kurwa, przez niego oberwał.
– Mówiłem ci, żebyś się nie martwił – wtrącił się Błażej, ale Bartek nie dał mu dokończyć.
– Ale się, kurwa, martwię! Błażej, kurwa mać, czemu znowu się z nim kumplujesz, hę? Wytłumacz mi, do chuja, czemu znowu zacząłeś się z nim zadawać? To z nim się spotykasz, jak znikasz na całe dnie?!
– Co?! Jasne, że nie! – zaprotestował tak gwałtownie, że Bartek zmrużył oczy, najwyraźniej nie nabierając się na jego kłamstwo.
– Wrzuć na luz, okej? Spinasz się, kurwa, jakbyś miał kij w dupie. Nie jestem już dzieciakiem, a jak wpakowałeś się w jakiś syf, to...
– Nie, w porządku. – Błażej uśmiechnął się lekko, nieco się uspokajając. Bartek miał rację, za bardzo się spinał. Każda rozmowa o Jaśku kończyła się właśnie w taki sposób, jakby myślał, że każdy pozna ich sekret. A tak naprawdę nikt nie mógł się tym dowiedzieć. O ile oczywiście Krystian nikomu nie powie. Musi koniecznie porozmawiać z Jaśkiem na temat jego kuzyna. Nie mogli ryzykować.
– Trzymam cię za słowo. – Bartek wstał od stołu i trzepnął Bogdana w głowę. – Zbieraj się młody, spadamy do budy.
– Weź się odwal – burknął Bogdan, który poprawił swoją fryzurę. Błażej odprowadził ich wzrokiem aż do drzwi, cały czas się uśmiechając. Nie sądził, że ta rozmowa potoczy się w taki sposób. Był pewny, że szykuje się kolejna kłótnia, a tymczasem Bartek przypomniał mu coś zupełnie oczywistego, o czym z jakichś powodów zdążył zapomnieć (a kierując się jego słowami, nawet Bogdan to pewnie wiedział). Nie byli wrogami, tylko braćmi, którzy zawsze stali za sobą murem. Kiedy odeszła Bożena, Błażej obiecał im, że zawsze będą trzymać się razem. Nawet, jeśli Bartek dowiedziałby się o Jaśku, nie odwróciłby się od niego. Nie mógłby, prawda?

*

Tegoroczna jesień była wyjątkowo brzydka, ale dzisiejsza pogoda prawie rozpieszczała. Nie było wiatru, ani chmur, a słabe promienie słońca dawały chwilowe wytchnienie od nieustannego ziąbu. To jeden z tych dni, podczas których pogoda sprawiła niemałą niespodziankę – kiedy ranek nie zapowiadał się zbyt dobrze, popołudniu rozpogodziło się i nastrój wszystkich od razu się poprawił.
Jasiek był niestety w takim stanie, że nawet tropikalne upały nie poprawiłyby mu humoru. Wyszedł właśnie z pracy, korzystając z krótkiej przerwy między sesjami. Właśnie skończył mały wzór i teraz szykował się kolejny, tym razem kilkugodzinny rysunek. Jeżeli nic nie zje przed pracą, padnie tam i wbije sobie igłę od tuszu w oko. W amoku mógłby też przez przypadek wytatuować na ciele klienta napis: „nienawidzę swojej pierdolonej ciotki”, bo te myśli towarzyszyły mu przez cały dzień.
Nie miał pojęcia, jak spłaci dług. Teraz już zaczęło do niego docierać, że jeśli Sebastian mu nie pomoże, nie może liczyć na nikogo ze swojej rodziny. Znał Grażynę – ona nie zmieni zdania. Był wściekły, przede wszystkim na siebie, bo tak zaślepiła go wizja szczęśliwej rodziny, że postanowił wszystko dla niej zaryzykować.
Idiota, idiota, cholerny, pieprzony idiota! – powtarzał sobie nieustannie w myślach, zastanawiając się, czy było jakieś wyjście z sytuacji, w której się znalazł. Przyłapał się już nawet na tym, że ze stresu nie chciał nic jeść. Takie głodówki nigdy nie kończyły się dla niego dobrze, bo wtedy zaczynał myśleć o narkotykach. Zwłaszcza, że teraz będzie miał z nimi większą styczność. Dilowanie dla Długiego, też sobie wymyślili.
– Jasiek? – zapytał ktoś z tłumu na ulicy, ale był tak zamyślony, że nawet nie zwrócił na to uwagi. – Jasiek Sobolewski? – Usłyszał, gdy osoba przybliżyła się i złapała go za rękę. Spojrzał na nią ze złością i zamarł. – Jak ja cię długo nie widziałam! Myślałam, że gdzieś wyjechałeś! Trochę się zmieniłeś, ale wiedziałam, że właśnie tak będziesz wyglądał! Pewna byłam! Osiągnąłeś to, co chciałeś. No nie stój tak, tylko mnie przytul, dupku!
– Kamila? – wydusił Jasiek i po kilku sekundach konsternacji przytulił swoją byłą dziewczynę. – Kamila? – zapytał jeszcze, bo naprawdę nie wierzył, że ją tutaj spotkał. Wiedział, że wyjechała na studia do sąsiedniego miasta tak samo jak Sebastian. Nie wiedział, co teraz studiowała, ale już po maturze ich kontakt całkiem się urwał. Uśmiechnął się do niej, bo jej widok w jakiś dziwny sposób poprawił mu humor.
– Kopę lat, co? – zapytała dziewczyna i złapała go za ramiona. Miał na sobie swoją znoszoną skórę, która pamiętała jeszcze czasy liceum.
– Zmieniłaś się – stwierdził, bo przed nim nie stała już chłopczyca z niedbale zawiniętymi w kitkę, czarnymi jak smoła włosami. Kamila wróciła do swojego naturalnego koloru i nosiła teraz prostą fryzurę do ramion. Kolczyki zostały – w uszach, wardze i w przegrodzie nosowej, teraz jednak dużo delikatniejsze niż kiedyś. Jasiek zmrużył oczy i wiedział, że zaraz dostanie po głowie, ale dostrzegł na twarzy Kamili delikatny makijaż. Jeszcze nigdy nie widział jej ust umalowanych czymś więcej poza bezbarwnym błyszczykiem.
– Dupku, przestań mi się tak przypatrywać, bo zaraz dostaniesz w mordę! – rzuciła wesoło i zaśmiała się, a Jasiek dostrzegł kolejny kolczyk przed zębami.
– W sumie nie zmieniłaś się aż tak dużo – zauważył z rozbawieniem i weszli do przejścia jednej z kamienic, żeby ludzie im nie przeszkadzali. Cały czas ktoś ich potrącał.
Kamila zaśmiała się, bo przez chwilę milczeli oboje, paradoksalnie nie wiedząc, co powiedzieć, chociaż mieli sobie tyle do opowiedzenia. Przez ostatnie lata w ich życiu całkiem sporo się wydarzyło.
– Naprawdę nie wyjechałeś? – zapytała z niedowierzaniem i uśmiechnęła się do niego szeroko. Była ładna, Jasiek z zadowoleniem stwierdził, że miał całkiem niezły gust.
– Naprawdę. A ty wyjechałaś. Co tutaj robisz? Myślałam, że już nie wrócisz.
– Matka zachorowała i musiałam przyjechać, załatwić kilka rzeczy. No wiesz... – Przewróciła oczami i oparła się ramieniem o mur. – Teraz nikogo nie ma, więc Kamilka jest dobra. Przyszła starość, a ostatnio dużo chorowała i już nie jest taka jak kiedyś.
– Wciąż się może malować. Tona tapety tego nie przykryje? – Jasiek prychnął. Nie chciał tego przyznać głośno, ale wcale nie było mu żal matki Kamili. To jak ją traktowało, zasługiwało na jeszcze gorszą karę.
– Weź przestań – burknęła i uderzyła go pięścią w ramię. – Jej, naprawdę nieźle wyglądasz. – Oczy jej iskrzyły i Jasiek przez chwilę nie wiedział, czy nie zostanie pocałowany. Nie wiedział, jakby zareagował.
– Ty też. Co to za rockowy styl? – zaśmiał się i złapał ją za nadgarstek, żeby obejrzeć jej czarną ramoneskę i... – No nie wierzę! – dodał. Kamila nosiła sukienkę! Jego była dziewczyna miała na sobie sukienkę! Nie wybrała co prawda zbyt kobiecego kroju. Jej sukienka sięgała kolan i była dziwnie naciągnięta, ale i tak... No i do tego ciężkie, skórzane buty.
– Już nie przypominam tej Kamili w dresach, co? – Kamila była zadowolona z reakcji Jaśka. Czasami sobie wyobrażała ich ponowne spotkania. Zastanawiała się, jakby zareagował na jej nowy wizerunek i w jej wyobrażeniach miał dokładnie taką minę jak teraz. Tylko że w jej wizjach miał mniej ostre, jeszcze trochę chłopięce rysy twarzy i dłuższe włosy. Jedno pozostało bez zmian – oczy. Tak samo zielone jak je zapamiętała.
– A żebyś, kurwa, wiedziała! – Jasiek zagwizdał i obrócił ją, aż sukienka zafalowała lekko. – Na ile przyjechałaś?
– W niedzielę wieczorem już muszę wracać. W poniedziałek mam zajęcia.
– Co studiujesz? – zapytał od razu Jasiek, ciekaw, czy Kamila dostała się na studia, o których zawsze marzyła. Uczyła się nawet lepiej od niego, ale odkąd spotykali się w liceum, ich wyniki w nauce nieco się pogorszyły. Po zerwaniu Kamila zaczęła pracować jeszcze ciężej.
– Medycyna – rzuciła, a Jasiek nie krył uznania. Czyli jej się udało.
– Wieczorem będziesz miała czas? – spytał. – Wyjdziemy na piwo, obgadamy stare czasy i opowiesz mi, jak ,do jasnej cholery, Kamila Krzemionka zostanie pieprzoną lekarką.
– Jutro. – Kamila uśmiechnęła się przepraszająco.
– A dzisiaj co robisz? – Nie miał zamiaru odpuścić. Nigdy nie bawił się w uprzejmości, zwłaszcza z Kamilą.
– Teraz lecę załatwić kilka rzeczy ze studiami i lekarzem dla matki.
– Czyli wieczorem będziesz miała czas – stwierdził Jasiek z zadowoleniem.
– No... niekoniecznie. Przyjeżdża jej rodzina i miałam jej pomóc, żeby...
– Wyrwiesz się nawet na chwilę. Będę po ciebie o dwudziestej. – Jasiek nie dał się zbyć. – Przecież i tak ich nie lubisz. Wyjdziesz ze mną. Na jedno piwo.
– Jasne, u nas zawsze kończyło się na jednym piwie – zauważyła Kamila z ironią, ale Jasiek pokręcił głową.
– Nawet jak będzie kilka, dzisiaj będę po ciebie o dwudziestej. Pamiętaj.
Kamila uśmiechnęła się w taki sposób, że już wiedział, że nie będzie musiał jej przekonywać do tego kogo powinna wybrać.

Nawet nie sądził, że dzisiaj coś było mu w stanie poprawić nastrój, ale najwyraźniej się mylił. Nie był zły nawet na to, że nie zdążył kupić sobie nic do jedzenia. W zasadzie nie czuł nawet głodu, bo wszystkie jego myśli pochłonęła Kamila. Sam nie wiedział dlaczego aż tak ucieszył się na spotkanie z nią. Kamila była świetną przyjaciółką, jego licealną miłością, kimś bliskim. Już myślał, że całkiem zniknęła z jego życia, a tymczasem zaskoczyła go, ponownym spotkaniem. Czuł się trochę zagubiony w całej kakofonii uczuć, które go ogarnęły – od radości i niedowierzania, po ciekawość, sentyment, aż na swojego rodzaju niepewności kończąc. Pojawienie się Kamili obudziło w nim coś, co do tej pory było głęboko ukryte. O istnieniu czego nawet zapomniał. Chyba nie był w niej wciąż zakochany?  

15 komentarzy:

  1. Jak na razie Kamila jest fajną dziewczyną, jeżeli w tym rozdziale była taka jak jest zawszeXD To nie mam nic przeciwko niej.Jedynie liczę na to żeby podejrzenia Jaśka o tym czy coś do niej czuje oprócz sympatii i sentymentu się nie sprawdziły.Nawet nie chciałabym żeby to doszło do zmartwień Janka.Czyli rozmyślania na ten temat czy jakiś incydent po jednym piwku.Ale z drugiej strony nawet Bogdan wie, że Verry piszę opowiadania homoerotyczne i na związku hetero czy tęsknotą za dziewczyną się nie skończy.Chyba, że tęsknotą, ale za przyjaciółką.(Pozwoliłam sobie tak napisać, bo w takich opowiadaniach są pary heteroseksualne, ale Jasiek to główny bohater)Dobrze się orientuję, że piszesz/publikujesz same opowiadania gejowskie?Trzy blogi i tylko slash/yaoi, ale wolę być pewna :)
    Fajny rozdział pomimo Grażyny(co to za zła kobieta) akcja idzie do przodu.
    Krystian mógłby chociaż powiedzieć dlaczego nie może teraz pomóc Jankowi.Przecież ten go do tego nie zmusi nawet jak młody z pomocy skorzystał. Zresztą sam chciał pomagać XD
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, czytałam rozdział wczoraj a do teraz myślę o tych iskierkach w jej oczach ;-;
      Błagam żeby ona nic nie odwaliła.

      Usuń
    2. Rozwaliłaś mnie z tym Bogdanem :D Tak, pisze opowiadania LGBT (a jak wiadomo akcja nie kończy się tylko na G :D). Nie zdradzam nic więcej, bo w końcu jaka to zabawa, jak są spoilery! Myślę, że przyszły rozdział dużo wyjaśni (albo jeszcze bardziej wszystko skomplikuje, pojęcia nie mam, ocenicie sami).
      Buziaki :D

      Usuń
  2. Żyje, w koncu pisze komentarz.
    Akcja rozwija sie w ciekawym rytmie, ale Grażyna zdecydowanie mi tu przeszkadza, wszystko psuje. Szkoda, ze relacja pomiędzy Jaskiem i Krystianem zrobiła sie znów napięta, chociaż byłoby swietnie, jakby Krystian znalazłby sobie kogos w swoim wieku. Chciałabym zobaczyć odbiór sytuacji oczyma tego dzieciaka, byłoby ciekawie, bo jego charakterek podkręcalby wszystko.
    Najbardziej zastanawia mnie to, w jaki sposób zostanie spłacony ten dług. Sobolewski od zawsze ma pod górkę, wiec mogłaby sie dla niego ta sytuacja wyprostować. Jednak teraz pojawia sie Kamila, mam nadzieje, ze za wiele nie namiesza, chociaż wydaje mi sie, ze Jasiek po prostu potrzebuje przyjaciela, nie kochanka, z którym ma zawiła relacje, a kogos komu moze sie wygadać, wyżalić i porozmawiać o wszystkim, nawet o rozterkach miłosnych, bo moze pomoc mu rozwiać te problemy, których on nie zauważa.
    Jak zwykle życzę weny, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy ;) Dla Krystiana szykuję więcej akcji w drugim sezonie, bo sama go polubiłam. Rzeczywiście, Kamila jako dziewczyna tylko więcej by namieszała i Jasiek potrzebuje dobrego przyjaciela jak chleba. Czasami życie podsuwa nam odpowiednie osoby w odpowiednim momencie, czasami wręcz przeciwnie ;) Na razie nie mówię nic więcej.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam ^_^

      Usuń
  3. Już nie lubię tej całej Kamili... Go away prostitute XD A tak serio, to oby się nie okazało, że Jasiek jednak coś jeszcze do niej czuje... Niech tylko spróbuje jakoś skrzywdzić Błażeja, to przysięgam, że wyrwę wszystkie jego tatuaże gołymi rękami. Krystian jest już u mnie spalony, głupi dzieciak... W tym całym rozdziale, prócz Błażeja i Bogdana to chyba tylko Sebastian mnie nie wkurzył, a to tylko dlatego, że go nie było XD
    A teraz lece kupić sobie lody, a co :D
    Pozdrawiam i dużo weny i dużo szczęścia i miłego weekendu juz teraz :D :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Auć, biedny Jasiek. Najbardziej bolałby chyba ten ze szyi :D
      Mam nadzieję, że lody były dobre :D
      Dziękuję i wzajemnie! ;)

      Usuń
  4. Nie... poszła won... Błażej i jasiek i koniec pieśni! Protestuję i nie zgadzam się! Tup! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja czekam na dalsze losy Krystiana. Ciekawi mnie jego postac.
    A Grazyna mnie denerwuje. Starucha dopiero wyszla ze szpitala i juz sie rzadzi. A reszta nawet nie zareaguje, bo sraja w gacie.
    A Kamila... nie wiem co mam myslec o niej, bo krotko wystapila. Moze Jasiek zdradzi Blazeja z nia? Juz wesze zdrade x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i jeszcze jak Grazyna sie kloci z Jaskiem to mowi - ,,niech Cie szlak trafi'' czy cos takiego. Pisze sie ,,szlag'' :)

      Usuń
    2. Postać Krystiana na pewno będzie rozwijana w 2 sezonie :) Tak, masz rację! Już poprawiam, dziękuję za zwrócenie uwagi :)

      Usuń
  6. Ja trochę z opóźnieniem, ale jestem. I na wstępie życzę TWARDYCH JAJECZEK i #mokrego dyngusa :D

    Biedny Jasiek z tą Grażyną. :( Oczywiście, każdy będzie go teraz potępiać, a on tylko chciał pomóc. A czy to mądra decyzja, czy nie, to już jego sprawa. Oczywiście, że nie. :D

    „Grażyna czasami sama go zaskakiwała sposobem, w jaki go nazywała. Nawet Jerzyk nie powstydziłby się takich epitetów.” NAWET JERZYK <3

    W ogóle, Grażyna, ty...ty... Grażynko! :(

    I Krystian :/ choć podejrzewam, że musiał się czuć okropnie, gdy odmawiał.

    Oczy Bazyliszka <3

    – Ty chyba nie...
    – Co ja nie? – zapytał Błażej szybko, kiedy Bartek zamilkł nagle.
    – No chyba nie ćpasz?

    UFF :D :D :D Już się bałam, że się domysli, na szczęście nie jest aż tak mądry :D

    „Spinasz się, kurwa, jakbyś miał kij w dupie” - myślę,że chodzi o co innego : >

    Tak w ogóle, to zakłamane z nich dupki :/ ale i tak ich kocham :D

    „Nawet, jeśli Bartek dowiedziałby się o Jaśku, nie odwróciłby się od niego. Nie mógłby, prawda?” - też mam nadzieję, że by się nie odwrócił.


    „padnie tam i wbije sobie igłę od tuszu w oko” - ależ dużo w tym rozdziale smaczków <3

    KAMILA jeeeeeeeeeeeeeeeej kocham babę <3

    „Była ładna, Jasiek z zadowoleniem stwierdził, że miał całkiem niezły gust” - no tak :D
    Ciesze się, że fajnie sobie pogadali, mam nadzieję, że PIWO też będzie fajne : > No i powiedzmy KOBIECA Kamila :D

    Ja tam kocham Kamilę, zawsze muszę się wyłamać :D Ale mam też nadzieję, że nie ukradnie go. A skoro nie skupiasz się tylko na G, to.... już milczę. :D


    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, Jasiek chciał pomóc, ale każdy ocenia konsekwencje, a nie sam czyn. Być może gdyby Jasiek miał inną reputację, byłoby inaczej.
    Haha, rozwaliłaś mnie z tą Grażynką. No Janusza jej trzeba!
    Ej, jakby miał w tyłku coś innego, to by się tak nie spinał :D
    Cieszę się, że polubiłaś (a nawet pokochałaś) Kamilę :D Na razie nic nie zdradzam, co i jak. Okaże się już za niedługo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że Kamila jest całkiem fajna. Ja wiem, że zwykle na baby w takich opowiadaniach spada fala hejtu, ale jednak ją lubię. Na razie jest fajna. Chyba że coś odwali, ale wtedy to już chyba nie zależy od płci. U ciebie lubię to, że nie postaci takich jednoznacznie złych i dobrych, tylko są prawdziwe. Pamiętam Rozdziały < rozmarzyła się > tam też były fajne kobiety :3

      Usuń
    2. Jej, jakie to kochane <3 To naprawdę duży komplement i bardzo za niego dziękuję. Cieszę się, że moje postacie nie są jednoznaczne. Zawsze starałam się tak je tworzyć, żeby nie były płaskie i jednotorowe :)

      Usuń