piątek, 21 kwietnia 2017

17. Kotwica i wyspa

Dziękuję za komentarze i zapraszam na rozdział :) 

 Rozdział 17

Nie pamiętał już, kiedy tak się denerwował, wchodząc do tego mieszkania. Wcześniej, nawet jeśli wiedział, że czekała go kłótnia, miał do wszystkiego dużo bardziej obojętne podejście. Teraz czuł stres – bał się reakcji Sebastiana, kolejnych spięć z Grażyną i zachowania Krystiana, w końcu bał się tego, jak on się zachowa, bo tak wiele się zmieniło. Nadzieja była okropną rzeczą, bo pozwalała mu myśleć, że mogło być jeszcze dobrze. Rozsądek podpowiadał coś zupełnie innego. Przez tyle lat nie potrafił znaleźć wspólnego języka z ciotką i kuzynami, więc te dwa miesiące niewiele mogły zmienić w porównaniu do całego życia spędzonego na kłótniach, złości i wzajemnej niechęci. W zasadzie były nieistotne.
Nienawidził siebie za to, że tak się martwił. To nie było w jego stylu! Dałby teraz wszystko, żeby wrócić do dawnego siebie – aroganckiego, bezczelnego i cynicznego Jaśka, który miał lekceważący stosunek do wszystkiego. Zwłaszcza do swojej rodziny.

W przedpokoju buty leżały równo poukładane. Już od dawna nie panował tutaj taki porządek i dla Jaśka nie zwiastował on niczego dobrego. Polubił ten bałagan, brudną podłogę, stertę walających się po mieszkaniu ubrań, nieumyte naczynia i nawet pustą lodówkę. Wtedy czuł się tutaj jak w domu, bez twardej ręki Grażyny, w swobodnym chaosie stworzonym przez młodych ludzi. Całkiem możliwe, że mógłby nawet pokochać to miejsce, gdyby ona nie wróciła. Tak niewiele brakowało!
W korytarzu pojawił się Karol. Patrzył na niego szeroko otwartymi oczami, wydawał się przestraszony, nerwowy i niezdecydowany, czy powinien się uśmiechnąć, czy potraktować Jaśka tak jak kiedyś.
– Cześć – przywitał się z nim Jasiek, a Karol odpowiedział cicho. Ich twarze zostały niewzruszone.
– Powiedz mu, żeby tu przyszedł! – usłyszeli krzyk Grażyny, dobiegający z kuchni.
– Mama i Sebastian chcą cię widzieć – rzucił. Jasiek dopiero po chwili zorientował się, że Karol mocno ściskał framugę w przejściu prowadzącym do kuchni.
– Idę – mruknął. Odstawił buty, nie przykładając się do tego, żeby ustawić je równo do rzędu z pozostałymi. Odwiesił kurtkę i w końcu był gotowy na rozmowę. Czuł się tak, jakby szedł na ścięcie. Miał ochotę się roześmiać, ale za bardzo go to wszystko przerażało. Znowu zaczęło mu zależeć na tym miejscu i był bliski znienawidzenia Błażeja, bo to właśnie on do tego doprowadził.
Grażyna siedziała przy stole. Piła herbatę. Klary i Kornelii nigdzie nie było, ale usłyszał z sąsiedniego pokoju szum telewizora, więc zapewne znajdowały się w sypialni Grażyny. Karol zaszył się w drugim pokoju, a Krystiana nigdzie nie było. Sebastian siedział obok matki, a jego herbata wciąż stała pełna przed nim. Wyglądał na zmartwionego.
– Dobry wieczór – przywitał się Jasiek. Zaschło mu w gardle. Żałował, że czegoś się nie napił. Czegoś mocniejszego.
– Dobry wieczór – odfuknęła Grażyna i poprawiła się na krześle. – Wracasz z pracy?
– Tak, właśnie skończyłem – skłamał. To jak spędził czas, nie było teraz istotne.
– Cześć Jasiek. – Sebastian spróbował się do niego uśmiechnąć. Wyglądał tak, jakby z trudem zmusił mięśnie twarzy do ruchu.
– Cześć Sebastian.
– Siadaj – poprosił Sebastian i odsunął krzesło. Jasiek usiadł na nim po chwili wahania. Spojrzał najpierw na kuzyna, a później krótko na ciotkę. Kobieta patrzyła na niego z jawną niechęcią. On starał się zachować w stosunku do niej neutralnie.
Przez chwilę zapadło krępujące milczenie. Jasiek nie miał pojęcia, co powinien powiedzieć i jak zacząć temat. Sądził, że zrobi to Sebastian, ale on chyba sam bił się z myślami. Może zabrakło mu odwagi? Najbardziej pewna siebie wydawała się Grażyna. Jasiek dostrzegł lekki uśmiech, błąkający się na jej wąskich wargach.
– Rozmawiałam z Sebastianem – zaczęła, a jej syn syknął.
– Mamo, mówiłem ci, że ja to załatwię. Ustaliliśmy, że...
– Oj, no już przestań. Znowu chcesz mnie zdenerwować? – Pytaniem skutecznie uciszyła słabe protesty. – Jasiek, po tym, co stało się ostatnio... Dałeś mi do myślenia. Wcześniej przymykałam oko na to, jak się zachowywałeś. Te wszystkie bijatyki, chodzenie z podbitymi oczami, nawet te złamania... Wszystko znosiłam. Nie! – rzuciła szybko i uniosła dłoń. – Nie, teraz ja mówię, a ty siedzisz i mnie słuchasz. Umiesz usiedzieć w spokoju przez kilka minut i nie pyskować? – zapytała, robiąc krótką pauzę. Jasiek i tak wiedział, że jeśli się odezwie, znowu mu przerwie. Zacisnął dłonie w pięści, starając się zapanować nad złością. – To już są poważne sprawy. To, co się tutaj stało, jak mnie nie było. Ja wiem, że nam by się udało spłacić ten dług. Komornik nie mógłby nas stąd wyrzucić. Myślisz, że ja tego wszystkiego nie wiem? Ja się na tym znam. Zresztą Daniel jest mi winny dużo pieniędzy. A ja to od niego wszystko wezmę. Alimenty, długi, ja może miałam udar, ale ty mnie nie znasz. Nie wiesz, jaka potrafię być silna. Choroba mnie już nie weźmie. – Zmrużyła oczy, jakby obok Jaśka stał ktoś jeszcze. Wpatrzyła się w to miejsce dłuższą chwilę.
– Mamo, może...
– Cicho, Sebastian. Już dawno powinnam to Jaśkowi powiedzieć. – Grażyna znowu pokręciła głową. Miała w sobie jakiś taki chłodny, nieprzyjemny spokój, który sprawiał, że Jasiek wcale nie chciał jej słuchać. Sam najchętniej porozmawiałby z Sebastianem i jeszcze chwila, a naprawdę przełamie się i przerwie jej monolog. Nie chciał go słuchać. Wiedział, że mu się on nie spodoba. Już mu się nie podobał.
– No więc – podjęła – ja sobie wszystko przemyślałam, Jasiek. Moim dzieciom możesz zamydlić, oczy. Ja jestem na to za stara. Za dużo widziałam, gówniarzu – dodała. Atmosfera w kuchni zaczęła gęstnieć. Jasiek już dawno powinien się wściec. Uderzyć ręką o stół i powiedzieć, że nie miał zamiaru wysłuchiwać tych bzdur. Z jakiegoś jednak powodu siedział jak sparaliżowany i słuchał. – Ja nic sobie nie mam do zarzucenia. Nic a nic. Zrobiłam wszystko co mogłam, żeby wyrosły z ciebie ludzie, ale co ma wyrosnąć ze złego nasienia? Nigdy nie lubiłam twojego ojca. Cham i prostak. Irena za bardzo go kochała, a jak się kogoś tak za bardzo kocha, później są z tego problemy. Ty pewnie myślisz, że ja cię nie kochałam, co? – zapytała kpiąco, mrużąc oczy. – Ja cię kochałam, jak jeszcze byłeś szczeniakiem i myślałam, że coś z ciebie wyrośnie. A później zaczęło się całe to szambo. Te całe narkotyki, wagarowanie, uciekanie z domu i bójki. To wszystko spadło na moją głowę, a ja nawet wtedy cię nie wyrzuciłam! I ty powiesz, że ja jestem zła? No powiedz mi to w twarz, jak jesteś taki mądry! – wyzwała go, ale Jasiek milczał. Najwyraźniej przyniosło jej to niemało satysfakcji. Uśmiechnęła się i kontynuowała: – Nie dało się tego wszystkiego znieść. Ja mam własne dzieci. Własne problemy i życie, a z tobą wiecznie coś było nie tak. Gdyby nie zasiłek, wyrzuciłabym cię na zbity pysk! No jak nic, wylądowałbyś na ulicy i szybko byś do mnie przyszedł i błagał, żebym cię przyjęła z powrotem! Oj, szybko! A ja cię z dobrego serca trzymałam cały czas pod dachem. Ale teraz miarka się przebrała...
– Mamo, naprawdę cię proszę! – przerwał jej Sebastian, który rzucił Jaśkowi rozpaczliwe spojrzenie. „Nie bierz tego do siebie!” – zdawały się mówić jego oczy, ale Grażyna uciszyła go i kontynuowała, a on jej na to pozwolił.
– Ty jesteś zły chłopak. Nigdy nie szanowałeś mnie, ani moich dzieci. Jakbyśmy wylądowali na ulicy, ty byś nam nie pomógł. Ja to wiem. Ja znam takich jak ty! – zakaszlała i popiła swoją herbatę. – Ty masz na pieńku z policją. Wykorzystałeś ich... – Kiwnęła głową na swojego syna, który już chciał zaprotestować, ale wystarczyło spojrzenie Grażyny, żeby odpuścił. – Ty myślisz, że ja nie wiem, co mówią na osiedlu? Ja znam tu więcej ludzi niż ty. Moje dzieci też. Tutaj nikt cię nie lubi. Dobrze wiesz, co o tobie mówią. Dziwoląg z ciebie. Myślisz, że kto inny by się tobą opiekował? Ja – uderzyła się lekko w pierś – ja byłam taka dobra! Moje koleżanki nigdy nie pozwoliłyby, żeby ich dzieciaki tak wyglądały. Przez te narkotyki ci tak strzeliło do głowy. Zgłupiałeś, wariat się z ciebie zrobił. Już dawno powinnam cię wyrzucić. Ale ja już sobie to wszystko przemyślałam. Moje dzieci są jeszcze głupie. Naiwne są. Nie będziemy spłacać twoich długów narkotykowych. To były lewe pieniądze, ty chciałeś nas zadłużyć... Kłopoty będziemy przez ciebie mieć!
– Mamo, naprawdę, ja powinienem z Jaśkiem porozmawiać! – wtrącił się w końcu Sebastian. – Ustaliliśmy coś innego, miałaś...
– Ja decyduję, co mu powiem, a co nie. On nas kłamie, Sebastian. Ty dobry chłopak jesteś, nie widzisz, jak on cię traktuje! Tacy jak on potrafią tylko manipulować! I on to właśnie robi. Manipuluje tobą, Krystianem i bliźniakami. Tak wam zamydlił oczy! Ja wiem, że on te pieniądze potrzebował do czegoś innego. On się zajmował narkotykami, na takich trzeba uważać, dziecko!
– Mam kilka dni na spłatę długu – odezwał się w końcu Jasiek. Miał pusty głos i odległy wzrok. Czuł się trochę tak, jakby znajdował się w zupełnie innym miejscu. – Potrzebuję kilku tysięcy, wiesz o tym. Sebastian też o tym wie.
– To są lewe pieniądze! – obruszyła się Grażyna. – Nie dostaniesz od nas ani grosza!
– Dzięki tym lewym pieniądzom mogłaś tutaj wrócić! – warknął, ale spokojniejszym tonem niż zwykle. Oddychał głęboko i może to mu pomogło utrzymać nerwy na wodzy. Jeszcze. – Jakbym nie wziął tego kredytu, twoje dzieci wylądowałyby w domu dziecka. Tego chciałaś?!
Grażyna zawahała się, przez chwilę nie wiedziała, co odpowiedzieć, więc Sebastian wykorzystał okazję.
– Jasiek, ja mam tysiąc. Zdobyłem, pożyczyłem od ludzi, uzbierało się... Wystarczy?
– Sebastian! Co ja ci mówiłam, tylko spróbuj, a...
– On naprawdę potrzebuje tych pieniędzy! – krzyknął w końcu, tracąc cierpliwość. – Nie, mamo, ja przepraszam, wiem, że go nie lubisz, ale... pomógł nam. – Odetchnął ciężko i rzucił Jaśkowi nerwowe spojrzenie, jakby zaraz obawiał się, że rozpęta się między nim a Grażyną prawdziwa wojna – tak jak zwykle się to działo zresztą.
– Mówiłam ci, jak nam pomógł – wycedziła. – Dziecko, słuchaj się mnie. Ja naprawdę nie chcę, żebyśmy mieli kłopoty.
– A Jasiek może je mieć?! Mamo, on naprawdę dużo ryzykował.
– Ile jest w tym jego interesu, co? I machlojek z narkotykami? Nie pamiętasz już, co się działo kilka lat temu?! O mało go nie zamknęli! I ja, JA za to odpowiadałam! – krzyknęła. Ciśnienie uderzyło jej do głowy, zniszczona chorobą skóra stężała i zaczerwieniła się niezdrowo, a oczy były szeroko otwarte, wytrzeszczając się na Jaśka i Sebastiana.
– Weź leki i się uspokój – jęknął jej syn, dotykając ramienia matki. Pochylił się w jej stronę. – Mamo, nie chcę, żeby znowu stało się to co ostatnio. Proszę cię, uspokój się.
– A przez kogo to się stało?! Przez Jaśka musiałam jechać na pogotowie. Nie! – Uderzyła pięścią w stół. – Ja już na to nie pozwolę, dziecko. Ja już nie mam na to siły! On się musi wynieść. Ze swoimi szemranymi interesami, narkotykami i tym... tym... wszystkim! – rzuciła i przełknęła ciężko, odsuwając się od stołu.
Jasiek zdał sobie sprawę, że nawet jeśli chciałby wyegzekwować jakoś pieniądze, nie był w stanie tego zrobić. Wszystko było zapisane na Grażynę, zresztą te pieniądze pochodziły od Długiego, a to już w ogóle wykluczało jakąkolwiek możliwość kontaktu z policją.
Przymknął oczy. Powinien się uspokoić. Był spokojny. Tak nienaturalnie spokojny, że w tym stanie mógłby zrobić coś naprawdę głupiego. I chciał zrobić coś głupiego. Podświadomie zdawał sobie sprawę, że tak właśnie cała sprawa się potoczy.
Wstał od stołu, a Sebastian spojrzał na niego z przerażeniem.
– Jasiek, poczekaj, pogadajmy, ja...
– Skoro tak chcecie, w porządku – odezwał się. Nie poznał swojego głosu. Starał się wszystkie emocje zepchnąć na dalszy plan. Mówił i poruszał się ociężale, wkładając olbrzymi wysiłek w to, żeby nie uderzyć Grażyny, kiedy spojrzał jej w oczy. Dostrzegł w nich satysfakcję. Kobieta najwyraźniej wiedziała, że wygrała. Pozbyła się Jaśka z ich życia, już to czuła. I tak właśnie miało się stać.

*

– Jasiek, nie możesz... – Sebastian złapał go na korytarzu. Próbował zatrzymać, ale Jasiek wyrwał się.
– Mogę. Twoja matka właśnie tego oczekiwała – oznajmił szeptem. Denerwował się i dopiero teraz, kiedy wyszedł już z mieszkania, dał to po sobie poznać.
– Wiem, ale... Ja chcę ci pomóc. Jakoś... Jakoś damy radę – rzucił i spojrzał rozpaczliwie na plecak w rękach Jaśka. – Przemówię jej do rozsądku, pogadam z nią i przekonam, że...
– To nic nie da. Ona myśli, że was oszukuję.
– Ale... chyba tak nie jest, no nie? – Sebastian zawahał się. Odsunął się od niego o krok. Jasiek, patrząc na jego twarz, miał ochotę się roześmiać.
– A jak myślisz? Jestem czysty, nie mam teraz nic wspólnego z dragami, ale doskonale wiesz, u kogo się zapożyczyłem.
– Tak, wiem, ale spróbuj też zrozumieć mamę. Ona ma zupełnie inne informacje. Dlatego tak reaguje, bo ona... Jakby inaczej na to patrzyła, pomogłaby ci. Ona nie jest zła, tylko ten udar...
– Nie tłumacz jej. – Jasiek uśmiechnął się gorzko. Zamrugał szybko, bo wiedział, że nie powinien pokazać po sobie aż takiej słabości. Da sobie radę, teraz już naprawdę musiał to zrobić. Później będzie się zastanawiał, jak rozwiąże resztę spraw. Obecnie najważniejsze było spłacenie długu. Na razie nie miał żadnego kontaktu z ludźmi Długiego, więc nie wiedział, czy nadal będzie musiał dilować, ale spłaci mu ten dług jak najszybciej i będzie czysty. Będzie mógł zacząć od nowa. Już dawno powinien to zrobić. Najwyraźniej ta sytuacja w końcu go do tego popchnęła. Teraz już nie mógł zwlekać, udawać, że miał jeszcze czas, że cokolwiek mogło się zmienić. Nie zmieni się – ani Grażyna, ani sytuacja w ich rodzinie. Ani przeszłość, na którą Jasiek sam sobie zapracował.
– Przemyśl to jeszcze. Tutaj... – Sebastian wyciągnął z kieszeni plik banknotów. – Tu jest to, co udało mi się zebrać. Mama teraz nie ufa nikomu, nawet mnie, wiesz? – dodał po chwili, gdy Jasiek nie zabrał pieniędzy. – Nie chcę, żebyś miał kłopoty.
– Ja je zawsze mam – zauważył kpiącym tonem, w którym kryło się coś jeszcze. Zmęczenie i strach.
– To co zrobisz? – zapytał i włożył mu pieniądze do ręki, zaciskając na nich jego palce. – Weź. Przydadzą ci się. Musisz spłacić ten dług. Ja słyszałem o tym facecie. Krystian mi o nim opowiadał. Mama też o nim słyszała, ale z innych źródeł, dlatego tak...
– Przestań ją ciągle usprawiedliwiać! – warknął, ale zabrał pieniądze. – Spłacę ten dług i zrobię to, co sobie życzy twoja matka. Już dawno powinienem to zrobić. Na razie, Sebastian – pożegnał się i odszedł, a jego kuzyn już go nie zatrzymywał.

*

Na początku nie było tak źle przyzwyczaić się do innej sytuacji. Jasiek zachłysnął się nowym miejscem i znajomymi. Świadomość tego, że wybrał inną drogę niż Błażej i reszta kolegów dodawała mu otuchy. W końcu dopiero teraz naprawdę miał szansę wyrwać się z tego miejsca. Skończy gimnazjum, pójdzie do dobrego liceum, a później wyprowadzi się z osiedla, w ogóle z tego miasta. Zacznie nowe życie.
Czasami brakowało mu towarzystwa Błażeja. W końcu wcześniej spędzali razem każdą wolną chwilę. Najpierw, kiedy Błażej dowiedział się, że Jasiek wybrał inne gimnazjum, nie chciał mu wierzyć. Później się wściekł, a w końcu jakoś zaakceptował tę informacje i próbował wrócić do porządku dziennego. Trochę czasu zajęło mu, zanim zrozumiał, że już żadnego porządku nie było – Jasiek nie chciał się z nim przyjaźnić. Zbywał go, nie przychodził na spotkania i w końcu przestał się do niego odzywać. Zerwał ich przyjaźń.
Jasiek wiedział, że Błażej nie miał pojęcia dlaczego to zrobił. On sam do końca nie był tego pewien, ale czuł, że tak będzie dla niego lepiej.
Obserwowanie Błażeja, który nie wiedział, co ze sobą zrobić, okazało się całkiem zabawne. Sprawiało mu satysfakcję, kiedy wracał z gimnazjum i widział dawnego przyjaciela na ławce, albo na boisku, kiedy grał z innymi chłopakami. Wcześniej nie miał z nimi zbyt wiele wspólnego, ale teraz musiał się z kimś zadawać. Jasiek doskonale wiedział, że Błażej ich nie lubił, ale lepsze to, niż siedzenie samemu w mieszkaniu. To osiedle było idealnym miejscem dla Błażeja – nadawał się tutaj, w przeciwieństwie do Jaśka. On cały czas myślał tylko o tym, żeby się stąd wyrwać. Leżąc w nocy w łóżku i próbując zasnąć, wyobrażał sobie, jak to będzie, kiedy w końcu wyprowadzi się od znienawidzonej ciotki, znajdzie pracę i będzie mógł zacząć od nowa. Z czystym kontem, w świecie, w którym miał perspektywy.
Błażej kiedyś sam opowiadał mu o tym, że chciał wyjechać. Zabrać siostrę, braci i wyrwać się z tego miejsca, ale to do niego nie pasowało. Jasiek z każdym kolejnym rokiem, kiedy stawał się starszy, zaczynał rozumieć, że Błażej już tutaj zostanie. Nie nadawał się do innego miejsca, do nowego miasta. Osiedle było jego domem.
Zdziwił się, bo chociaż myślał, że już do wszystkiego nabrał dystansu, zdenerwował się, kiedy zobaczył Błażeja w nowym towarzystwie. Towarzystwie, które najwyraźniej bardzo mu odpowiadało – Tymek i Jerzyk, starsi od niego. Już na kilometr było widać, że mu imponowali. Błażej zmienił się, zaczął się uśmiechać, odzyskał pewność siebie, która zniknęła, kiedy zniknął też Jasiek. Teraz znowu nabierał wiatru w skrzydła.
Jasiek był zły. Nawet więcej – zazdrosny, chociaż nie chciał dopuszczać do siebie tej myśli. Na własne życzenie przecież zerwał kontakt z Błażejem. Nie chciał się z nim przyjaźnić, więc dlatego teraz najchętniej odnowiłby tą znajomość? Kilka razy chciał do niego podejść i porozmawiać, wyjaśnić, nawet przeprosić. Nie wiedział, jak na to zareagowałby Błażej, ale wyobrażał sobie, że wybaczyłby mu i znowu zaczęliby się przyjaźnić. Nigdy jednak nie miał odwagi tego zrobić. Był zbyt dumny, żeby się ukorzyć i przyznać do błędu. Za bardzo bał się odrzucenia, więc jakoś nauczył się znosić widok Błażeja w nowym towarzystwie. Zaczął zachowywać się wyzywająco w stosunku do nich i szybko zraził ich do siebie. Stali się względem niego wrogo nastawieni, a on nie miał zamiaru odpuszczać. Błażej sam zaczął się z nim kłócić, więc od słownych sprzeczek przeszło do bójek. Jasiek szybko zastąpił uczucie tkliwości, nienawiścią. Tak było zdecydowanie łatwiej myśleć o Błażeju i jeszcze bardziej nienawidzić tego osiedla.

*

To były tylko dwa dni. Dwa głupie dni, kiedy Błażej nie mógł spotkać się z Jaśkiem. Zdał sobie sprawę, jak bardzo przyzwyczaił się do jego towarzystwa. Jeszcze dwa miesiące temu ich spotkania opierały się na fizyczności pozbawionej głębszych emocji, krępującej ciszy i żenujących rozmowach, w których próbowali cokolwiek z siebie wykrzesać, ale szło im to raczej marnie. Przeszli pewną drogę i znaleźli się w kolejnym etapie znajomości. Odbudowali przyjaźń, stworzyli coś ponad nią, co Błażej nie chciał teraz nazywać. Wstyd mu było przyznać się przed sobą, że do tego dopuścił.
Spotkania z kumplami, które kiedyś składały się na jego codzienność, teraz stały się odskocznią. Wiedział, że Tymek go obserwował. Wciąż mu nie ufał, wątpiąc najwyraźniej w to, że Błażej zakończył związek z Jaśkiem. Związek? Czy można w ich przypadku mówić o jakimkolwiek związku?
Błażej jeszcze nie wiedział, co chce zrobić. Co powinien zrobić. Czekał, aż spotka się z Jaśkiem i przedstawi mu sytuację. Powie o Tymku i jego groźbie. Liczył na to, że obaj wymyślą, co powinni zrobić. Musieli rozwiązać tę sytuację, jeżeli nadal chcieli się spotykać. Błażej bał się nieco, że Jasiek, kiedy pozna prawdę, odpuści i wycofa się z tej relacji. Zostawi go tak, jak zostawił kiedyś. Rozważał każdy możliwy scenariusz, starał się przygotować na to, jak mógłby zareagować Jasiek i kiedy w końcu mieli się spotkać, on nie przyszedł.
Błażej był zdeterminowany. Tym razem nie wrócił na osiedle po godzinie. Spędził w chatce całą noc, czekając na Jaśka, ale nad ranem zrozumiał już, że nikt się nie pojawi. Nie był zły. Opanował go dziwny niepokój. Jasiek rozmawiał z Tymkiem? Tymek powiedział komuś? Krystian się wygadał?
Większość dnia spędził, kręcąc się po osiedlu i wypatrując Jaśka, ale nigdy nie mógł go znaleźć. Poszedł pod jego blok i zadzwonił na domofon, ale nie zastał ani jego, ani Krystiana, który mógł mu udzielić jakichś informacji. Odebrała Grażyna, która słysząc tylko imię Jaśka, odłożyła słuchawkę.
Błażej nie miał pojęcia, co powinien zrobić. Pozostało mu więc czekanie. Liczył na to, że Jasiek wieczorem pojawi się na osiedlu. Pójdą jak zwykle do chatki i porozmawiają. Wierzył, że wszystko się rozwiąże.

*

Jesień nie była ich ulubioną porą roku. Robiło się wtedy zimno, wietrznie i deszczowo. Ich ulubiona ławka na dwie kolejne pory roku musiała zostać zastąpiona przesiadywaniem na klatkach schodowych albo w barze. Czasami jednak, kiedy pogoda dopisywała, a słońce, choć nie dawało ciepła, wyszło w końcu zza chmur, znowu zaczynali okupywać ich miejsce spotkań. Cieszyli się mizernymi namiastkami dobrej pogody, bo choć nie padało i pogoda była całkiem słoneczna, zimny wiatr nie dawał o sobie zapomnieć.
Olek, Kamil i Błażej siedzieli na ławce, popijając piwo. Tymek stał przed nimi i rozglądał się po osiedlu.
– Stary, najwyższa pora znaleźć ci jakąś nową laskę – rzucił, podtrzymując dawne kłamstwo Błażeja. Najpierw spojrzał na niego porozumiewawczo, z nutą ostrzeżenia, a później przeniósł wzrok na Kamila. – Mówiłeś, że ta twoja dupa, z którą teraz obracasz, ma jakieś koleżanki. Najwyższa pora, żebyśmy już wyswatali Kozierskiego. Raz a dobrze! Brak kobiet szkodzi, stary – dodał niby żartobliwym tonem, ale Błażej doskonale wiedział, co miał na myśli.
– Dokładnie, przecież już ci tyle razy mówiłem – podłapał Kamil. – Z twoją gębą i moją gadką, każda byłaby nasza. No jak się, kurwa, patrzy! A ty taki zahukany jesteś, młody. Niby miałeś tam jakąś tą swoją laskę, ale jak mam być szczery, to musiała być brzydka w cholerę, że nam jej nie pokazałeś. – Zaśmiał się donośnie i poklepał po udzie.
– Nawet nie chciałeś powiedzieć, kto to był. Kumplom! – zagrzmiał Olek. Jego pucata twarz zaczerwieniła się lekko, ale żaden z nich już nie zwracał na to uwagi. Olek zawsze kiedy pił, stawał się rumiany. Kamil pewnego razy, kiedy był wyjątkowo wściekły i szczególnie duży wypił, przyrównał go do prosiaka. Używał tego określenia pierwszy i ostatni raz. Olek wtedy dostał szału i chyba jeszcze nigdy nie byli się w swoim gronie tak zawzięcie jak Olek pobił wtedy Kamila.
Błażej westchnął cicho i podrapał się po brodzie. Nie golił się ostatnio i wyhodował sobie skąpy zarost. Wiedział, że dzisiaj powinien go zgolić, bo doprowadzi się do szału przez nieustanne drapanie szczęki.
– Pierwsze złamane serce masz już za sobą, stary – oznajmił Kamil i poklepał go po plecach. – Teraz to już każda będzie twoja. Nie dasz się zahukać. I pamiętaj – dodał poważnym tonem – jak będziesz miał jakiś problem, wal. Poradzę jak ekspert.
– Że niby ty? – Tymek zaśmiał się serdecznie i pokręcił głową, kiedy Kamil zgromił go spojrzeniem.
– Nie chwaląc się, zaliczyłem prawie każdą na osiedlu.
– Prawie! – Tymek uniósł brew i spojrzał na niego wyzywająco. – Jest kilka takich, których nawet nie mogłeś tknąć.
– Na przykład Darii – wtrącił Olek. – Widzieliście ostatnio Jerzyka?
– Mówił mi, że dzisiaj przyjdzie – zdradził Tymek i wpatrzył się w blok, w którym mieszkał ich przyjaciel. – Podobno chce z nami o czymś pogadać.
– O czym? – zapytał od razu Błażej, zanim zdążył ugryźć się w język. Tymek rzucił mu uważne spojrzenie i dopiero po chwili wzruszył ramionami.
– Pojęcia nie mam. Za niedługo powinien być.
– Aha, no to czekamy – stwierdził Kamil i wyciągnął swoje krótkie nogi na ławce. – Niech już przyjdzie ta pieprzona wiosna, bo w zimie to mi jaja odmarzną, jak tak będziemy siedzieć.
Nie musieli długo czekać na Jerzyka. Przyszedł krótko po ich rozmowie. Odkąd okazało się, że Daria jest w ciąży, zmienił się. Stał się w dziwny sposób pewny siebie – nadęty, zaczepny i zadowolony. Uśmiechał się szeroko, zadzierał głowę, a w jego oczach czaiła się większa niż zwykle zadziorność.
Stanął jak zwykle obok Tymka przed ławką i przywitał się z nimi głośno. Odebrał podane mu piwo i skinął głową.
– Dawno cię nie widziałem, Błażej – powiedział. – Przypomniałeś sobie o starych kumplach?
– Ta, ostatnio jak z wami siedzę, to ciebie nie ma – burknął Błażej, nie chcąc wdawać się w rozmowy na ten temat. Ufał Tymkowi i wiedział, że nie zdradziłby jego tajemnicy, zwłaszcza w taki sposób – przy wszystkich, jednak i tak czuł się nieco niekomfortowo.
– Zgadnijcie, co się, kurwa, rano stało – zapytał Jerzyk i spojrzał na wszystkich po kolei. Uśmiechał się tak szeroko, że odsłaniał braki w uzębieniu.
– Niby co? – zapytał Olek, który dopiero wrócił w pracy. Tymek, Kamil i Błażej też o niczym nie mieli pojęcia.
– Podobno zgarnęli Długiego. Informacje z pierwszej ręki. Jakoś przed szóstą zwinęli go z jego kanciapy na mieście. Gdyby jego brat nie dowalał się, kurwa, do Darii, cały czas, o niczym bym nie wiedział. To znaczy wiedziałbym – sprostował szybko – ale nie od razu. Ludzie zaczęliby gadać, no wiecie, jak to, kurwa, jest. A tak dowiedziałem się pierwszy! – zaśmiał się, przestępując nerwowo z nogi na nogę. – Długiego w końcu przyskrzynili. Wyobrażacie to sobie, do chuja?! Ja pierdolę, teraz podobno raz a konkretnie. Nie wyjdzie z pierdla przez dobre kilka lat. – Jerzyk zagwizdał. Widać, że ta informacje wyraźnie poprawiła mu humor. – Podobno już kilka dni temu przechwycili jakiś jego przemyt i ten tchórz zwiał, ale teraz go złapali. Wszyscy jego ludzie trzęsą gaciami, ale na moje oko, to chodziło tylko o Długiego. Oskarżyli go o handel, podobno nawet jakieś gwałty. Ja tam nie wiem dokładnie, ale tak się, kurwa, dorobił, nasz Długi. Teraz będzie dawał dupy w więzieniu. – Ta wizja jeszcze bardzie mu się spodobała, bo zaśmiał się jeszcze głośniej. – Jego brat już załatwił jakiegoś adwokata, ale na moje oko, sprawa przegrana. Mają na niego za mocne dowody. Te pierdolone psy nie są takie głupie, powiem wam. Odpuściły na chwilę, siedziały cicho jak pierdolone myszy pod pierdoloną miotłą i ten chuj sobie pomyślał, że, kurwa, już jest bezpieczny. Jakaś nieudana akcja, nic. Kolejny większy przemyt. No chuja, a nie ma policji. To było niedawno. Sam się tak wkurwiłem, że mu to wyszło, że jeszcze jedna taka akcja, a bym zadzwonił, kurwa, po te psy i wszystko im wyśpiewał. Bo niby od czego oni, kurwa, są. Nam to mandaty wlepiali za picie pod blokiem, a temu kutasowi przymykali oko na handel dragami. Nawet mnie, pizdy jebane, zmyliły! A tu taka niespodzianka. Rękę bym sobie uciął, żeby, kurwa, tylko zobaczyć minę Długiego. Ale on musiał mieć, kurwa, minę, jak go złapali! – Śmiał się tak bardzo, że w kącikach oczu pojawiły mu się łzy. Musiał oprzeć się o ławkę, żeby się uspokoić.
Wszyscy milczeli, słuchając słów Jerzyka w szoku. Nie spodziewali się, że Długiego w końcu złapią i zamknął. Już dawno powinien się doigrać, ale teraz, z tego co mówił Jerzyk, mieli na niego niepodważalne dowody. Adwokat jedyne co mógł zrobić to złagodzić wyrok.
– A ty będziesz bezpieczny? – zapytał w końcu Tymek. Jerzyk też siedział w handlu narkotykami.
– Jasna sprawa, bracie. – Jerzyk kiwnął głową. – Ja byłem ostrożniejszy. Zresztą, na Długiego psy czaiły się już od roku. Teraz ja przejmę po nim interes. Zobaczycie, panowie, jak się nam będzie, kurwa, żyło. Najwyższa pora zająć się tym osiedlem jak należy!
Jerzyk mówił jeszcze o akcji złapania Długiego, aż w końcu wyczerpał temat. Błażej przez cały czas milczał, zastanawiając się nad długiem Jaśka. Długi miał teraz większe problemy niż spłata kilku tysięcy. Jasiek mógł zyskać na czasie.
– A... – zaczął niepewnie, zwracając na siebie uwagę kumpli. Przełknął ciężko, przeklinając się w myślach za niepewność. – A tak w ogóle, to co z jego ludźmi? To znaczy... no wiecie, dilerami i... tak dalej. – Nie miał pojęcia, jak powinien zapytać o Jaśka. Być może Jerzyk nic nie wiedział, więc tylko niepotrzebnie narażałby się w oczach Tymka.
– No... w sumie to już mówiłem, że raczej nic im nie zrobią. No i chyba ja ich przejmę. Teraz będzie jazda na osiedlu. Jeszcze wspomnicie moje, kurwa, słowa.
Błażej tylko kiwnął głową. Ta odpowiedź wcale mu się nie podobała.

Rozeszli się po godzinie. Wieczorem Błażej ponownie chciał zapytać o Jaśka Krystiana, a jeśli to nie wypali – pójść do chatki i tam na niego zaczekać, ale złapał go Jerzyk, który wyciągnął go do baru.
– Wszyscy już na nas czekają. Błażej, no weź, kurwa, nie bądź pizda. Dzisiaj gra nasza drużyna! Tymek chciał po ciebie iść, ale ja mu powiedziałem, nie ma bata stary. Nasz Błażejem tyle razy już się, kurwa, wykręcał, że teraz ja idę. Mnie się na pewno nie wywinie! – Jerzyk pchnął go zaczepnie. Już dawno nie widział go w tak dobrym nastroju. – No i... tak w ogóle popytałem jeszcze o Długiego. Wiesz, jak teraz to ja będę trzęsł tą dzielnicą, muszę wiedzieć, co i jak. Nie zgadniesz, co się, kurwa, dowiedziałem. – Błażej nawet nie zdążył odpowiedzieć, bo Jerzyk ciągnął dalej. – Sobolewski zapożyczył się u Długiego, no nie? Na kilka tysięcy. Mówiłem wam już, kurwa. Jak się Długiemu zaczęła sypać, kurwa, ziemia pod nogami, no wiesz, że już miał nóż na gardle, to przycisnął tego skurwysyna, żeby mu szybciej oddał. Sobolewski był w kropce. No myślałem, że go opierdolą za ten dług jak nic, jeśli go nie spłaci. Nie przewidziałem, że Długiego przypuszkują i tak na logikę, to wiesz, myślałem, że Sobolewski zyska na czasie. A słowo, kurwa, honoru, że sam bym mu przypierdolił, o! – wyciągnął pięść przed siebie. – Tak dla zasady. I wiesz, czego się przed chwilą dowiedziałem? No, kurwa, nie wierzysz. Wyobrażasz sobie, proszę ja ciebie, kurwa, że ten chuj spłacił dług?
– Jasiek spłacił dług? – wydusił Błażej, otwierając szeroko oczy.

– No spłacił! Kilka, kurwa, tysięcy. Pojęcia nie mam skąd on wziął tę kasę, ale spłacił dług!  

12 komentarzy:

  1. Co tu się dzieje? Jakim cudem, Jasiek? JAKIM? Przychodzi mi na myśl, że:
    a) puścił się i zdobył kasę
    b) doniósł policji czy coś i jakimś magicznym sposobem nie ma już długu...
    Ja nie wiem, jak on to zrobił, ale mam Wrażenie, że to nie koniec problemów. Bo, gdzie on się teraz podziewa? Byłam pewna, że zamieszka w tej chatce na jakiś czas... Chyba że... Hyyy... Nieee... Poszedł do tej dziewczyny? U niej zamieszkał? Od niej ma kase? Nie, nie, nie i jeszcze raz nie ;-; Nie wytrzymam tego, jeśli on do niej polazł...
    Czekam na następny rozdział i... No kurde, błagam, nie, tylko nie do niej ;-;
    Pozdrawiam ciepło! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Milczę jak grób i ani nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam Twoim teoriom ;) Zabieram się właśnie do pisania kolejnej części :D
      Buziaki!

      Usuń
  2. Wo! Jaki rozdział :D Ja cem dalej, dalej, dalej. Wyczuwam jeszcze większe kłopoty. I zniknięcie Jaśka. Jak to spłacił? Pożyczył od innych, ukradł? K mu pomógł? Sprzedał się (o tym nawet nie chcę myśleć)? Tak jak wyżej w komentarzu - od tej dziewczyny?
    Stawiam ostatnie. xD
    Nie chcę wiedzieć jak się Jasiek teraz czuje. Niech Błażej go szybko znajdzie...
    WENY! :D Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze więcej teorii i każda ma w sobie coś :D
      *łapie wene*, przyda się!

      Usuń
  3. Biedny, spięty Jasiek. :(
    Kurwa mać, Grażynka, ty wstrętna, niewdzięczna babo.
    Wiem, że to tylko opowiadanie, ale zawsze myślę o tym, że przecież tacy jak on istnieją.

    Milczący Sebastian też mnie wkurzył.
    „Jakbym nie wziął tego kredytu, twoje dzieci wylądowałyby w domu dziecka. Tego chciałaś?!” - o właśnie, dlatego dziwi, denerwuje i szokuje mnie pozycja Grażyny.
    Dobrze, że przynajmniej Sebastian dał mu jakąś kasę. :/
    Fajną masz rodzinkę, Jasiek.

    Spięty Błażej. : > Błażej, który czeka na Jaśka. :3

    Yyyhhhh, ale wstrętne te rozmowy o dupach :D

    Wszystko się pokićkało, prawdę mówiąc, nie mam pojęcia, co zrobią w tej sytuacji. Dlatego czekam na ciąg dalszy. :)

    Jerzyk taki szczęśliwy. :D
    Jeśli faktycznie zgarnęli Długiego, to... o kurde.

    Spłacił dług?! Ja się pytam, jak? <3 kto jeszcze dał mu kasę?

    Aaaawwwwrrr ,dawaj kolejny rozdział! :D



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tacy jak *ona miało być

      Usuń
    2. Grażynka (podoba mi się to zdrobnienie :D) z jednej strony jest wredna, ale z drugiej jak o niej myślę, staram się też postawić w jej sytuacji: zawsze miała problemy z Jaśkiem, były narkotyki i bójki, więc teraz ten dług jest dla niej podejrzany. Zwłaszcza, że ona nigdy nie lubiła Jaśka, a jak się kogoś nie lubi, to dobry jest każdy powód, żeby mu nie wierzyć.
      "Wszystko się pokićkało" <3 uwielbiam to słowo :D
      zabieram się za pisanie ;)

      Usuń
  4. Przyszedł czas na Ciebie Grażyna, stara jędza widzi tylko czubek własnego nosa i całe szczęście, że nie potraktowała własnych dzieci tak jak Janka.Tak się nim opiekowała i kochała, ale tylko przez to, że dostawała na niego pieniądze.Tak bardzo się pogrążyć.Sebastian w co ty wierzysz ;-;
    A młody gdzie on polazł może w chatce mógłby się zatrzymać, bo ma tylko ze sobą plecak a więc o dobytek, który musiałby zostawić żeby nie chodzić z torbami nie musiałby się martwić.Ale jest jeszcze Kamila(tylko ona nie miała zostać na długo, jakieś parę dni które mogło już minąć, bo się trochę podziało)No ja mam nadzieję, że jej już nie ma w zasięgu Janka.Jeszcze z wdzięczności za pomoc Jaś zacząłby się z nią spotykać, bo ta by do tego dążyła.
    Tymek no co ty odwalasz.Zaczynam go nienawidzić.Jego chora pomoc.Będzie tak po trochu nakręcał Błażeja.Ciekawe czy Kamil ma taka sama kolekcję chorób itd.jak tą dziewczyn.Aż mi się gorzej robi jakby Błażej miałbym mieć taką.No i Jerzyk się pojawił, ten któremu się teraz w życiu najlepiej powodzi, a Długi ma przymusowe wakacje XDD już myślałam, że dług będzie rósł i już się nic z tym nie da zrobić po jego wyjściu.
    I też pomyślałam, że Jasiek mógłby zająć się tym czym prawdopodobnie zajęła się Bożena.Ale od razu to z głowy wywaliłam.No gdzie Jasiek miałby się puścić? I w tak krótkim czasie zdobyć tyle kasy to musiałby być bardzo obrony.Może ten koleś z którym się spotykał przed Błażejem i który łaził do niego?Albo szybkie kredyty czyli dług prawie jak u Długiego tylko bez groźby stracenia zdrowia co najwyżej żałosny poziom życia.
    W pierwszym fragmencie jest ‘tkrzesło’ jak Seba odsunął je Jankowi.I pod koniec Jasiek mówi ‘Sporo tak chcecie, w porządku’ ale to tylko przypadkowe literkiXD tak to pełna profeska ;)
    Rozdział jak zwykle ciekawy, akcja idzie do przodu.
    Nigdy się chyba na tobie nie zawiodę XD
    Pozdrawiam gorąco!
    ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trafne uwagi: że Kamila miała zostać tylko na kilka dni i że trudno byłoby w tak krótkim czasie na puszczanie się zdobyć kilka tysięcy.
      Dziękuję za uwagi, już poprawione :) No i mam nadzieję, że nigdy się nie zawiedziesz :D Będę się starała, żeby tak było!
      Buziaki ;)

      Usuń
  5. No właśnie jak Jasiek spłacił dług?

    OdpowiedzUsuń
  6. Konrad czy Kamila? Kamila raczej nie, ale Konrad był mocno swego czasu napalony na Jaska.
    Piszesz coraz lepiej, płynniej. A mi opowiadanie z odcinka na odcinek coraz mniej się podoba, gdy coś wydaje się już prostować, gdy zaczyna powiewać optymizmem, to okazuje się, że nie na długo, bo zaraz zaczynają się jeszcze gorsze kłopoty. Nie lubię takich opowiadań, gdzie główne postacie spotykają coraz to gorsze niepowodzenia. To dołuje. Mam nadzieję, że teraz już nastąpił przełom i przed Jaśkiem pojawi się nawa lepsza perspektywa. Z tym opowiadaniem jest jak z Grą o tron George’a R.R. Martina i jej kontynuacją, coraz gorzej i gorzej a optymizmu na pomyślne zakończenie dalej nie widać. I wiem, że w życiu tak często bywa, ale to jest opowiadanie, wiec może czas dać Jaśkowi trochę wytchnienia?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło to słyszeć, że styl się poprawia. Cały czas pracuję nad warsztatem :) Zgadzam się, że KiW jest dobijająca. Wcześniej zajmowałam się raczej komediami i to opowiadanie jest małym przełomem w tym co piszę. W tym pogarszaniu sytuacji bohaterów jest coś uzależniającego, przynajmniej dla mnie, jako autorki. Gry o tron nie znam, nie czytałam książek, ani nie oglądałam serialu, ale seria jest tak popularna, że chyba w tym dobijaniu bohaterów coś jest - nie tylko dla autora, ale i czytelników. Ja patrzę na KiW całościowo, więc widzę wszystkie wzloty i upadki bohaterów, choć rzeczywiście, klimat KiW mocno wpasowuje się w dramat. Mogę powiedzieć tylko tyle, że szykuję kolejne opowiadanie na zrównoważenie ponurego nastroju, a samo KiW... cóż, najlepiej będzie oceniać pod koniec.
      Pozdrawiam :)

      Usuń