środa, 3 maja 2017

18. Kotwica i wyspa

W kolejnym rozdziale zakończymy I część Kotwicy i Wyspy. W przyszłej notce napiszę Wam też o moich planach odnośnie publikowania. 
Nad rozdziałem trochę się umęczyłam, ciągle mi w nim coś nie pasowało, ale ostatecznie jestem z niego zadowolona i mam nadzieję, że Wam także się spodoba, ale jeśli nie, jestem otwarta na wszystkie sugestie :)

Dziękuję za komentarze i zapraszam do czytania :) 


Rozdział 18 

 Na ich blokowisku czas potrafił się niemiłosiernie dłużyć. Brak pracy i konkretnego zajęcia sprawiał, że dzień mijał na oglądaniu telewizora, piciu piwa, rozmowach o wszystkim i o niczym, albo po prostu na obserwowaniu sąsiadów. Wcześniej Błażej inaczej spędzał czas, który racja – czasami się dłużył, jednak nie narzekał na to aż tak, będąc w towarzystwie kumpli. Zawsze znalazło się coś do roboty. Teraz czuł, że się dusił. Miał wrażenie, jakby całe osiedle zwolniło, jak w filmie, w którym włączono funkcję spowolnienia. Ludzie poruszali się dwa razy wolniej, a ich słowa brzmiały tak, jakby wypili za dużo alkoholu i z trudem budowali zdania.
Przez kilka ostatnich dni Błażej czuł się jakby ktoś wrzucił go do takiej rzeczywistości. Problem tkwił w tym, że on nie działał na zwolnionych obrotach. Właśnie dlatego tak się irytował. Nigdy nie uważał siebie za niecierpliwego i porywczego człowieka, wręcz przeciwnie. Był cichy i spokojny, nie przodował w dyskusjach, wolał raczej słuchać, a jego pewność siebie została zbudowana na kumplach, zwłaszcza na Jerzyku i Tymku. Zmieniał się tylko wtedy, jeśli chodziło o Jaśka. Opanowanie pryskało niczym mydlana bańka za każdym razem, kiedy Jasiek pojawiał się w zasięgu jego wzroku. Wcześniej tłumaczył to sobie złością na niego, poczuciem zranienia i konfliktowym charakterem byłego przyjaciela. Teraz wszystko się zmieniło – emocje, myśli i ich sytuacja. Jasiek nie był już wrogiem, stał się kimś więcej niż tylko przyjacielem.

Nic więc dziwnego, że tak się niepokoił, kiedy Jasiek nie pojawił się przez kilka dni na osiedlu. Zniknął wraz z aresztowaniem Długiego. Jerzyk nie dowiedział się niczego więcej na temat długu, który udało się Jaśkowi spłacić. Błażej dodatkowo bał się wypytywać, bo przez cały czas czuł na sobie uważne spojrzenie Tymka. Odkąd przyłapał jego i Jaśka, nie rozmawiali na ten temat, ale wziął sobie do serca „pomoc” Błażejowi i już znalazł mu dziewczynę.
– Lena jest naprawdę niezła – powiedział mu, kiedy byli sami. Wracali właśnie z siłowni, a wzrok Błażeja błądził po twarzach mijanych ludzi. Starał się znaleźć Jaśka, albo chociaż Krystiana, którego mógłby się wypytać o jego kuzyna. – Błażej, słuchasz mnie? – zirytował się Tymek, który opowiadał mu o swojej koleżance. Błażej nawet nie krył tego, że zupełnie go ona nie interesowała. – Znowu zachowujesz się, kurwa, jak jakiś pojeb – podsumował go. – Może Jaśka też zgarnęli razem z Długim. To, kurwa, dobrze. Im szybciej zakończysz ten popieprzony układ, tym lepiej. Pojutrze poznam cię z Leną. Tylko nie nawal, bo się wkurwię. Laska będzie wolna o dwudziestej. Zabierzesz ją gdzieś, no wiesz, do jakiejś kawiarni, czy coś, a później może pójdziecie do niej. Ma własny pokój, bo siostra się wyprowadziła. – Posłał mu porozumiewawczy uśmiech, a Błażej powstrzymał odruch skrzywienia się. Nie chciał marnować czasu na jakieś dziewczyny, z którymi i tak nic go nie będzie łączyć. Doskonale wiedział, że powinien to zrobić. Udawać zainteresowanego, zakręcić się koło jakiejś i mieć przykrywkę. Byłby do tego zdolny, gdyby wiedział, co działo się z Jaśkiem. Czy czasem nie miał kłopotów i czy był bezpieczny.
Może za bardzo panikował. Jasiek w końcu nie pierwszy raz znikał w taki sposób. Bał się jednak, że coś się stało. Czuł to.

*

– Ja pieprzę, stary! – usłyszał głos brata i drgnął, wyrwany z zamyślenia. – Długo jeszcze będziesz siedział przy tym oknie? – zapytał Bartek, rzucając swój plecak na łóżko.
– Pomagam odrobić Bogdanowi lekcje – mruknął Błażej, choć Bogdan sam radził sobie całkiem nieźle. Większość czasu więc spędził na obserwowaniu mieszkania Jaśka. Ściemniło się już i większość okien w bloku była zapalona. To w pokoju Sobolewskich też, ale siedział w nim tylko Karol i Kamila.
– No właśnie widzę. Od kilku dni siedzisz przy tym pieprzonym biurku. Siedzisz i się gapisz przez okno. – Bartek zerknął podejrzliwie na brata, ale jeśli chciał powiedzieć coś jeszcze, zamilkł.
– Wiesz, że dostałem się na konkurs? – pochwalił się Bogdan. To była pierwsza rzecz, którą powiedział, kiedy wszedł do domu i wiedzieli o tym już wszyscy – matka, pijany ojciec i Błażej. Teraz dowiedział się też Bartek.
– Niby jaki konkurs? – Bartek uniósł brwi i założył ręce na piersi, rzucając Bogdanowi nieme wyzwanie. „Zadziw mnie!” – mówiła jego postawa.
– Wystąpię w finale. – Bogdan wyszczerzył zęby w uśmiechu. Miał ładny uśmiech. Im był starszy, tym bardziej zaczynał przypominać ich starszą siostrę.
– No świetnie, ale co to za konkurs? – Bartek rozłożył się na łóżku, które aż zaskrzypiało.
– Plastyczny – odpowiedział za brata Błażej. Posłał Bartkowi ostrzegawcze spojrzenie. Malowanie nie było najbardziej męskim zajęciem, a Błażej sam pamięta, jak pokpiwał z Jaśka, kiedy ten malował.
– O. – Bartek spróbował się uśmiechnąć, czując na sobie ostry wzrok Błażeja i zachwycone spojrzenie Bogdana.
– Super, nie? Może coś wygram. Podobno jak się zajmie wysokie miejsce, dają nawet pieniądze. Muszę wygrać i wtedy coś kupimy. Zobaczycie! – Tak bardzo się tym ekscytował, że Błażejowi zrobiło się go żal. Nie wiedział, czy Bogdan miał jakiekolwiek szanse w tym konkursie. W końcu będą w nim startowały dzieciaki z całego miasta. Niektóre pewnie uczyły się rysować. Bogdan był samoukiem. Nie chciał, żeby się rozczarował.
– A jaka tematyka? – zapytał Bartek.
– O mieście. Mamy wybrać nasze ulubione miejsce i je narysować. – Bogdan wyglądał na zachwyconego, kiedy zdobył uwagę Bartka. Teraz był w wieku, kiedy on najbardziej mu imponował. Rodzice zupełnie się odłączyli, Błażej był starszy i odległy. To z Bartkiem stworzył najsilniejszą więź.
Błażej pamiętał, jak sam kilka lat temu sam zbudował coś takiego z Bartkiem. Wtedy to on był tym starszym. Po wyjeździe Bożeny, zdał sobie sprawę, że musiał zająć się rodzeństwem. Zostali sami. Dopiero teraz dostrzegł, że zamienili się rolami i to teraz Bartek stał się dla Bogdana wzorem.
– Tylko nie rysuj naszego zasranego osiedla! – ostrzegł go Bartek. – Tym na pewno nie wygrasz.
– Mam jedno ulubione miejsce – uspokoił go młodszy brat. – Jak je narysuję, to zobaczycie. Mama obiecała, że mi kupi taki specjalny kolorowy blok, żebym mógł powycinać rzeczy. Pani w szkole nas uczyła takiej wyklejanki. Mówię wam, ale to będzie bombowe! – ekscytował się.
Błażej uśmiechnął się, słuchając tej radosnej, dziecięcej paplaniny i znowu zerknął w stronę bloku Jaśka. Jeżeli Jasiek nie przepadły jak kamień w wodę, poprosiłby go, żeby pomógł Bogdanowi w pracy. W dwójkę na pewno mieliby spore szanse z wygraniem tego konkursu.
– Tak w ogóle, Jerzyk podobno zbiera ludzi – zaczął Bartek i ton głosu zdradził jego nadmierną ciekawość tym tematem. Już odkąd wszedł do pokoju, chciał o tym z Błażejem porozmawiać.
– No tak, teraz on tu rządzi.
– Będziesz miał jakąś robotę?
– Nie, wiesz, że nie chcę się w to mieszać. – Błażej pokręcił głową. Cały czas rozmawiał z braćmi, ale starał się kontrolować sytuację w domu Sobolewskich. Na razie nie widział nigdzie Krystiana, a tym bardziej Jaśka.
– Ale teraz w sumie może będziesz miał jakąś lepszą robotę? No wiesz, jak Jerzyk ci załatwi.
– Może. – Błażej wzruszył ramionami. – On sam musi uważać. Za niedługo ludzie przyczają się na niego tak samo jak na Długiego.
– Jerzyk nie da się tak łatwo.
– Taki jesteś pewny? – Błażej spiorunował go wzrokiem. – Jerzyk niczym się nie różni od Długiego. Pamiętaj o tym, kurwa, i w nic się nie mieszaj.
– A kto tu mówi o mieszaniu się? – Bartek uniósł ręce w obronnym geście. – Przesadzasz, jak zwykle zresztą. Baba się zaczyna z ciebie, kurwa, robić.
Na tę uwagę Bogdan parsknął śmiechem, a Błażej jeszcze bardziej się zaczerwienił.
– Powiem Jerzykowi, że jak tylko się do niego zgłosisz, ma mi dać, kurwa, znać.
– Weź mi nie rób siary na osiedlu! – oburzył się Bartek. – Nic nie będę robił, w porządku? Ale nie jestem dzieciakiem, żebyś mnie kontrolował. Pilnuj lepiej swojej dupy!
– Pilnuję i swojej, i twojej – warknął Błażej, a później jeszcze raz zerknął w stronę mieszkania Sobolewskich. W pokoju właśnie pojawił się Krystian.

*

Chłód poranka dawał mu się we znaki. Ubrał na siebie tylko bluzę i cienką kurtkę, co okazało się niewystarczające na tak niską temperaturę. Najpierw chciał zaczekać przed blokiem, ale później, kiedy ktoś otworzył drzwi, wszedł na klatkę. Dłuższe stanie na tym zimnie skończyłoby się co najmniej przeziębieniem, jak nie zapaleniem płuc. Nie chodziło o to, że wymiękał, ale w dzieciństwie często chorował. Musiał uważać na takie rzeczy.
Pociągnął nosem, już czując skutki tego prawie godzinnego koczowania. Był zziębnięty, zmęczony i głodny. Odkąd wczoraj zobaczył Krystiana w mieszkaniu, postanowił złapać go z samego rana i zapytać o Jaśka. To była jedyna możliwość, zanim Krystian znowu by mu się wymknął.
Błażej ostatnio miał problemy ze snem. Wiedział, że wpłynęły na to wydarzenia z Jaśkiem, Tymkiem i tą cholerną spłatą długu, którą w żaden sposób nie mógł sobie racjonalnie wytłumaczyć. Skąd Jasiek wziął tyle pieniędzy? I dlaczego teraz zniknął? Nawet Krystian, który przecież bywał w mieszkaniu dość często, ostatnio stał się nieuchwytny. Żeby go złapać, Błażej wstał wcześnie rano i, bojąc się, że chłopak mu ucieknie, nawet nie jadł śniadania.
Klatka schodowa pachniała kurzem, stęchlizną i zwietrzałym, ledwie uchwytnym smrodem moczu. Zaszył się w kącie, naprzeciwko miejsca, w którym pierwszy raz całował się z Jaśkiem. Minęły dwa miesiące, a on miał wrażenie, że od tamtego wydarzenia dzieliły go lata świetlne. Nie tylko sporo się między nimi wydarzyło, ale przede wszystkim zrozumiał, co tak naprawdę siedziało w jego głowie. Siedziało i nie mogło wyjść nawet więcej – jeszcze bardziej się nasiliło, bo Jasiek zniknął. To coś sprawiło, że nie spał całą noc, nie zjadł śniadania, a teraz jak ostatni idiota wyczekiwał Krystiana, jedynej osoby, która mogła coś wiedzieć o Jaśku.
Prawie dochodził do wniosku, że powinien już sobie odpuścić, bo to zaczynało podchodzić pod paranoję, kiedy usłyszał znajomy, zachrypnięty głos. Stłumiony przez odległość kilku pięter, ale echo poniosło go aż na parter. Krystian.
Błażej napiął się, próbując opanować falę ogarniającego go zdenerwowania. Wsunął ręce do kieszeni spodni i zacisnął pięści tak mocno, że wbił sobie paznokcie w skórę. Łudził się, że Krystian będzie sam, ale słyszał kilka głosów. Musiał iść z rodzeństwem.
Głos Krystiana i jego siostry stawał się coraz donośniejszy. Musieli się o coś kłócić, ale Błażej był zbyt skupiony na tym, co chciał powiedzieć Krystianowi, żeby wsłuchać się w rozmowę.
Okazało się, że oprócz Klary, szedł z nimi też Karol. Oni wyszli pierwsi, a Krystian szedł za nimi. Nikt nie zauważył Błażeja, dopóki ten nie wyszedł z cienia i nie zatrzymał Krystiana przed drzwiami.
– Kurwa, co do... – Krystian w pierwszym odruchu chciał go uderzyć, ale kiedy zorientował się z kim miał do czynienia, od razu opuścił pięść.
– Krystian, no idziesz?! – krzyknął Karol, który wyszedł już przed blok, ale teraz wrócił się po brata. Spojrzał zaskoczony na Błażeja, bo przecież wcześniej go nie widział.
– Zaraz, zaczekajcie na mnie przed blokiem. – Krystian machnął ręką.
– Spóźnimy się! – ostrzegł go Karol, ale on to zbagatelizował.
– To idźcie beze mnie! – zniecierpliwił się. – Traficie przecież do szkoły.
– Ale mama powiedziała, że...
– Muszę coś załatwić. Spadaj już. Później pogadamy – dodał i Karol wyszedł z klatki.
Przez chwilę milczeli, obserwując, jak Klara patrzy w ich stronę, słuchając wyjaśnień Karola. Pokręciła tylko głową i powiedziała do brata coś, czego nie usłyszeli. Później ruszyli razem do szkoły.
– Chcesz wiedzieć, gdzie jest Jasiek. – Krystian miał dziwny ton głosu. Taka powaga nie pasowała do niego. Twarz ściągnięta w wyrazie skupienia i jakieś ponurym przygnębieniu nie spodobały się Błażejowi. Wcześniej widział na niej pewność siebie, złość albo niepewność. Rosnące podniecenie i skurcz przyjemności, gdy Krystian osiągał orgazm. Wspomnienia tamtej intymności wydały mu się teraz niezwykle ciążące. Nie chciał, żeby coś takiego łączyło go z Krystianem, ale nie mógł już zmienić przeszłości. Nie był też wystarczająco bystry, żeby dostrzec cienia nadziei tlącego się na dnie spojrzenia Krystiana.
– Wiesz, gdzie on jest? – zapytał więc i odchrząknął. Miał słaby, chrypliwy głos. Nie chciał pokazywać po sobie zdenerwowania.
– Nie. – Krystian prychnął i skinieniem głowy kazał mu przesunąć się, żeby nie stali przy szklanej szybie drzwi. Błażej stanął tam, gdzie kiedyś całował się z Jaśkiem. Oparł się o chłodny mur, czując, jak coś zaciska mu się boleśnie w gardle. Denerwował się.
– Nie widziałem go od kilku dni na osiedlu....
– Bo go na nim nie było. – Krystian choć stanął w rozkroku i założył ręce na piersi, nie wyglądał tak pewnie, jakby chciał. Błażej to wyczuł. – Zniknął z mieszkania kilka dni temu.
– I... nie wrócił? – Błażej przełknął ciężko. Poczuł nieprzyjemny dreszcz, przebiegający mu po plecach. Strach sparaliżował go bardzie niż chłodny wiatr, kiedy stał przed chwilą na zewnątrz i ponad godzinę czekał na Krystiana.
– Nie wrócił. Zabrał jakieś swoje rzeczy i tyle go widzieliśmy. – Uśmiechnął się. – Pewnie chcesz zapytać, czy wiem, jak spłacił dług, co? Słyszałem o tym. Tylko o tym słyszałem. Wiem tyle, że Sebastian dał mu patola, uciułał żebrając od znajomych, ale to by nie wystarczyło, nie ma chuja... – Pokręcił głową. – Spłacił dług, ale nie wrócił do domu. Matka go nawet nie chce widzieć – dodał, ale zaraz się skrzywił, jakby powiedział za dużo.
– Pokłócili się? – zapytał domyślnie Błażej. Nie miał zamiaru owijać w bawełnę.
Krystian westchnął ciężko i tylko kiwnął głową.
– Taa... Wkurwił matkę. Rzucał się jak wściekły pies. O mało nie trafiła przez niego do szpitala. Znowu, bo raz już zaliczyli kłótnie. Musieliśmy z nią jechać, kurwa, na pogotowie.
– Jakby wasza matka nie traktowała Jaśka jak gówna, nie rzucałby się tak – warknął Błażej. – Nie chciała spłacić długu. Ty też obiecałeś, że mu, kurwa, pomożesz – dodał z rosnącą złością. Naprawdę liczył na to, że dowie się od Krystiana więcej, niż tylko o tym, że Jasiek się wyprowadził.
– Nie dałem rady. – Krystian zmieszał się. Na jego bladych policzkach pojawiły się plamy czerwieni. – Powiedział mi w ostatniej chwili i... No tak jakoś wyszło.
– Nie macie z nim żadnego kontaktu?
– Nie, odkąd się wyniósł, nie było go w mieszkaniu.
– I go nie szukaliście? – zapytał Błażej ze złością. Irytowała go bezczynność Sobolewskich. To ich obwiniał za to, że Jasiek zniknął. – Wiesz dokładnie, w którym salonie pracował? – Nie był w stanie powstrzymać ostrego tonu. Czuł, że musi coś zrobić. Znaleźć jakoś Jaśka. Nie mógł przecież przepaść bez śladu. Może zatrzymał się u jakiegoś znajomego?
– No w salonie tatuażu, w centrum.
– Ale dokładny adres! – warknął Błażej, żałując, że nie zapytał o to Jaśka. Umawiali się na zrobienie tatuażu, Jasiek na to naciskał, a on traktował to raczej jako odległy pomysł.
– Pojęcia nie mam. – Krystian pokręcił głową. – Chcesz go szukać?
– Ktoś powinien – warknął. – Długi trafił do pierdla, może Jasiek...
– Nie – przerwał mu Krystian. – Gdyby zgarnęły go psy, powiadomiliby nas. On zniknął. Może wróci za miesiąc. Przecież już tak, kurwa, robił. – Uśmiechnął się w sposób, który wcale się Błażejowi nie spodobał. Zdradzał, że Krystian zmienił podejście do Jaśka. Traktował go tak jak wcześniej – z pogardą i chłodnym dystansem. Błażeja naszedł irracjonalny strach, że wszystko wróciło do poprzedniego stanu, jakby te dwa miesiące wcale się nie wydarzyły.
– Dobra, będę spadał. – Błażej nie chciał już rozmawiać z Krystianem. Dowiedział się wszystkiego, czego chciał.
– Idziesz go szukać? – kpiący ton pobrzmiewał w głosie Krystiana. – Ty chyba powinieneś najlepiej znać Jaśka, co nie, kurwa? Wiesz, jaki on był. Może w końcu się stąd wyniósł. On nienawidził tego osiedla.
– Weź się zamknij – syknął Błażej przez zaciśnięte zęby. – To wy go zmusiliście, kurwa, do tego, żeby się stąd wyniósł, on nie...
– Błażej. – Krystian obejrzał się nerwowo na klatkę, a później na drzwi. Nikogo nie widział w pobliżu, więc przysunął się do niego. Błażej uniósł głowę i napiął się, gotowy w każdej chwili go odepchnąć. – Jasiek nigdy by tutaj nie został. Zapomnij o nim. To było do przewidzenia, że stąd spieprzy. Musisz iść do przodu. I... – Przełknął ciężko. Błażej sam tak się denerwował, że nie był w stanie zauważyć zdenerwowania Krystiana. – Pamiętasz, co ci mówiłem? Moja propozycja nadal jest... no wiesz... aktualna. Chcę...
Usłyszeli na klatce jakieś głosy i Krystian błyskawicznie odsunął się od Błażeja.
– Daj znać – rzucił jeszcze po czym szybko wyszedł. Nie chciał, żeby któryś z sąsiadów zobaczył ich razem.
Błażej stał jeszcze przez chwilę, uspokajając oddech i próbując zebrać myśli. W końcu obok niego przeszła jakaś starsza kobieta, która rzuciła mu nieprzychylne spojrzenie.
– Siedzą łobuzy po klatkach i piją – usłyszał jej mrukliwy, niezadowolony głos. – Człowiek chce w spokoju mieszkać i ciągle coś. – Stęknęła ciężko, gdy otwierała drzwi. Z torebką w jednej ręce i laską w drugiej, miała z nimi mały problem, ale Błażej nie ruszył się, żeby jej pomóc. Wciąż myślał o przebytej rozmowie z Krystianem. Czuł bezsilną złość na rodzinę Jaśka, ale chyba jeszcze większą na samego Jaśka. Powinien wiedzieć, że Błażej był po jego stronie! To co się ostatnio między nimi stało... Było jednoznacznym dowodem ich przyjaźni. Czegoś więcej niż przyjaźni. Powinien mu ufać, powiedzieć, co się działo. Błażej pomógłby mu. Chciał mu pomóc.
Uderzył pięścią o ścianę. Najpierw raz, później drugi i kolejny. Walczył z dławiącym go poczuciem wściekłości, mrugał szybko i zaciskał zęby. Bał się o Jaśka. Deja vu niosło ze sobą znajome poczucie goryczy porażki, zdezorientowania i bycia zlekceważonym. Nie chciał wierzyć w to, że Jasiek tak po prostu odszedł, tym razem może już na stałe. Tak jak kiedyś Bożena. Zaczęła dojrzewać w nim nawet myśl, że bardziej niż do Jaśka i swojej siostry, miał żal do tego osiedla, bo to ono zmusiło ich do takiej decyzji.

*

Popołudniu pojechał do miasta, dokładnie do centrum, gdzie miał pracować Jasiek. Trzymał się nadziei, że Jasiek nie mógł zwolnić się z pracy. Możliwe, że wyniósł się z osiedla, którego nienawidził, ale swoją pracę przecież uwielbiał. Zajrzał do trzech różnych salonów i dopiero w ostatnim wiedzieli, o kogo pytał.
– Jasiek? – zapytał wytatuowany, obkolczykowany mężczyzna, pochylając się nad ladą. Zapisał coś na kartce. Jego tatuaż sięgał aż do knykci, na których dodatkowo znajdowały się srebrne pierścionki i efektowny sygnet z czaszką. Błażej zapatrzył się na niego.
– Tak, Jasiek Sobolewski. Szukam go. Jestem.... – zawahał się, gdy zorientował się, że zza zaplecza wychyliła się zafarbowana na różowo głowa kobiety. – Jestem jego przyjacielem.
Już dawno nie czuł się tak nie na miejscu. Zupełnie tutaj nie pasował – w swoim ortalionowym dresie i wygolonej głowie prezentował się, jakby przyszedł z innego świata. Dopiero teraz uświadomił sobie, że nie znał świata Jaśka. Spotykali się w jego świecie – na osiedlu, wśród jego kumpli, innych dresów; w miejscu, w którym to on czuł się pewnie. Błażej teraz po raz pierwszy poznał świat Jaśka. Ogarnęły go wyrzuty sumienia, bo gdyby wcześniej się tym zainteresował, gdyby nie był tak skupiony na ich osiedlu, na tej małej chatce, w której byli odcięci od wszystkiego, może teraz wiedziałby, gdzie szukać Jaśka.
– Hm. – Mężczyzna, z którym rozmawiał, wyprostował się. Zmierzył go kolejnym, tym razem jeszcze bardziej nieprzychylnym spojrzeniem.
– Z... z dzieciństwa. Szukam go, bo... – plątając się w tym wyjaśnieniu, czuł się jeszcze głupiej. – Jego ciotka zmarła. Zniknął z mieszkania i chcę, żeby...
– Janek już tutaj nie pracuje – wszedł mu w słowo – zwolnił się kilka dni temu.
– A nie wiesz, gdzie może być? – zapytał Błażej z nikłą nadzieją otrzymania twierdzącej odpowiedzi.
– Chyba wyniósł się z miasta.
– Co?! – Błażej zmierzał się swoim wybuchem i kiedy znowu się odezwał, spróbował przybrać spokojny ton głosu: – Wyniósł się z miasta? Ale... On...
– Mówię tylko to, co mi przekazał. Nie powiedział, gdzie teraz będzie mieszkać. Nie zostawił żadnego numeru telefonu. Przykro mi. – Jego spojrzenie mówiło coś wręcz odwrotnego. Błażej już nie naciskał. Podziękował krótko i wyszedł, nawet się nie żegnając.
Teraz czuł złość. Jasiek wyniósł się. Krystian mówił prawdę. Zostawił go, bez słowa wyjaśnienia wyprowadził się i zniknął. Jasiek naprawdę sądził, że Błażej by nie zrozumiał? Nie próbowałby mu pomóc? Mógł pomóc! Bardziej niż Grażyna i Krystian razem wzięci. Załatwiłby mu nawet połowę tych pieniędzy. Mógł się poświęcić. Chciał się poświęcić, bo naprawdę go kochał!
Ruszył chodnikiem w nieokreślonym kierunku. Czuł się, jakby był pijany, z trudem potrafił zebrać myśli, bo w głowie wciąż kołatały mu się słowa mężczyzny z salonu tatuażu. Jasiek wyjechał. Jasiek wyjechał z miasta, już nie tylko z osiedla. Z miasta.
Błażej potrącał kolejnych ludzi, nie zwracając uwagi na ich oburzone słowa i gniewne pomruki. Dopiero kiedy wszedł do parku i minął się z grupą chłopaków, wracających ze szkoły, nie wytrzymał. Potrącił jednego z nich i wtedy usłyszał krzyk:
– Jak idziesz? Uważaj, debilu!
Dzieciak najprawdopodobniej chciał zaimponować kolegom. W grupie czuł się pewniej, a Błażej, zgarbiony, ze wzrokiem utkwionym w chodnik, nie wyglądał na kogoś, kto mógł mu zagrozić. Chłopak nie przewidział jednak, że Błażej tylko na to czekał. Wzbierająca w nim wściekłość w końcu musiała znaleźć ujście. Chciał się na kimś wyżyć, musiał wyładować cały swój gniew, frustrację i rozczarowanie.
Odwrócił się i pokonał te kilka kroków, które ich dzieliły. Złapał chłopaka za poły kurtki, z satysfakcją zauważając przerażenie w jego oczach.
– Coś ty powiedział?! – krzyknął i zanim ten zdążył odpowiedzieć, uderzył go w twarz. Dzieciak próbował się bronić, ale bezskutecznie. W starciu z nim nie miał żadnych szans. Koledzy odsunęli się, żeby przez przypadek nie oberwać i tylko patrzyli na całą scenę oniemiali.
Wystarczyły dwa ciosy, żeby chłopak stracił przytomność i osunął się na ziemię. To otrzeźwiło Błażeja. Odsunął się o krok i rozejrzał po karku spanikowany. Dopiero teraz dotarło do niego co zrobił i jakie mogą być tego konsekwencje.
Kilka osób przyglądało się całemu zajściu w szoku, ale nikt nie zareagował. Błażej puścił się biegiem przez park, bo bał się, że ktoś zawiadomił policję. Obejrzał się kilka razy, ale nikt za nim nie biegł. Grupa chłopaków pochylała się nad swoim nieprzytomnym kolegom. Wszyscy byli za bardzo przerażeni, żeby za nim krzyczeć, tym bardziej żeby go gonić. W końcu byli tylko zwykłymi dzieciakami z dobrych domów, nie mieli do czynienia z poważnymi bójkami. Dla nich cios w szczękę to już było coś. Błażej dorastał w zupełnie innym świecie. Na osiedlu panowały inne prawa, a on był tak wściekły, że o tym zapomniał. Miał nadzieję, że zdąży uciec, zanim ktoś powiadomi policję.

*

Fatalna pogoda skutecznie zniechęciła go do nocowania w chatce, w której spędził większość wieczoru. Lubił ten rozpadający się, zaniedbany domek, bo czuł się w nim, jakby był odcięty od świata. Z Jaśkiem czy bez niego, to była jego kryjówka. Mógł tam zebrać myśli i choć na chwilę wyłączyć się. Odpocząć od rzeczywistości, która czasami, tak jak teraz, potrafiła go przygniatać.
Dochodziła pierwsza w nocy, kiedy wciąż nie mógł zasnąć. Leżał już w swoim łóżku i wpatrywał się w sufit, wsłuchując się jednocześnie w miarowe oddechy braci, którzy spali w najlepsze. Na zewnątrz padało jak z cebra i krople deszczu, smagane podmuchami wiatru, uderzały nierównym crescendo o szybę.
Nie bez ironii zdał sobie sprawę z tego, że historia zatoczyła koło. Ponad dwa miesiące temu też leżał w łóżku i nie mógł zasnąć. Był w szoku po tym, co zobaczył. Jasiek uprawiał seks w mieszkaniu swojej ciotki. Kochał się z chłopakiem. Ten widok obudził w Błażeju tłumione wcześniej emocje, które w końcu musiały wybuchnąć. A ten wybuch wprowadził do jego życia rewolucję.
Łatwiej było nie zastanawiać się nad tym wszystkim. Myśli o swojej orientacji zepchnął na dno umysłu i pozwolił sprawom po prostu się dziać. Nie myślał o tym, co będzie. Naiwnie sądził, że uda mu się to przerwać, jeśli tylko zaspokoi te pokłady swojego pożądania, do których wcześniej nie chciał się przyznać. Łudził się, że sam będzie w stanie zakończyć ten układ, a tymczasem dobrnęli do momentu, w którym nie chciał niczego kończyć. To Jasiek zerwał ich znajomość.
Wszystko wymknęło się spod kontroli, kiedy Tymek ich nakrył. Błażej wiedział, że jeżeli nie chciał, żeby całe osiedle poznało jego sekret, musiał znaleźć sobie dziewczynę. Lenę, z którą chciał go poznać Tymek, albo jakąkolwiek inną. Ludzie przestaną gadać, a on będzie mógł odetchnąć. Może rzeczywiście Tymek miał rację i dziewczyna pomoże mu zapomnieć o Jaśku? Teraz to było chyba jedynym wyjściem.
Przeklęty Jasiek! – pomyślał ze złością i poderwał się z łóżka, o mało nie budząc przy tym braci. Musiał rozprostować kości, bo dostanie szału. Podszedł do okna, żeby skontrolować mieszkanie Sobolewskich, ale wszystkie światła były zgaszone.
Świadomość, że znowu został wystawiony do wiatru drażniła. Była jak rozgrzany do czerwoności pręt żelaza, który ktoś przyłożył mu do skóry. Miał ochotę krzyczeć z wściekłości, że po raz drugi na to pozwolił. Tym razem blizna będzie większa i nie zagoi się tak szybko.
Wciąż uważał Jaśka za przyjaciela. Z nikim innym nie pozwoliłby sobie na taką otwartość. Wiedział to po tym, jak traktował Krystiana. To z Jaśkiem, nie potrafiąc zapanować nad sobą, poszli na całość zaraz po tym, jak dopiero się całowali. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie miał czasu się nad tym zastanowić. Po prostu czuł i pozwolił czuć Jaśkowi. Ukryte pod płaszczem pozornej nienawiści wspomnienia i przywiązanie wzięło górę nawet nad wstydem i niepewnością. Tak było przez ostatnie dwa miesiące, kiedy brnęli w to coraz bardziej i bardziej, aż w końcu Błażej zdał sobie sprawę, kim tak naprawę był dla niego Jasiek. A teraz, kiedy okazało się, że Jasiek wyjechał, nie tylko czuł wściekłość. Był zdezorientowany, bo w jego życiu zaszła kolejna rewolucja.
Poszedł do kuchni napić się wody. W całym mieszkaniu unosił się zapach alkoholu. Do ojca w libacjach dołączyła matka, która przez chwilę trzymała się naprawdę nieźle. Widać, że nie na długo. Wciąż się dziwił, że nie wyrzucili jej jeszcze z pracy, ale wszyscy w rodzinie wiedzieli, że miała układy z lekarzami. Wiele razy kłóciła się o to z ojcem, ale mimo to nie zrezygnowała z etatu. Nikt jej też nie zwolnił. Bożena często zastanawiała się, czy matka nie zdradziła kiedyś ojca z lekarzem. Równie dobrze któreś z nich mogło mieć innego ojca.
Nalał sobie wody z kranu i wypił ją na wdechu. Odkąd Bożena wysłała dla nich pieniądze, wracał do niej myślami coraz częściej. Zastanawiał się, czy będzie chciała odnowić kontakt. Może za niedługo wróci na osiedle, żeby się z nimi zobaczyć? Ta myśl wywołała w Błażeju przerażenie, ale jednocześnie mrowiące, przyjemne uczucie ekscytacji. Bożena była w końcu jego siostrą. Bez względu na to co zrobiła i ile lat się nie widzieli, wciąż nie przestała nią być. Chciałby znowu ją zobaczyć, nawet jeśli mieliby się spotkać tylko na chwilę.
Nigdy nie przypuszczałby, że zacznie myśleć o Bożenie. Wiedział, że robił to też dlatego, żeby jak najmniej rozpamiętywał sprawę z Jaśkiem. Im więcej o nim myślał, tym bardziej był wściekły, rozgoryczony i złamany. Pomysł ponownego spotkania Bożeny stał się przyjemną alternatywą po tym, co spotkało go z Jaśkiem.

*

Dni zaczęły mijać szybciej, kiedy Błażej wiedział już, co stało się z Jaśkiem. Nie zrezygnował za pierwszym razem z próby skontaktowania się z nim i wrócił do salonu tatuażu, próbując dowiedzieć się coś o Konradzie. Wciąż pamiętał, jak ten chłopak naszedł Jaśka pod blokiem. Może Jasiek pojechał właśnie do niego? Tam się ukrył i w pracy powiedział, że wyjechał do innego miasta? Błażej łudził się, że uda mu się znaleźć tego chłopaka, ale szef Jaśka nawet go nie znał. Ślad się urwał i Błażej musiał pogodzić się z porażką. Jeżeli Jasiek będzie chciał wrócić – wróci i skontaktuje się z nim. Nie było innej opcji niż czekanie i próba powrotu do rzeczywistości. Tak jak kiedyś chciał to zrobić. Zabawił się, poznał smak pożądania, a teraz powinien zająć się normalnym życiem. Znaleźć sobie dziewczynę, porządną robotą i może po czasie uda mu się zebrać w sobie tyle odwagi, żeby znowu z kimś spróbować. Ta myśl go przerażała, bo choć wyobrażał sobie seks z innymi, wiedział, że chyba nie zdecydowałby się na niego tak po prostu. Z Jaśkiem wszystko było inne, prostsze. Lubił to, że to Jasiek trzymał rękę na pulsie, kontrolował wszystko.
Sam już nie wiedział, po co tak często chodził już nie tylko do chatki, ale i nad staw. Łapał wspomnienia, które z każdym dniem stawały się coraz odleglejsze i bardziej bolesne. Brakowało mu rozmów z Jaśkiem, bliskości i wytatuowanego, szczupłego ciała. Seksu, pocałunków i spojrzeń Jaśka. Stawał się coraz bardziej sentymentalny. Nie wiedział, że tęsknota obudzi w nim kogoś słabego i zagubionego, tak potwornie samotnego, że z trudem sobie z tym radził.
W zasadzie nie zdziwił się zbytnio, kiedy usłyszał pukanie do drzwi chatki. Siedział w chatce i pił piwo, wpatrując się w piec i rozważając, czy powinien w nim rozpalić. Przygotował nawet drewno, które teraz leżało w koszyku.
– Hej, mogę? – To Krystian wychylił niepewnie głowę zza drzwi. Miał na głowie kaptur i ociekał wodą. Pogoda nie zachęcała do długich spacerów, więc Błażej dzisiaj darował sobie pójście nad staw. Zabrał zgrzewkę browarów i udał się prosto do chatki.
– Chodź. – Błażej wzruszył ramionami. Pił już trzecią puszkę, więc był przyjemnie rozluźniony. Kącik jego ust drgnął, gdy dostrzegł, że Krystian też przyniósł piwo. – Widzę, że też tu zacząłeś przychodzić na libacje.
Krystian skinął głową i z pewnym wahaniem usiadł przy stole. Rzucił okiem na rząd pustych puszek po piwie, walający się po stole. Uzbierało się ich trochę przez kilka dni.
– Polubiłeś to miejsce, co nie? – Krystian otworzył pierwszą puszkę, a cichy syk został prawie zagłuszony przez mocniejszy podmuch wiatru, który zaświstał na zewnątrz. Odgłosy kap-kap-kap słychać było w całej chatce. Błażej poustawiał już wiadra i miski pod miejscami, w których przeciekał dach. Chatka się rozlatywała i gdyby Jasiek wciąż był na osiedlu, pewnie zaczęliby ją remontować. Była w końcu ich ostoją, ich bezpiecznym punktem, w którym mogli się spotykać. Sam nie miał motywacji, żeby wziąć się za remont.
– Mhm. – Błażej skinął głową i znowu wpatrzył się w drewno.
– Chcesz rozpalić? Pomogę ci, zimno tu jak cholera. – Krystian potarł dłonie o siebie, kiedy wstał.
Mieli pewne trudności, żeby rozpalić, ale w końcu im się to udało. Błażej starał się ignorować powłóczyste spojrzenia Krystiana. Wytworzył się między nimi dziwny, intymny nastrój, który próbował ignorować, ale nie walczył z nim. Wiedział, do czego mógł on prowadzić i do końca nie był pewien, czy tego chce, czy nie.
– Nie mam żadnych informacji o Jaśku – zaczął Krystian, wiedząc, że tym tematem najszybciej rozpocznie rozmowę. Przełamie przysłowiowe pierwsze lody.
– Wyjechał z miasta. – Błażej wzruszył ramionami. Wpatrywał się teraz w nierówną powierzchnię stołu. Naftowa lampa dawała słabsze niż zwykle światło, barwiąc wnętrze chaty na intensywny pomarańczowy odcień.
– Z miasta? Skąd wiesz?
– Pytałem.
– I... nie wróci? – Krystian przeklął się w myślach za to, że wcale nie brzmiał na zmartwionego. Trudno było mu jednak ukryć zadowolenie w głosie. Jasiek był za bardzo problematyczny, na wszystkich płaszczyznach.
– Mnie się, kurwa, o to pytasz? – warknął Błażej. – Nie wiem, czy wróci, czy nie. Wiem tylko tyle, że wyjechał.
– Jasne. No... mówiłem ci. To było do przewidzenia. – Pokiwał głową. Dopił pierwszą puszkę i sięgnął po kolejną. Denerwował się towarzystwem Błażeja i chciał jak najszybciej się rozluźnić. – No bo wiesz, Jasiek nienawidził tego osiedla. Powtarzał to tyle razy, że zdziwiłbym się, gdyby nie wyjechał.
Błażej skrzywił się i przymknął oczy, a po jego twarzy przebiegł skurcz. Krystian nie miał pojęcia, o czym w tym momencie pomyślał, ale na pewno dotyczyło to Jaśka. Rozluźnił się dopiero po chwili, kiedy wziął porządny łyk alkoholu.
Z trudem prowadzili dalszą rozmowę. Błażej skończył swoje piwa, więc Krystian, bojąc się, że zaraz wyjdzie, poczęstował go swoim. Myślał, że się nie zgodzi i znowu go wyśmieje, ale Błażej podziękował i otworzył sobie kolejną puszkę. Najwyraźniej potrzebował się upić. Może z kimś, kto znał jego sytuację z Jaśkiem? Może już zaczynało brakować mu bliskości na tyle, że da szansę Krystianowi?
– Krystian? – zapytał w pewnym momencie. Był już wstawiony, co bez trudu można było poznać po błyszczącym spojrzeniu i rumieńcu na policzkach. Mówił głośniej i szybciej niż zazwyczaj, a co się z tym wiązało nieco bardziej bełkotliwie. Sam Krystian nie zwracał na to bynajmniej uwagi, bo sam chciał się jak najszybciej rozluźnić.
– Co? – zapytał, teraz już coraz odważniej wpatrując się w Błażeja. Podobał mu się, był naprawdę przystojny, w taki sposób, jaki najbardziej działał na Krystiana.
– Mogę cię o coś zapytać? – Przerwał, a kiedy otrzymał twierdzącą odpowiedź, kontynuował: – Chcę... To znaczy... Spałeś z Jaśkiem? Poza tym trójkątem, który sobie wymyślił, hm? Spałeś z nim?
Krystiana zaskoczyło to pytanie. Przez chwilę nawet nie wiedział, co powiedzieć, bo kiedy już myślał, że pożegnali się z tematem Jaśka, on znowu wrócił i to jeszcze w taki sposób.
– Nie, nie spałem z nim. Niby kiedy? Większość czasu spędzaliście razem. Nie brakuje ci tego?
– Jaśka? – zapytał Błażej, zanim zdążył ugryźć się w język.
– Nie – przerwał mu od razu. – Seksu. Masz teraz... kogoś? – zapytał wprost, z pewnym wahaniem, na które Błażej nie zwrócił uwagi, zbyt skupiony na treści pytania.
– Nie znam żadnego... oprócz ciebie. To znaczy... No wiem, że ty, ja i Jasiek, ale tak... Ja nie wiem, czy... Mam dziewczynę – wydusił w końcu.
Krystian prychnął i pochylił się. Złapał Błażeja za bluzę i przyciągnął do siebie jeszcze bliżej. Pocałował go.
Błażej odpowiedział na pocałunek z większą pasją niż się spodziewał.  

10 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie podoba mi sie, w jaka stronę brnie ta historia. Nie wiem, ale według mnie zbyt duzo sie dzieje, a przynajmniej to moje odczucie. Szczególnie końcówka jeszcze bardziej skomplikuje, juz wcześniej pogmatwana, sytuacje. Blazej zrani Krystiana, jeśli pomiędzy nimi dojdzie do czegoś. Chęć zastąpienia Janka kimś innym nie przyniesie nic dobrego. Będzie to trudne dla obu stron, a szczególnie dla nastolatka, ktory czuje cos do niego. Myśle, ze to dla nich obojga nie wyjdzie na dobre. Najgorsze jest, ze Szczeniak zdał sobie sprawę, ze kochał i kocha swojego przyjaciela, ktory swoją droga zawalił. Zniknął bez słowa, zachowując sie jak tchórz. Mógł chociaż sie pożegnać, zrobic cokolwiek, jeśli zależało mu na Błażeju. W koncu oddał mu sie, pokazał tym gestem, ze ten rownież dla niego cos znaczy. Moze chce zacząć od nowa i wrócić, kiedy sobie wszystko poukłada, zeby mógł byc odpowiednim partnerem dla swojego kompana.
    Mam nadzieje, ze następny rozdział przyniesie cos nowego. Czekam na wiecej i życzę oczywiście weny :)

    OdpowiedzUsuń

  3. Zniknięcie Jaśka-okej jest realnie nie wrócił z dnia na dzień.Spoko, denerwuję się przez brak wiadomości o nim, ale z drugiej strony dobrze czytać jak Błażej za nim tęskni i ta jego wewnętrzna walka z samym sobą.(nie żebym się cieszyła z jego smutku, ale wtedy ludzie są szczerzy).Jasiek zawalił nie ma o czym dyskutować.Ciotka i społeczeństwo mu w tym pomogło.
    Słabość kiedy dał się całować Krystianowi-okej jest facetem(nie jest w związku, czyli jedyne pretensje on może mieć sam do siebie) przyświeca mu na tę chwilę to, że Jasiek nie pojawi się przez długi czas.Z Krystianem w małym stopniu jest związany, bo już razem spali+Jaś.Chociaż czy pociągnie to dalej?Jeżeli jest jeszcze trochę trzeźwy to pojawią się myśli o tym, że jest tylko jego Janek.A jak będzie coś dalej to będę zdziwiona.To Krystian zmienia fronty jak baba, w stosunku do kuzyna nie jest fair, ale tutaj chodzi tylko(a może aż, sama się zastanawiam) o sypianie z Błażejem.Ale nie chce dla niego źle, chce dobrze dla siebie.Chociaż niech Krystian nie będzie niemądry i poszuka kogoś innego.Przecież na tę chwilę nie kocha bezwarunkowo Błażeja tylko chyba coś się zaczyna? Gówniarz się zauroczył i chce mieć swojego silnego faceta.
    Laska dla rycerza ortalionu-Błażeja.Nie.
    Niech tylko ją zobaczy i powie Tymkowi, że jest słaba.Laski są do bani.
    Niech Bogdan wygra ten konkurs przecież nie może mieć tak przerąbane.
    Miłego dnia ;D i pomysłów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa? Ty jako laska też jesteś do bani?

      Mizoginia wśród fanek jaojców/opowiadań mm jest przerażająca.

      Usuń
    2. Oddzielam opowiadania od rzeczywistości.I w życiu nie mam problemu co do kobiet, najmniejszego problemu.Nie mam problemu ze związkami hetero i nie liczę, że każdy się rozpadnie a mężczyzna znajdzie sobie drugiego mężczyznę.Nie przenoszę fascynacji gejami do życia codziennego.
      Komentuję opowiadania dziewczyn, szanuję je, tak jak ich pracę.Nawet czasem kupuję opowiadania i daje im zarobić(to tak, żeby podkreślić, że w małym stopniu, ale staram się niektóre wesprzeć)
      Myślę, że gdybym była taka uprzedzona do kobiet to czytałabym opowiadania nadal, bo je bardzo lubię, ale nie ‘odzywałbym się’ pod opowiadaniami tylko w domu klęła na nie, że robią coś lepiej ode mnie itp.
      Jak pojawiła się Kamila w opowiadaniu ( rozdział 14) pisałam o niej “Jak na razie Kamila jest fajną dziewczyną, jeżeli w tym rozdziale była taka jak jest zawszeXD”
      Z mojej strony źle, że napisałam ‘Laski są do bani’ zamiast zaznaczyć, że chodzi o te łatwe i nie zdecydowałam się tłumaczyć (aby nie tworzyć jeszcze dłuższego komentarza) ‘nie mam problemu z dziewczynami poza opowiadaniami’-czy coś podobnego o takim samym znaczeniu.jakbym do każdej dziewczyn miała problem.
      No tak długi komentarz..to dopiero cośXD
      A więc:
      -Jakby co to nie jest atak z mojej strony na anonima, albo nie jest pisane z agresją tylko lekkim zdziwieniem, że coś takiego piszę.
      -Nikt nie kroczy za mną po blogach i nie zapamiętuje mojej opinii pod danym rozdziałem.A więc może myśli po jednym komentarzu, jakie mam poglądy.
      Nie szukam wrogów i ja nie widzę wrogów w kobietach.

      Sorki Verry za komentarz nie do końca związany z postem.
      XD

      Usuń
    3. Okej, przepraszam, zbyt szybko wyskoczyłam z tą mizoginią. Po prostu mam uraz, mizoginia w tym środowisku to jednak spory problem, nawet bingo powstało. http://i4.photobucket.com/albums/y137/socrates_chan/MSFBingo2print_zps606232bb.png

      Usuń
  4. No nie mogę to się Krystian doczekał. E tam chcę Jaśka:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja to nie ogarnęłam tego. jakoś mi sie to tak przesadzone wydaje, nie wiem. czekam na dalsze części więc.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeeej, Krystian. <3 Lubię go, nawet bardzo. To chyba moja ulubiona postać w opowiadaniu. xD Ten rozdział ma w sobie coś takiego... sama nie wiem. Jakby coś się kończyło, ale i coś nowego zaczynało. Tak zamyka, nie powiem, że część wątków, ale część spraw, przynajmniej w moim odczuciu. :) KiW zmierza w naprawdę fantastycznym kierunku i nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tam od początku pisałam, że lubię Krystiana. Myślę, że Błażej po prostu był zdesperowany, ale szkoda, że wykorzystuje młodego. :(
    No i Jasiek wyjechał i wszystkich olał. Z jednej strony, aż się chce napisać: choleraaaa, nie, wracaj! Przecież masz Błażeja, kurczę. On cię kocha :D < romantyczne chlipanie >
    Z drugiej, jak ja go rozumiem :D chce chłop się odciąć, może żyć dalej, zacząć od nowa i itd. Ale myślę, że coś się wydarzy :D

    OdpowiedzUsuń