poniedziałek, 17 kwietnia 2017

16. Kotwica i wyspa

Dzisiaj krótki wstęp: dziękuję za komentarze i zapraszam na rozdział. Bez składania życzeń, bo nigdy nie lubiłam Wielkanocy, a i tak święta już się prawie kończą. 😏


Rozdział 16

 Twarz Tymka stężała, zmarszczył brwi i zacisnął usta. W ręce nadal trzymał reklamówki i Błażej miał wrażenie, że zaraz dostanie nimi w twarz. Wyglądały na ciężkie, więc wolał zachować czujność.
Zabrakło mu słów. Nie miał pojęcia, co powinien powiedzieć, więc po prostu obserwował go, czując się jakby był sparaliżowany. Tymek krzyknął do swojej matki, że zaraz przyjdzie i podszedł do Błażeja. Teraz stał naprzeciwko niego i patrzył mu prosto w oczy, wzrokiem wyrażającym niedowierzanie, zawód i zgorszenie? Błażej sam nie wiedział, jak powinien to odebrać. Czekał, aż Tymek coś powie, ale on uparcie milczał. Może czekał, aż Błażej zacznie się tłumaczyć? Tylko, że tutaj nie było co tłumaczyć. Jasiek go pocałował, on oddał ten pocałunek – scena mówiła sama za siebie.
– Od kiedy? – padło pierwsze pytanie. Błażej spiął się, słysząc jego ton. Tymek miał chłopięcy głos i często brzmiał jakby wciąż był nastolatkiem. Mówił w miękki, cichy sposób, który teraz zupełnie zniknął. Został zastąpiony czymś obcym i oschłym.

– To... Ja nie wiem, Tymek, bo... – zaczął, plątając się w tym, co chciał powiedzieć. Czuł rumieniec na policzkach.
– Jak to, kurwa, nie wiesz? Nie wydawałeś się zdziwiony, jak Sobolewski... Ocipiałeś?! – syknął i zbliżył się o krok. Błażej z trudem powstrzymał odruch cofnięcia się. Spociły mu się ręce. Zastanawiał się, czy Tymek go uderzy. Nie, powinien zacząć raczej myśleć o tym, kiedy to zrobi.
– Powiesz komuś? – szepnął. Brzmiał jak wystraszony dzieciak, przez co jeszcze bardziej było mu wstyd.
– A powinienem? – Tymek prychnął. – Masz szczęście, że to ja was widziałem. Kurwa, Błażej, naprawdę odpieprzyło ci totalnie. – Przestąpił z nogi na nogę. – Coś ty myślał, że... Ja pierdolę. Naprawdę jesteś... – Zaciął się i przełknął ciężko. Zmierzył Błażeja od góry do dołu, jakby informację o jego orientacji mógł wyczytać z jego wyglądu. Błażej nigdy nie zdradzał żadnych oznak bycia... Chociaż nie, jeżeli się nad tym zastanowić, Błażej nigdy nie przepadał za dziewczynami. Nie mówił o nich zbyt wiele, trzymał się bardziej z facetami. Tymek analizował to wszystko i powoli prawda zaczynała do niego docierać. Wiedział, że kiedy usiądzie i zastanowi się nad wszystkim, połączy fakty, dostrzeże więcej rzeczy, na które wcześniej nie zwracał uwagi.
– Nie wiem, Tymek, ja naprawdę nie wiem. – Głos Błażeja dziwnie drżał. Było to wyczuwalne nawet, kiedy mówił szeptem. Tak bardzo się denerwował, że wiedział, że nie zdoła wydusić z siebie głośniejszego dźwięku. Ciśnienie uderzyło mu do głowy, na czole i szyi wyszły żyły, a cienka skóra poruszała się lekko przez pulsującą w nich krew. Błażej wyglądał, jak by zaraz miał się przewrócić.
– Uspokój się, kurwa – mruknął Tymek i ruchem głowy wskazał na ławkę. – Siadaj tam. Mamy do pogadania.
Błażej niepewnie podszedł do niej, na chwiejnych nogach. Sam nie wiedział, czy właśnie takiej reakcji oczekiwał od Tymka. Był spokojny i opanowany, ale widać, że ta informacja na niego wpłynęła.
– No siadaj – ponaglił go, kiedy odłożył siatki na bok. On stanął przed nim i założył ręce na piersi. – Od kiedy?
Błażej westchnął i odwrócił wzrok na górujący nad nimi rząd bloków. W oddali zobaczył jakąś grupkę dresów. Po kurce jednego poznał, że byli młodsi od nich i na szczęście mieli z nimi niewiele wspólnego.
– Nie wiem, z dwa miesiące – mruknął w końcu niechętnie. Wzruszył lekceważąco ramionami. – To aż takie ważne?
– Chcę wiedzieć. Od jakiegoś czasu zacząłeś się dziwnie zachowywać. Wszyscy ci to, kurwa, mówili. To przez niego. Kurwa! – Tymek znowu zaklął i przestąpił z nogi na nogę. – Skąd wy w ogóle wracaliście? – Obejrzał się na asfaltową drogę i zmarszczył brwi.
– Znad stawu! – rzucił szybko Błażej. Nie chciał, żeby Tymek dowiedział się o chatce.
– Pieprzycie się po krzakach? – Tymek skrzywił się. – Jak jakieś pierdolone zwierzęta.
Błażej nie odpowiedział, nie wiedział co. Jeszcze nigdy nie było mu tak wstyd. Czuł strach, zażenowanie i złość – na siebie i na Jaśka. Tak bardzo uważali i jeden głupi wyskok zniszczył wszystko! Błażej naprawdę był ostrożny.
– Wy już wcześniej...
– Co? Nie! – Błażej zaczerwienił się jeszcze mocniej. – Zwariowałeś?! Byliśmy dzieciakami.
– Nie znam się na tym. – Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że Tymek też był nieco zawstydzony. – Wiesz, że jak Jerzyk się dowie...
– Wiem. – Błażej przerwał mu. Nie chciał, żeby Tymek kończył myśl. Doskonale znał swojego kumpla, żeby wiedzieć, co mógł zrobić. – Dlatego nie może się dowiedzieć. Obiecaj, kurwa, Tymek, że mu nie powiesz. To... – Przełknął ciężko. Nie mógł powiedzieć, że to się nie powtórzy. Wiedział, że powinien, ale nie mógł.
– Nikt się nie może dowiedzieć. Ja pierdolę, Błażej, zajebią cię, jak się dowiedzą. A Jaśka tym bardziej. Przecież go nienawidzą na osiedlu. Jeszcze zaciągnął się u Długiego. – Tymek pokręcił głową. – Na głowę upadłeś. Odpierdoliło ci. – Spojrzał na Błażeja tak, jakby zastanawiał się, czy on mógł czuć się przy nim bezpiecznie. Przyjaźnili się tyle lat i nigdy nie wynikła między nimi żadna żenująca sytuacja. Czasami widzieli się nago, czasami Błażej był świadkiem takich sytuacji, że... Tymek próbował podejść do całej sytuacji jak najbardziej racjonalnie. Nigdy nie żywił do homoseksualistów tak gorącej nienawiści jak jego kumple, ale nie sądził, że będzie musiał się mierzyć z tym problemem twarzą w twarz. Że jego najlepszy kumpel okaże się ciotą i...
– Obiecaj, że nikomu nie powiesz. Tymek...
– Musisz z tym skończyć. – Pokręcił głową. – Skończ to, kurwa. Wiesz, że to niebezpieczne? Wiesz, co ci, kurwa, mogą zrobić ludzie na osiedlu, jak się dowiedzą? Myślałeś o tym?! Ja pierdolę! – prychnął, widząc wzrok Błażeja. – Masz to skończyć. Dzisiaj. Znajdę ci jakąś laskę. Tu chodzi tylko o seks. Będziesz miał jakąś dupę i problem zniknie. Po prostu... Nie trafiłeś jeszcze na odpowiednią laskę. Dlatego to się stało. Jakie lubisz dupy? Popytam chłopaków, coś zorganizujemy. Dasz radę, Błażej, to tylko dlatego, że wcześniej z żadną nie byłeś. To tylko dlatego. – Tymek ukucnął. Nie nachylał się nad Błażejem, znajdował się w bezpiecznej odległości, ale chciał patrzeć mu w oczy. Błażej był jego przyjacielem i wiedział, że powinien mu pomóc. Pamiętał, że Jasiek kiedyś był jego najlepszym kumplem. Emocje mogą płatać figla, można się w nich łatwo pogubić. Tymek coś o tym wiedział, on przeżył już niejedną miłość i kilka razy próbował wracać do swoich byłych dziewczyn – bezskutecznie. Zawsze kończyło się to fiaskiem. – Błażej, obiecaj, kurwa. Słowo! – zażądał, widząc minę przyjaciela.
– Słowo – rzucił Błażej dla świętego spokoju. Nie miał pojęcia, co zrobi. Teraz miał za mało czasu, żeby się nad tym zastanawiać. Chciał tylko, żeby Tymek odpuścił i obiecał, że nikomu nie powie.
– Nie kłam – ostrzegł go Tymek ostrym głosem. – Błażej, musisz z tym skończyć, to... to jest, kurwa... chore. Wiesz, jak chłopaki reagują na takie rzeczy.
– Wiem. – Błażej potarł szczecinę na głowie i wpatrzył się w płyty chodnikowe. Wgapiał się przez dłuższą chwilę w nierówne, porośnięte mchem łączenia. – Zerwę z Jaśkiem, słowo – dodał cicho. Podniósł głowę i napotkał czujne spojrzenie Tymka, który próbował wywnioskować, czy Błażej kłamał. W końcu westchnął ciężko i wstał. Położył rękę na jego ramieniu.
– Nie rób nic głupiego. Błażej, szkoda cię dla takiego syfu. Przecież zawsze byłeś normalny, ty nigdy...
– Nie, nigdy – zapewnił go szybko. – To tylko... to znaczy Jasiek... Z nim jest inaczej.
– Lepiej, żeby nie było. On nie jest, kurwa, w porządku. Powinieneś o tym pamiętać.
Błażej skinął sztywno głową i zaczekał, aż Tymek odejdzie. Patrzył za nim przez chwilę, a później wyciągnął się na ławce i spojrzał w niebo. Było zimno, zaczął siąpić drobny deszcz, ale ani myślał wracać do domu. Teraz powinien na spokojnie się nad wszystkim zastanowić.

*
Kozierscy rzadko jedli wspólny obiad, dlatego Błażej zdziwił się, kiedy wrócił do mieszkania i zastał wszystkich w komplecie. Ojciec siedział przy stole razem z jego braćmi, a matka stała przy piecu i kończyła właśnie gotowanie obiadu.
– Ty nie w pracy? – powitała go. Była szczupłą, zniszczoną przez życie kobietą, która wyglądała na starszą niż była w rzeczywistości. Na tle poszarzałej, naznaczonej coraz głębszymi zmarszczkami twarzy, odznaczały się niebieskie, duże oczy. Kiedy musiała być naprawdę ładna. Może wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby nie wiązała się z ich ojcem. To on wciągnął ją w alkoholizm.
– Nie, dzisiaj nie – zbył ją. Błażej nie miał problemów, żeby okłamywać rodziców. Kiedyś sprawiało mu to dużo większą trudność, ale z czasem stał się względem nich bardziej obojętny, a co za tym idzie przestawał się już tak denerwować, kiedy ich zwodził.
– Aha. Siadaj, obiad zaraz dam – mruknęła.
– A co ty taką minę masz, jakbyś komuś gardło poderżnął, co? – żachnął się jego ojciec. On z kolei wyglądał na typowego pijaka i nawet teraz czuć było od niego alkoholem. Trzeba jednak przyznać, że był mniej pijany niż zazwyczaj.
– Co to za list? – zapytał Błażej, odsuwając sobie krzesło. Bogdan przeglądał jakiś kolorowy komiks, a Bartek siedział i uśmiechał się do niego w jakiś dziwny sposób. Tylko przez ułamek sekundy Błażeja ogarnął strach, że brat mógłby się dowiedzieć, ale wtedy nie mógłby się przecież uśmiechać w taki sposób.
– Dobry list – oznajmił ojciec i sam wyszczerzył zęby w uśmiechu. Za każdym razem, kiedy Błażej widział go tak radosnego, przypominał sobie o brakach w jego uzębieniu. Pożółkłych, poczerniałych przy dziąsłach zębach, których było w szczęce coraz mniej, przez co uśmiech wydawał się z roku na rok szerszy.
– Sam zobacz, ojciec, daj mu – mruknął Bartek. Jego oczy aż się świeciły.
Błażej zabrał list i przebiegł po nim wzrokiem. Z każdym kolejnym przeczytanym słowem jego wyraz twarzy zaczął się zmieniać.
– Co to, kurwa, jest? – zapytał, ale zaraz został upomniany przez matkę.
– Błażej! Mówiłam ci, że w domu bez takich!
– No ale... – Błażej jeszcze raz spojrzał na list, a później odwrócił go, jakby oczekiwał na drugiej stronie znaleźć jakieś dodatkowe informacje. – Skąd?
– Może nie jest tego jakoś szczególnie dużo, ale będziemy tyle dostawać co miesiąc. Do czorta, przecież to wypłata mała jest! – wykrzyknął ojciec i potarł ręce z uciechą. – Takie pieniądze piechotą nie chodzą.
– Tylko dlaczego niby mamy to dostawać? – zapytał powoli Błażej, musząc się hamować przed tym, żeby nie przekląć. Matka znowu by go za to zrugała. – Dostałeś jakąś pracę albo nowy zasiłek? – zwrócił się do ojca, mrużąc podejrzliwie oczy. – To pismo jest...
– Z zagranicy – odpowiedział Bartek i wyrwał mu list, a Błażej zaklął.
– Co ja ci mówiłam! – uniosła się matka, od której o mało nie dostał chochlą po głowie. Już nalewała dla nich zupę. – Przeklinasz jak ci chuligani na osiedlu. Już jesteś jak jeden z nich.
– Oj, skończ Hanka – warknął ojciec i skrzywił się. – Słuchać się ciebie czasami nie może!
– Ty to się lepiej nie odzywaj, stary pierdzielu! – fuknęła na niego, stawiając przed nim z głośnym brzękiem miskę zupy. – To od Bożenki – oznajmiła, ubiegając Bartka, który chciał powiedzieć dokładnie to samo.
– Jak to od Bożeny? – Błażej zmarszczył brwi. – Skąd?
– Wyjechała za granicę. Przecież widzisz. Zza oceanu jest ten list! – Postawiła przed Bartkiem miskę i nachyliła się, żeby znowu spojrzeć na jego treść.
– Nie jest podpisany – zauważył Błażej, który zabrał od brata list i rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie, kiedy ten chciał zaprotestować. – Skąd niby wiecie, że to od niej? – Tym razem udało mu się ugryźć w język, zanim nazwał Bożenę jakimś ostrym epitetem. Matka nigdy nie pozwalała mówić o niej w taki sposób. Nie skreśliła jej w przeciwieństwie do Błażeja. Wcale nie podobało mu się to, że mieliby teraz dostawać regularnie niewielką sumę pieniędzy od Bożeny.
– A od kogo niby? Bożenka się dorobiła pewnie i w końcu przypomniała sobie o nas. Wiedziałam, że tak będzie – oznajmiła triumfalnie matka i uśmiechnęła się. – Smacznego – powiedziała, stawiając na stole ostatnie talerze dla siebie i Bogdana. Tymi słowami chciała zakończyć wszelkie dyskusje. Błażej zignorował słabą aluzję i kontynuował rozmowę.
– Nie chcę jej pieniędzy – warknął i rzucił lekceważąco list na środek stołu. – Gdzie była przez te wszystkie lata, co? Nawet nie zadzwoniła na pieprzone święta. Żadnych telefonów, nawet pieprzonego listu, że jeszcze żyje! Nic! A teraz przysyła nam trochę kasy i już jej wszystko wybaczyliście? – Spojrzał na rodziców, a później krótko na Bartka. – Odeślijcie tą kasę!
– Nikt nie będzie odsyłał żadnych pieniędzy – zadecydował ojciec. Błażej zaśmiał się drwiąco, zupełnie jak nie on.
– No jasne, ojciec – rzucił szyderczym głosem. Nie miał świadomości, że brzmiał jak Jasiek, kiedy zwykle kłócił się z Grażyną. Przebywanie w jego towarzystwie najwyraźniej mu się udzieliło. – W końcu będziesz miał dodatkową flaszkę za to. Co ja tam mówię, nawet dziesięć! Ty byś pierwszy z matką wziął tą kasę, co?
– Zamknij się, Błażej i mnie nie wkurwiaj, bo jak...
– Co?! – Błażej zmarszczył brwi. Był zaczerwieniony ze złości. – Przypierdolisz mi? No to chodź. Już się dawno skończyły czasy, kiedy możesz to, kurwa, bezkarnie robić. Zapomniałeś już? Może mam ci przypomnieć, jak ostatnim razem skończyło się, kiedy chciałeś podnieść rękę na Bogdana?!
– Przestań się tak zwracać do ojca! – wtrąciła się matka, ale Błażej zgromił ją spojrzeniem i od razu ucichła. Nie poznawała syna, wcześniej nie zachowywał się tak agresywnie, nawet jeśli emocje wymykały się spod kontroli. Nawet Bartek wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczami, zbyt zaskoczony tym nagłym wybuchem, żeby się wtrącić. Nie potrafili sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widzieli Błażeja w takim stanie. Wybuchnął nagle i to w taki sposób, który wcale nie był w jego stylu.
– Odeślecie jej te pieniądze – zadecydował Błażej. Rozmowa z Tymkiem wpłynęła na niego bardziej niż podejrzewał. Sam nie wiedział, na kim chciał się wyżyć – na rodzicach, na Bożenie czy na sobie samym. Musiał odreagować, bo inaczej wściekłość, strach i niepewność rozsadzą go od środka.
Złapał za łyżkę i zacisnął na niej mocno palce, żeby nikt nie zauważył, że drżały mu dłonie. Nie miał pojęcia, jak podszedłby do tej sprawy, gdyby Tymek nie nakrył go z Jaśkiem. Może ucieszyłby się na wieść o tym, że Bożena się odezwała? Może sam nie miałby nic przeciwko zabraniu tych pieniędzy? Teraz to nie miało znaczenia. Usilnie walczył z gniewem. Nie chciał nic od Bożeny, irytowało go zachowanie rodziców i bierność Bartka. Naprawdę liczyła się dla nich tylko kasa? On nie chciał mieć z Bożeną nic wspólnego.
– Nikt nie będzie nic odsyłał – odezwała się Halina i wzięła list ze stołu. Schowała go do koperty, a później do kieszeni w fartuszku, rzucając synowi wyzywające spojrzenie. – Przydadzą się te pieniądze, a ty dobrze o tym wiesz. Może gdybyś przynosił do domu więcej to...
Nie dokończyła, Błażej uderzył pięściami o stół, rozlewając swoją zupę. Wstał gwałtownie.
– Wiesz z czego są te pieniądze? – zapytał drżącym z wściekłości głosem. – Z jej kurwienia się. Daje dupy i w końcu uzbierała tyle, żeby nam wysłać. – Pochylił się nad stołem i spojrzał matce w oczy. Uśmiechnął się w sposób, który zupełnie do niego nie pasował. – Bożena jest zwykłą... – Nie zdążył dokończyć. Matka wymierzyła mu siarczysty policzek.
– W tej chwili wyjdź z domu! – krzyknęła piszczącym, bliskim płaczu głosem. – Nie pozwolę ci tak o niej mówić!
– Przez tyle lat zapomniała, że, kurwa, istniejesz, że ma matkę! – rzucił wściekły i podszedł do drzwi. Ubrał szybko buty i zabrał kurtkę, po czym wyszedł, głośno trzaskając drzwiami.
Zdał sobie sprawę, że jeszcze nigdy nie pokłócił się tak poważnie z rodzicami.

*

Trudno mieszkało się w pokoju z rodzeństwem. Z młodszym, irytującym bratem, który cały czas łaknął twojej uwagi i starszą siostrą, która właśnie dorastała – robiła się wstydliwa, chciała inaczej spędzać czas, nagle zaczęła mieć jakieś sekrety i „dziewczyńskie” sprawy. Błażejowi wcale się to nie podobało, bo odkąd pamiętał, był naprawdę blisko z Bożeną. Na szczęście miał jeszcze Jaśka, ale nawet z nim czasami się kłócił. Dzisiaj zaliczyli właśnie małą sprzeczkę i dlatego teraz siedział w domu i układał pasjansa, bo nie miał co ze sobą zrobić. Jasiek obraził się na niego, a Błażej był zbyt dumny i uparty, żeby przeprosić. Nie chciał dopuścić do siebie myśli, że zawinił. Wolał spędzić czas w pokoju i... Pograć w karty. Sam.
Warknął pod nosem. Nawet Bartek był teraz na boisku i grał ze swoimi kumplami, a on jak ostatni frajer kisił się w tak piękną pogodę w czterech ścianach mieszkania.
– Cholerny Jasiek – warknął i rzucił kauczukową piłką w ścianę, która nosiła już ślady takiego traktowania. Niewiele się tym przejmował, bo akurat ich pokój nie znajdował się w najlepszym stanie. Każdy kawałek pomalowanej na intensywny zielony odcień ściany, pokrywały większe albo mniejsze zarysowania, zabrudzenia, a w kilku miejscach nawet odpadał tynk.
Drgnął, gdy drzwi otworzyły się, a do środka weszła Bożena.
– A ty tu czego? – zapytała zdziwiona i zaczerwieniła się. Jej włosy znajdowały się w nieładzie. Zawsze równo zaplecione warkocze wyglądały, jakby zaraz miały się rozplątać. Błażej zmarszczył brwi, przyglądając się jej uważnie.
– Siedzę, nie widzisz?
– O tej godzinie? Jest piękna pogoda! Nie powinieneś być na boisku?
Usiadła przy biurku i wyciągnęła lusterko. Syknęła i położyła je na biurko, a później wyciągnęła z szuflady grzebień i gumki.
– Nie chce mi się – burknął Błażej i wyciągnął się na łóżku. Zaczął znowu odbijać kauczukiem o ścianę.
– Pokłóciłeś się z Jankiem? – zapytała domyślnie i zerknęła na niego kątem oka. Mieli podobne, jasne spojrzenie, nawet podobny układ piegów na nosie. Patrząc na nich, nikt nie powinien mieć wątpliwości, że byli rodzeństwem.
– CO?! – żachnął się Błażej i zgromił siostrę spojrzeniem. – Nie, nie pokłóciłem! Zresztą co od razu o niego pytasz?! Jakbym nie miał innych kumpli!
– Ale on jest twoim najlepszym przyjacielem. – Bożena przewróciła oczami. Siedziała wyprostowała przy stoliku i czesała długie, płowe włosy. – Ciągle z nim łazisz.
– No to teraz przestanę! – warknął. – A ty co taka rozwichrzona, co? – zmienił temat. Nie chciał rozmawiać o Jaśku. Wtedy jeszcze bardziej był na niego zły.
– Biegłam – mruknęła i odwrócił się plecami do Błażeja.
– Aha.
Przez chwilę oboje milczeli. Bożena kończyła czesać warkocze, a Błażej odbijał piłką o ścianę, myśląc nad czymś intensywnie.
– Matka znowu nie zrobiła obiadu – mruknął w końcu.
– Znowu? – Bożena zirytowała się. – A jest coś w lodówce?
– Mleko, pomidory i trochę kiełbasy. Ojciec był przed chwilą i większość rzeczy wyjadł.
Bożena westchnęła ciężko i wstała od biurka. Schowała wszystko do szuflady. Przy dwóch braciach nauczyła się, że musi uważać na swoje rzeczy, jeśli chce je zachować.
– Poszukam czegoś po półkach, może matka schowała jakieś zaskórniaki i pójdę do sklepu – stwierdziła. – Idzie ze mną?
– No w sumie. – Błażej złapał piłkę i wstał. – Przynajmniej będzie co do jedzenia, bo już się robię głodny.

W szafkach znaleźli trochę drobnych, aż w końcu uzbierała się całkiem niezła sumka. Bożena zawsze przeszukiwała spodnie ojca, który lubił zostawiać w nich pieniądze i zapominał o nich, gdy kładł się pijany spać. Poszli do sklepu i jak zwykle Bożena zajęła się kompletowaniem składników na obiad. Całkiem nieźle znała się na gotowaniu.
– O co się pokłóciłeś z Jaśkiem? – zapytała brata, kiedy już wracali do mieszkania. Górowała nad nim o głowę, co zawsze go irytowało. Chciał już ją przerosnąć. Ją i Jaśka, bo on też był od niego wyższy. Matka powiedziała mu kiedyś, żeby się tym nie przejmował, bo nawet jeśli teraz był niski, za kilka lat może zacząć intensywnie rosnąć. Miał taką nadzieję.
– Z kim się całowałaś? – zripostował, z satysfakcją zauważając, jak Bożena speszyła się na to pytanie. Była czerwona jak burak i nie mógł nie skwitować tego parsknięciem śmiechem. – Masz malinkę na szyi.
– A ty w ogóle wiesz, co to jest malinka?! – warknęła, próbując ułożyć włosy tak, żeby zasłoniły ślad.
– Kto to był? Przyznaj się.
– Chyba nie myślisz, że ci powiem?! – Rzuciła mu niedowierzające spojrzenie. Błażej wiedział, że Bożena podobała się chłopakom. Nawet Jasiek wodził za nią rozmarzonym spojrzeniem, co zawsze go irytowało. To była jego siostra! Siostra, do cholery! Co on sobie wyobrażał, że... Zresztą i tak nic by z tego nie wyszło, Bożena zawsze traktowała go jak młodszego brata, a nie kandydata na chłopaka.
– Wiesz, że ojciec by się wkurwił, jakby się dowiedział?
– Ale się nie dowie, bo mu nie powiesz – oznajmiła. – W każdej chwili mogę sobie przypomnieć, jak było z tym radiem...
– To nie byłem ja! – zaprzeczył szybko, chociaż wiedział, że to nic nie da. Bożena złapała go prawie na gorącym uczynku. W zimie, kiedy rodziców nie było w mieszkaniu, wymyślili z Jaśkiem idiotyczną grę, jeden popchnął drugiego i jakoś wyszło, że zniszczyli ulubione radio ojca. Bożena stanęła wtedy w jego obronie i wmówiła ojcu, że wrócił pijany i sam je zepsuł. Gdyby nie ona, Błażej dostałby w skórę.
– Jasne, uważaj, bo ci uwierzę. Ojciec by się wkurwił, jakby się dowiedział, co? – powtórzyła jego słowa i uśmiechnęła się słodko.
– Spadaj – burknął i wydął wargi obrażony. Przez chwilę rozważał nawet, czy nie pogodzić się z Jaśkiem. Głupia Bożena, myślał ze złością.
Wrócili do mieszkania i pomógł jej przygotować obiad. Sam nie potrafił zrobić więcej niż kanapki, ale wprawił się już w obieranie i krojenie.
– Masz chłopaka? – zapyta znowu Bożeny. Kiedy się pochylała, warkocz zsuwał się, odsłaniając naznaczoną sinym znakiem szyję. Normalnie myślałby, że się uderzyła, ale ostatnio starszy kolega chwalił się malinką, jaką zrobiła mu dziewczyna, więc nie dał się zwieść.
– To moja sprawa – odpowiedziała spokojnie Bożena. Najwyraźniej Błażej zaskoczył ją pierwszym pytaniem, ale na kolejna była już przygotowana.
– Znam go?
– Błażej. – Bożena westchnęła ciężko. – Odpuść. Przestań się tym interesować. I nikomu nic nie mów.
W ciszy przygotowali wszystko i teraz musieli tylko czekać, aż zupa się ugotuje. Błażej był wolny.
– Bożena – zaczął niepewnie. Siostra spojrzała na niego z uśmiechem, wyrwana z zamyślenia. – Uważaj na siebie. To znaczy... Wiesz co mówią na osiedlu o Wiolce. Nie chcę, żeby tak o tobie mówili. – Był trochę skrępowany, kiedy poruszał ten temat, Bożena najwyraźniej też po zarumieniła się i odwróciła wzrok.
– Zwariowałeś? – syknęła. – Nie jestem Wiolką!
– Wiem, ale...
– Nie przejmuj się tym, czym nie musisz. Będę robiła, co mi się podoba!
– No dobra, ale jak któryś cię skrzywdzi, obiję mu gębę! Masz o tym pamiętać, cholera jasna! – warknął Błażej wyzywająco, zaciskając pięści, jakby już chciał kogoś uderzyć. – Nikt nie będzie źle traktował mojej siostry! Niech tylko spróbuje cokolwiek...
– Błażej – przerwała mu nagle Bożena. Myślał, że na niego nakrzyczy, bo momentalnie umilkł, ale ona tylko uśmiechnęła się lekko i położyła mu rękę na ramieniu. – Dzięki. To i tak nie będzie konieczne, ale i tak... No dzięki.
– Się wie. – Błażej zarumienił się lekko, ale jego usta wygięły się w uśmiechu. Lubił, kiedy Bożena tak na niego patrzyła. Jakby naprawdę liczyła się z jego zdaniem. Kiedy tylko dorośnie, będzie jej bronił. Pomoże jej jak tylko będzie potrafił.
– Zaraz będzie obiad, pójdziesz zawołać Bartka? – zapytała po chwili, kiedy już była przy piecu i mieszała w garnku. – A później idź pogodzić się z Jaśkiem – dodała, kiedy Błażej już miał wychodzić. – Nie rób takiej miny, pogódźcie się i przestańcie się kłócić o pierdoły. Widzę, jak się bez niego nudzisz. Nie, nawet nie próbuj tego komentować, młody. Jasiek to twój najlepszy przyjaciel. Jeden bez drugiego jest jak bez ręki.
– Nie mów do mnie młody – burknął Błażej, zanim wyszedł. Wiedział, że Bożena miała rację. Ona w większości przypadków niestety miała rację. Nawet domyśliła się tego, że pokłócił się z Jaśkiem o coś zupełnie nieistotnego.
Uśmiechnął się lekko pod nosem, obiecując sobie jednocześnie, że jeśli tylko kiedyś ktoś ją skrzywdzi, naprawdę się wścieknie.

*

Odwlekał to jak tylko mógł, ale wiedział, że w końcu będzie musiał wrócić do domu i porozmawiać z Sebastianem i Grażyną. Potrzebował pieniędzy, a oni powinni mu pomóc. Powinni, ale niekoniecznie musieli – stwierdził z gorzkim rozczarowaniem. Miał jeszcze nikłą nadzieję, że się ułoży, ale ostatnie wydarzenia sugerowały coś całkiem innego. Wiarę mógł pokrywać tylko w Sebastianie.
Nie miał pojęcia o tym, co stało się rano, kiedy rozstał się z Błażejem. To jeszcze bardziej by go zdenerwowało i bałby się, że Tymek rozpowie ich tajemnicę. Wcale nie utrudniłoby mu to spłacenia długu. Lepiej, że o niczym nie wiedział i wracał do mieszkania nieświadomy obecnej sytuacji.
Stanął przed drzwiami do mieszkania i odetchnął ciężko, nie będąc pewny, czy chce wejść do środka i zmierzyć się z tym wszystkim. Doskonale wiedział, że podczas tego wieczoru wszystko się rozwiąże – albo otrzyma od nich pomoc, albo zostanie skazany na samego siebie.  

7 komentarzy:

  1. Uwielbiam to opowiadanie. Zawsze chcę więcej i już nie mogę się doczekać kolejnej części. Życzę mnóstwo weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, słysząc takie słowa <3 Mam nadzieję, że nie zawiodę z kolejnymi częściami :)

      Usuń
  2. Aaaaale <3 Dzieje się w tym rozdziale. :D

    Mam nadzieję, że tymek będzie trzymał język za zębami. Bo jak nie, to... w sumie ciekawa jestem, co wtedy :D

    Błazej taki spięty, wkurzony i zły, skoro nawet rodzinę zaskoczył. Ładne te wspomnienia o Bożenie, szkoda, że teraz już jej nie lubi. Może trochę zazdrości, że wyjechała i ułożyła sobie życie, wyrwała się z patologii i tak dalej.
    Ale wkurzony Błażej to coś wspaniałego. Że też nie pomyślał, że każda kasa się przyda, nie tylko jemu. :3

    tymkowe: znajdę dla ciebie dupę mnie rozwaliło. To takie polskie i smutne :D

    Co do Jaśka, to czarno to widzę, jaka pomoc od Grażyny? :/
    w ogóle to te dłonie w nagłówku <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też podobały mi się wspomnienia o Bożenie. Wg bardzo dobrze pisze mi się w tym opowiadaniu wspomnienia i na pewno jak już zakończę KiW, pododaję kilka scen z przeszłości :)
      Też kocham wściekłego Błażeja, ma w sobie to coś :D Z pozoru jest taki spokojny i chyba dlatego tak fajnie brzmi jak się wkurzy.
      Też jestem zakochana w tych dłoniach, idealnie pasują do tego opowiadania :D

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ochotę napisać takie dobre polskie przekleństwo, ale nie będę.Ale żebyś Verry wiedziała, że chciałabymXD
    Ten Tymek to taki średni nie do końca w porządku, ale też nie dupek.Nadal młodego Błażeja przed wszystkimi z ekipy nie wyda, ale wymaga od niego zerwania kontaktów z Jaśkiem i chce mu szukać dziewczyny.brrr
    To ograniczenie kontaktów to jeszcze jaka taka pomoc żeby znowu ktoś go nie złapał(jakby Błażej z Jankiem został to by się pilnował :/) Ale ta laska.Tak bardzo to jest złe.No ale, że chociaż w jakimś stopniu ten koleś okazał się spokoXD ;-;
    Bożena jest panną do towarzystwa niskich lotów?Chyba jej źle nie życzę, bo starych sobie nie wybrała, ale zostawić rodzeństwo.
    W chacie Błażeja jeszcze Brajanka z wpadki brakuje.
    Grażyna ja tobie radzę pomóc Jankowi, bo będę tobie bardzo źle życzyła.

    A jeszcze co do Błażeja i Jasia to nerwy mnie zjadają.Żeby Błażej nie odwalił niczego i nie zrobił im przerwy.Albo tego ostatecznie nie zakończył, bo sam też będzie cierpiał.
    Ale miłość jest w nich silna, ciekawe jak będzie chciał to rozwiązać drugi z zainteresowanych:)
    I żeby trzymali się razem to najważniejsze.Uwielbiam ich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A proszę Cię bardzo, ja tam nie będę rugać za przekleństwa (zwłaszcza dobre i zwłaszcza polskie!), w końcu bohaterowie KiW nie świecą przykładem ;) (sama też używam dużo łaciny kuchennej, chociaż to podobno nieładnie :P).
      Bardzo mi się podobało, co napisałaś o Tymku. "taki średni nie do końca w porządku, ale też nie dupek" - idealne podsumowanie tej postaci.
      Haha, Brajanka to Daria będzie miała :D
      Cieszę się, że ich uwielbiasz <3 bardzo miło to słyszeć ^_^

      Usuń