czwartek, 11 maja 2017

Rozdział 1 - Tylko nie mów mamie!

Pewnie zaskoczył Was post z kartą nowego opowiadania. Już od jakiegoś czasu planowałam wprowadzenie kolejnego opowiadania, tym razem w innych klimatach.
KiW jest specyficznym opowiadaniem, ma ciężki klimat, wymaga ode mnie dużo uwagi, a sporo osób pisało, że niezbyt przemówiła do nich taka tematyka. Wcześniej planowałam skończyć 1 część KiW i na spokojnie zająć się planowaniem 2, a w międzyczasie popisywać nowe opowiadanie, ale ostatnio mam bardzo mało czasu na KiW. Do tego nowego opowiadania usiadłam i napisałam go raz dwa, więc zamiast czekać, aż wykluje się ostatni rozdział KiW, wrzucam to. Wiem, że obiecywałam też Piękną i Bestię. Obecnie cykl Disneya leży odłogiem, ale te opowiadania nie chcą tworzyć się tak szybko. Piękna i Bestia musi jeszcze trochę dojrzeć w mojej głowie i wtedy ją napiszę :) Nie chcę działać pod presją czasu, bo jestem zadowolona z tych dwóch obecnych opowiadań, które napisałam. Chcę być również zadowolona z kolejnych. 
Najbliższe 2 miesiące będą dla mnie ciężkie (więc nie zdziwcie się, jak zabiję bohaterów. Nie, oczywiście żartuję, ktoś na pewno przeżyje. Chyba.), więc potrzebuję opowiadania, które mnie odstresuje. Wcześniej pisałam sporo komedii, uwielbiam ten gatunek i już od dawna chciałam do niego wrócić. Czuję, że odpowiednio się rozpisałam, żeby w końcu napisać coś w komediowym stylu. Wcześniej w serii Specials miałam nieśmiałe próby, teraz pora na dłuższą historię.  
Opis Tylko nie mów mamie! jest trochę zwodniczy, ale to zabieg celowy. Przywitajcie moje pierwsze opowiadanie w realiach amerykańskich. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Bawcie się dobrze :) 

Za betę bardzo dziękuję Indrze :)


Rozdział 1



Nadeszła właśnie pora lunchu, więc prawie cała szkoła zeszła się do stołówki, żeby coś zjeść, spotkać się ze znajomymi i odpocząć przed kolejnymi zajęciami. Gwar panujący w hali trochę przeszkadzał Jamesowi i jego przyjaciołom, którzy siedzieli przy okrągłym stoliku i próbowali jeść lunch. Próbowali, bo za bardzo zajęci byli rozmową, żeby móc skupić się na jedzeniu.
Chyba żartujecie – oznajmił James z niedowierzaniem i jeszcze raz spojrzał na dokument, który trzymał w ręce. – A co, jak nas złapią?
Nie złapią. – Noe uśmiechnął się szeroko. Za każdym razem, gdy to robił, tworzył mu się dołeczek w policzku. Widoczny tym bardziej, że zrobił sobie w tym miejscu kolczyk. – Już nie raz tak wchodziliśmy, no nie, Tim? – zwrócił się do swojego chłopaka.
Znają nas tam – poparł go Tim. – Nie martw się, nie będziemy mieli problemu z wejściem. Tylko się nie stresuj, a wszystko będzie dobrze! Pamiętaj, że według tego ID masz dwadzieścia dwa lata.
Nawet nie wyglądam – burknął James i jeszcze raz spojrzał na swoje fałszywe dane. Dokumenty były podrobione naprawdę dobrze, sam nie domyśliłby się, że to fałszywka.
Jasne, że wyglądasz! – obruszył się Noe i wskazał palcem na jego twarz. – Tylko nie gól tego kopra, który ci wyrósł nad wargą.
Zwariowałeś?! – Tim o mało nie zakrztusił się lunchem, który właśnie jadł. – Przecież on tam nic nie ma!
Hm, może był brudny, rzeczywiście. – Jak mało kiedy Noe zgodził się ze swoim chłopakiem. Obaj wymienili porozumiewawcze spojrzenia, a James, widząc to, prychnął zirytowany.
Obaj się już zamknijcie! – spróbował ich uciszyć. Bezskutecznie.
No nie obrażaj się tak! Ubierz się jakoś tak... no... elegancko. – Noe machnął lekceważąco ręką. Sam bynajmniej nie był wzorem szyku. Miał na sobie potargane, kreatywnie pobrudzone farbą dżinsy i skórzaną kurtkę. Wyglądał buntowniczo, nonszalancko i tak niedbale, jak tylko się dało.
Nie mów mu tak, bo jeszcze założy garnitur!
Tak jak na ostatniej imprezie u Kim? Wyglądał, jakby wracał z pogrzebu. Stary, tylko nie ubieraj się tak na żadną randkę, bo ktoś pomyśli, że jesteś z jakiejś sekty! – Noe zaśmiał się złośliwie. – O Timie tak pomyślałem, jak pierwszy raz go zobaczyłem! – dodał. James wiedział, że jego przyjaciele uwielbiali mu dokuczać, ale jeszcze bardziej kochali dogryzać sobie nawzajem.
A ty przyszedłeś na urodziny mojej mamy, jakbyś wracał z jakiejś bójki! – obruszył się Tim, a na jego jasnej skórze zakwitł dorodny rumieniec. – I jeszcze wtedy musiałeś sobie zrobić ten kolczyk w policzku.
Od kiedy to nie podobają ci się moje kolczyki? – Noe uniósł brew. – Myślałem, że je uwielbiasz – rzucił, umiejętnie parodiując ton głosu Tima. – Zawsze kiedy robię ci...
Dość! – przerwał James, doskonale wiedząc, do czego to prowadziło. – Nie chcę tego słuchać. Ubiorę się tak, jak lubię i... I spróbujemy wejść – powiedział z większą pewnością w głosie.
W te swoje grzeczne koszulki? – zapytał Noe, walcząc z kpiącym uśmiechem. Zawsze dogryzał z tego powodu Jamesowi. „Stary, jak chcesz kogoś znaleźć, skoro ubierasz się jak czterdziestoletni informatyk? No w tej koszuli wyrwałbyś tylko naszą woźną, sam widziałem, jak się za tobą ogląda”, czy inne docinki w podobnym stylu.
Przepraszam, a to od kiedy nie lubisz takich koszul? – Tim oburzył się jeszcze bardziej. – Bo widzisz, tak się składa, że ja ubieram się prawie IDENTYCZNIE jak James. – Próbował zachować spokój w głosie, co mu nie do końca wyszło, bo kilka osób siedzących przy sąsiednich stolikach, spojrzało na nich.
Wiem. – Noe machnął ręką, bagatelizując jego złość. – Po prostu ty jesteś ze mną, więc nie musisz się przejmować, czy ktoś cię będzie chciał. A on musi. – Noe wskazał na niego ręką. – No popatrz tylko, to totalna sierota jest. Kiedy on sobie kogoś znajdzie? Jak nawet boi się zagadać.
Wcale nie! – James poczuł, jak palą go policzki, ale wiedział, że nie będzie to widoczne przez jego ciemną karnację. – Po prostu... trafiam na samych dupków. Ten koleś, z którym się ostatnio spotkałem...
Był do bani, wiemy. – Noe pokiwał głową. – No ale to akurat nie była twoja wina, no nie? Sam bym go kijem nie tknął.
No nawet nie próbuj go wyciągać! – prychnął Tim, kończąc jeść swoją sałatkę.
Czego wyciągać?
Swojego kija!
Na twarzy Noe pojawiło się najpierw zaskoczenie, a później już otwierał usta, żeby rzucić jakąś ciętą ripostą, ale w tym momencie zadzwonił dzwonek, przerywając ich rozmowę. Noe zerwał się z miejsca. James pamiętał, jak rano mówił o egzaminie z algebry, który miał za chwilę się rozpocząć. Życzyli mu powodzenia, a Noe jak zwykle podziękował i wybiegł ze stołówki. Nauczycielka matematyki wyjątkowo go nie lubiła, więc nie chciał jej podpaść.
Nie martw się, na pewno cię wpuszczą – powiedział Tim, kiedy razem z James szli korytarzem. Mieli razem zajęcia z hiszpańskiego. – Ja wcale nie wyglądam na starszego od ciebie, a nigdy nie mieli ze mną problemu.
Całe szczęście, że Noe ma znajomości. – James westchnął ciężko, ściskając schowane w kieszeni ID. Miał nadzieję, że to się nie wyda i uda im się wejść do klubu.
*
James dokładnie zaplanował, co powinien powiedzieć mamie, żeby pozwoliła mu wyjść. To nie tak, że w domu panował rygor i nie mógł wracać późno, zwłaszcza w weekend, ale Noe przypomniał mu, że idą do klubu gejowskiego – będzie dużo alkoholu i dużo mężczyzn, więc nie wiadomo, jak skończy się dla niego ten wieczór.
Impreza zaczyna się tam dopiero po północy – oznajmił Noe kilka godzin wcześniej, przed tym jak skończyli zajęcia. – Więc nie wymiękaj, Kopciuszku, bo musimy zostać dłużej! Będziesz miał większe branie, jak się schlejesz. No i jak reszta kolesi się schleje. Wtedy będziesz miał branie jak się patrzy!
Za to jak ty się schlejesz, może będziesz mniej wkurzający – burknął na niego Tim, ale James widział, jak próbował zapanować nad uśmiechem. Tak, jego przyjaciele byli wredni, złośliwi i nie przepuścili żadnej okazji, żeby dogryźć najpierw jemu, a później sobie – norma.
– Wtedy jestem jeszcze bardziej wkurwiający, słonko – rzucił Noe, uśmiechając się szeroko. I tak skończyła się ich rozmowa.
James musiał wymyślić dobre kłamstwo, żeby mama nie domyśliła się, że ma zamiar odwiedzić iść do klubu. W życiu by mu na to nie pozwoliła, zwłaszcza, gdyby dowiedziałaby się, że chodzi o klub gejowski! Nie był jeszcze gotowy na coming out. Nawet nie miał porządnego chłopaka, a co dopiero mówić o ujawnieniu się przed rodziną!
Uznał więc, że najlepszą porą, żeby ją poprosić o możliwość wyjścia, będzie wspólna kolacja. Mama zawsze przykładała ogromną wagę do wspólnie spędzanego czasu, więc rodzinne posiłki były dla niej świętością.
Kochanie, wszystko w porządku? – usłyszał łagodny głos mamy i spojrzał w jej stronę. Dopiero po chwili zorientował się, że już wcześniej coś do niego mówiła, a on tak bardzo się zamyślił, że nie zwrócił na nią uwagi.
Tak, przepraszam. Co się stało? – odchrząknął i zabrał się za jedzenie.
Pytam, czy będziesz chciał się jutro wybrać ze mną i Alice, żeby szukać sukienki na bal maturalny.
Jutro? Znowu jedziecie szukać sukienki? To znaczy... bardzo dobrze – powiedział szybko, widząc ostrzegawcze spojrzenie Alice. Jego siostra już od kilku miesięcy wybierała tę idealną kreację i żadna się jej nie podobała. Zaczynała już tracić cierpliwość i łatwo można było ją wyprowadzić z równowagi. Tak samo jak mamę, która coraz bardziej martwiła się tym, że nie zdążą kupić ładnej sukienki. Za niedługo wszystkie mogą być wyprzedane! Jego również zaczynał drażnić ten temat, bo powracał jak bumerang przy każdym wspólnym posiłku. Dobrze, że Ashley, jego najstarsza siostra, brała wieczorne zmiany, bo ona nie potrafiłaby się ugryźć w język i wywiązałaby się kolejna awantura.
No to pojedziesz? – zapytała mama.
Nie wiem, czy dam radę. Chciałem zapytać, czy mogę dzisiaj nocować u Tima. Bo wiesz, przyjdą koledzy i trochę posiedzimy.
Kolejna impreza? – Alice uśmiechnęła się krzywo. Nie lubiła ani Tima, ani tym bardziej Noego i nie podobało się jej, że James się z nimi zadawał. Kilka razy nawet się o to pokłócili, ale szybko zażegnali konflikt. James nie wtrącał się do tego, jakich znajomych wybierała sobie Alice, więc i ona nie powinna wpływać na to, z kim on się przyjaźnił.
No powiedzmy.
No nie wiem, James, wiesz, że zbliżają się zaliczenia i...
Mamo, przecież nie będę pił! – zapewnił ją, a z tyłu głowy słyszał słowa Noe: „będziesz miał większe branie, jak się schlejesz!”.
Wiem, ale, kochanie, chodzi o to, że... – Jego mama spojrzała na niego bezradnie, a później uśmiechnęła się. – Przesadzam, prawda?
Tak. – James odwzajemnił uśmiech, a ona roześmiała się miękko.
Wiem, przepraszam, jesteś już prawie dorosły.
I wciąż się pytasz, czy możesz wyjść. – Alice przewróciła oczami. – Maminsynek – wytknęła mu, ale James nie zwrócił na to uwagi.
Powinnaś bardziej przejmować się Eriką, a nie mną. – James wskazał na swoją najmłodszą siostrę, która siedziała z nimi przy stole, ale całą swoją uwagę skupiała na stojącym niedaleko telewizorze. Leciała właśnie jej ulubiona bajka i nawet, jeśli zaczęłoby się palić, ona nie ruszyłaby się z miejsca. 
Ona jest jeszcze za mała, żeby wywinąć jakiś numer – odrzekła mama z uśmiechem. – W przeciwieństwie do was. No dobrze, Kurt zaraz wróci, więc już wstawię dla niego kolecję. Eriko, jedz szybko kolację, bo powiem wszystko tacie, że znowu nic nie zjadłaś! – ostrzegła najmłodszą córkę, po czym wstała od stołu i zebrała puste talerze. Wyszła do kuchni, żeby odgrzać kolację dla swojego męża. Kurt był adwokatem i często zostawał w kancelarii po godzinach, zwłaszcza gdy prowadził jakąś wyjątkowo trudną sprawę. Zacieśniając więzi z Jamesem podejmował próby rozmowy na temat studiów prawniczych, ale bezskutecznie. James w najmniejszym stopniu nie był zainteresowany fachem adwokata, choć kilka lat temu myślał, że nim zostanie. Teraz już wiedział, że nie chciał mieć z sądami nic wspólnego.
Po godzinie był już gotowy do wyjścia. Wziął prysznic, umył zęby i ubrał się – z luźną elegancją, jak określiła to Alice, kiedy zapytał ją o opinię. Ashley, która właśnie wróciła z pracy, miała podobne zdanie co Noe na temat takiego stylu.
Wyglądasz, jakbyś miał iść do kościoła – podsumowała go krótko i zniknęła w swoim pokoju.
Na pogrzeb ciotki, do kościoła, jeszcze jedna taka uwaga i zastanowię się, czy nie zostać pastorem! – myślał ze złością, gdy schodził na dół. Chciał poprosić mamę, żeby go zawiozła, bo Tim jak zwykle napisał mu, że nie da rady. Mógł to przewidzieć, bo zwykle kończyło się właśnie w taki sposób. Tim jak zwykle pokłócił się o coś z Noe, później otworzyli alkohol, który przygotowali na wieczór i już zaczęli pić. Na końcu, czyli praktycznie przed jego przyjściem, godzili się w łóżku. James nie wiedział, czy można było być bardziej zwariowanym niż oni. Miał szczerą nadzieję, że jego związek (o ile kiedykolwiek znajdzie sobie chłopaka) taki nie będzie.
Jesteś pewien? – usłyszał swoją matkę. Zaraz odpowiedział jej drugi głos – głęboki i tubalny. James od razu go poznał.
Jestem pewien, Gabriello, to na pewno jest ten weekend. Umawiałem się z nim właśnie na piątek.
James poczuł, jak przechodzi go zimny dreszcz, bo zdał sobie sprawę, że zupełnie zapomniał. Zatrzymał się na dole schodów, ale zanim zdążył zrobić ruch, jego matka go zauważyła.
Kochanie, jesteś już! – krzyknęła i mężczyzna, który stał odwrócony plecami do niego również się odwrócił.
James – przywitał się z nim. – Jesteś! Właśnie tłumaczę twojej mamie, że umawiałem się z tobą na dzisiaj, ale powiedziała mi, że idziesz do kolegi. – W jego głosie James nie wyczuł złości, bardziej zdziwienie, co go uspokoiło.
Wiem, przepraszam – powiedział szybko. – Na śmierć zapomniałem, że to dzisiaj. Myślałem, że dopiero za tydzień... Nie umawiałbym się, gdybym wiedział.
Nie ma sprawy, możemy spotkać się za tydzień, jak chcesz. Przecież wiesz, że jestem elastyczny! – zaśmiał się mężczyzna dudniąco. – Obiecałem, że wezmę Alice na zakupy, to możesz jechać z nami.
Jak nie znajdziemy jutro sukienki, chyba będziesz musiał – wtrąciła mama Jamesa. – Alice dostanie szału.
I ja nie chcę tego znosić w samotności! Poratujesz chyba ojca, co? – zapytał, patrząc na Jamesa wesoło. Mama często powtarzała mu, że mieli podobny wyraz twarzy, gdy się uśmiechali, ale James nie widział żadnego podobieństwa. Ani w uśmiechu, ani w niczym innym. On i jego ojciec różni się od siebie tak bardzo, jak to tylko było możliwe.
Pojadę z wami – zapewnił i uśmiechnął się blado.
Jego ojciec założył ramiona na piersi i spojrzał na niego krytycznym okiem.
To na jaką to imprezę idziesz, co? Tylko nie pij za dużo, żeby mama nie miała z tobą problemu! – ostrzegł go.
Christopher! – upomniała go. – James nie będzie w ogóle pił, obiecał mi. Nawet jeszcze nie jest pełnoletni.
A ty mu wierzysz, Gabrielle? Proszę się! – Jego ojciec parsknął śmiechem. – No popatrz na niego tylko. Jest młody, chce się bawić! Ty w jego wieku też piłaś.
Oczywiście, że nie! – oburzyła się i albo Jamesowi tylko się wydawało, albo rzeczywiście nieco się zawstydziła. – Przestań wygadywać takie głupoty. Dobrze wiesz, że nie...
Tak, tak. Już to widzę. – Ojciec uśmiechnął się kpiąco. Mrużył przy tym oczy i wyglądał, jakby cały świat leżał u jego stóp. Ashley była do niego najbardziej podobna. Ona też często uśmiechała się właśnie w taki sposób, a Jamesa zawsze ten uśmiech doprowadzał go do szewskiej pasji. – Wiesz, James, twoja matka była w klubie dziewic. Nie piła alkoholu, ani nie oglądała się za chłopcami.
Dlatego na studiach zainteresowałam się takim bucem jak ty – warknęła, a James roześmiał się. Robił to za każdym razem, kiedy mamie udało się rzucić jakąś trafną ripostą. Uwielbiał to.
Nie twierdzę, że było inaczej! – Jego ojciec uniósł ręce w obronnym geście. – Ale chyba nie byłem taki zły, skoro wytrzymałaś ze mną prawie szesnaście lat. Co? – Uśmiechnął się, tym razem w sposób, który sprawiał, że wszystkie kobiety w ich rodzinie odpuszczały mu przewinienia. James zdążył już go rozpracować. Za tym uśmiechem kryła się kusząca zuchwałość, męska arogancja i słaba obietnica zniewolenia kogoś takiego jak on. Oczywiście szanse na to były złudne, bo ktoś taki jak Christopher Ivory nigdy nie dał się poskromić, choć jego byłej żonie, Gabrielli, prawie się do udało.
To co, młody? Mam cię gdzieś podrzucić? Akurat jadę na miasto, to możesz się ze mną zabrać – zaproponował w końcu jego ojciec.
Znowu kolejna impreza? – zapytała matka Jamesa, a on zdziwił się, gdy w jej tonie wyczuł zazdrość. Myślał, że się przesłyszał, ale kiedy odezwała się znowu, jej głos ociekał ironią, którą tak rzadko u niej słyszał. – Ty to masz dobrze, rodzina weekendowo, a tak życie kawalera. Też bym tak chciała!
Zawsze mogę cię zastąpić, słońce. Erikę dasz swojemu drugiemu mężowi, a mnie zostawisz nasze dzieciaki. No, w zasadzie Jamesa, bo Alice i Ashley same sobie poradzą.
A ja niby nie?! – James fuknął ze złości. Wiedział, do czego ojciec pił. Kpił z niego, bo w oczach matki wciąż był małym, kilkuletnim dzieckiem, którym siostry cały czas musiały się opiekować.
No widzisz? – podłapał jego ojciec, który wydawał się tylko na to czekać. – James też się sobą zajmie. Więc podrzucaj Erikę Kurtowi i chodź ze mną na miasto! – zaproponował i wyciągnął rękę w stronę matki Jamesa, jakby zapraszał ją do tańca.
Przestań, Chris – oburzyła się, ale uśmiech na jej twarzy przywołał w pamięci Jamesa mgliste wspomnienie sprzed lat, gdy byli szczęśliwym małżeństwem, nad którym nie wisiała groźna rozwodu.
James nie wiedział, jak ułożyłoby się jego życie, gdyby rodzice się nie rozstali. Miałby wtedy regularny kontakt z ojcem i, biorąc pod uwagę ich stosunki, mogłoby się to skończyć katastrofą. Odkąd pamiętał, nie dogadywali się. Ojcu zawsze coś nie pasowało – to James był za cichy, to za szybko odpuszczał, to brakowało mu zdecydowania albo werwy. James cieszył się, że jego matka po rozwodzie związała się z Kurtem, bo polubił swojego ojczyma. Czasami co prawda bywał irytujący, ale przynajmniej nie krytykował wszystkiego, co James robił. Złapali wspólny kontakt, a jego prawdziwy ojciec swojego czasu był o ich relację naprawdę zazdrosny.
To gdzie cię zawieźć, młody? – zapytał ojciec, kiedy siedzieli już w jego samochodzie.
Na Van Ness – poprosił, zapinając jednocześnie pas. Jego ojciec jeździł dużym terenowym samochodem. Kupił go sobie rok temu i traktował jak swoje czwarte dziecko. Nawet lepiej – myślał czasami James zgryźliwie. Niedawno robił prawo jazdy i ojciec ani myślał uczyć go jeździć swoim cudownym Hammerem.
Niedaleko, w porządku. Z kim imprezujesz, młody? – zapytał wesoło i wyjechał na ulicę.
Już ci mówiłem, żebyś nie mówił do mnie młody! – zirytował się James.
Ale co zrobię, jak jesteś młody? – Jego ojciec uśmiechnął się zaczepnie. – Zawsze będzie młodszy.
To mogłeś mi tak dać na imię, skoro tak bardzo lubisz się tak do mnie zwracać – warknął.
Młody Ivory? Wiesz, że twoja mama by się nie zgodziła. – Zaśmiał się głośno. – Już się tak nie obrażaj, młody. Jesteś bardziej humorzasty od swoich sióstr! Młody? – zapytał i spojrzał na niego szybko, kiedy James milczał. – James? – zapytał mniej pewnie.
Co? – westchnął ciężko James i kiedy w końcu spojrzał na ojca, ten uśmiechnął się triumfująco.
No nic, młody.
Naprawdę jesteś bardziej dziecinny od Eriki, wiesz o tym? – zapytał James, powstrzymując się przed kolejnym westchnięciem. Jego ojciec miał naprawdę trudny charakter.
Tylko ci się tak zdaje.
Jasne.
W końcu dojechali na ulicę, na której mieszkał Tim. James wskazał dom, pod którym jego ojciec miał zaparkować.
Ale mają zarośnięty ten ogród – stwierdził ojciec i wychylił się ponad Jamesem, żeby lepiej się przyjrzeć drzewom porastającym parcelę. – Albo nie chce im się kosić, albo próbują coś ukryć. Idziesz na normalną imprezę? Mówiłeś mamie, że nie będziesz pił, ale ćpać chyba też nie zamierzasz, młody? – zaniepokoił się.
Co? Jasne, że nie! Tutaj mieszka mój przyjaciel. Dom jak dom, odpuść już! – zniecierpliwił się. Jego ojciec czasami był naprawdę niemożliwy.
Nie pij za dużo! I nic nie bierz! – usłyszał tylko jego ostrzegawczy głos, zanim wysiadł z samochodu i zatrzasnął drzwi. Odetchnął ciężko, patrząc za odjeżdżającym samochodem. Dzieci nie powinny tak myśleć, ale naprawdę cieszył się, że jego rodzice się rozwiedli i miał sporadyczny kontakt z ojcem. Oszalałby, gdyby miał go znosić codziennie!
*
Tylko pamiętaj, żeby nie mówić nic o liceum – powtórzył Noe, kiedy zmierzali do klubu. Byli wstawieni, radośni i, zwłaszcza Noe, głośno manifestowali swój stan. – O, najlepiej powiedz, że jesteś modelem, oni na to lecą! – Uwiesił się na ramieniu Jamesa. – Jesteś wysoki, masz taką buźkę całkiem-całkiem, no i chudy jesteś jak szkapa! Skóra i kość! Rasowy model, no nie, Tim? – zapytał swojego chłopaka, który szedł spokojnie obok nich.
Tak, Noe ma rację – odpowiedział Tim doniosłym tonem. Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak śmiesznie wyglądał – z pijackim głosem, śmiertelnie poważną miną i sztywnym, prawie wojskowym chodem zwracał na siebie większą uwagę niż zamierzał.
Niby w czym ma rację? – James westchnął ciężko. Jego przyjaciele byli naprawdę męczący, kiedy byli pijani.
W tym, że powinieneś zostać modelem – stwierdził Noe tonem, który sugerował, że to było coś oczywistego, a James chyba za dużo wypił, skoro tego nie zrozumiał. – Są różni modele, no wiesz, nie każdy musi wyglądać jak Simon Newsman, no nie?
A kto to taki? – zainteresował się od razu Tim. Nigdy nie podobało mu się, że jego chłopak zwracał uwagę na kogoś innego. Bywał bardzo zaborczy.
No... – Noe machnął ręką. – Taki model. Miał taką jedną niezłą sesję, jak stał nad wodą w slipkach i... – zamilkł, widząc wzrok Tima. – Zaraz będziemy na miejscu! – zmienił temat i roześmiał się głośno. – James, jak dzisiaj nikogo nie wyrwiesz, następnym razem stawiasz! Alkohol oczywiście! – dodał szybko, widząc wzrok swojego chłopaka.
James był zbyt pijany, żeby stresować się kontrolą dokumentów. Stał w kolejce i żartował w najlepsze z Timem i Noe, a kiedy przyszła jego kolej, po prostu pokazał swoje fałszywe ID. Ochroniarz spojrzał na nich tak, jakby zaraz miał im powiedzieć, żeby wracali do domu, ale zamiast tego tylko odsunął się, ściągając sznur. Przepuścił ich do podziemi budynku, w którym mieścił się klub.
Pierwszy raz w klubie gejowskim! – krzyknął Noe, uwieszając się na ramieniu Jamesa, kiedy stromymi schodami schodzili do klubu.
Za to ty zaraz spadniesz i to będzie twój ostatni raz – stwierdził James, obejmując przyjaciela w pasie, żeby się nie przewrócił. Z ich trójki to właśnie Noe był tym najbardziej pijanym.
Stary, ja już nie po takich schodach chodziłem! – rzucił i wyprostował się. Już miał zrobić krok, ale wtedy potknął się i w ostatniej chwili złapał się Jamesa, o mało nie przewracając ich obu.
Właśnie widzę – jęknął James, kiedy podnosił go na nogi. – Żyjesz?
Żyję. – Noe pokiwał głową. – Chodźmy się napić. Tak się zestresowałem, że muszę się napić.
Tim posłał im zdezorientowane spojrzenie z parteru, bo on już dawno zdążył zejść na dół. W końcu do niego dołączyli.
W klubie było bardzo głośno. Muzyka dudniła głębokimi basami, wyznaczając pulsujący rytm na całym ciele. Wdzierała się aż pod czaszkę i była dużo lepiej odczuwana przez alkohol, który wcześniej wypili.
Który ci się podoba? – zapytał Noe, rozglądając się po klubie. – No, James? – ponaglił go.
Przestań – upomniał go.
W klubie było mnóstwo ludzi, głównie mężczyzn. Niektórzy nawet nie mieli na sobie koszulek. Wśród takiego tłumu ponętnych ciał zmysły Jamesa szalały. Rozglądał się do około z entuzjazmem, nie mogąc powstrzymać nieco głupawego uśmiechu, jaki cisnął mu się na usta.
Patrz na niego, widziałeś go?! – Noe wrzasnął do Tima i roześmiał się, obserwując Jamesa. – Wygląda, jak byk który wpadł na pastwisko pełne krów! Zaraz mu stanie od tych wszystkich widoków.
Zamknij się już, bo zaraz dostaniesz! – syknął James, kiedy wyłapał wzrok jakichś mężczyzn. Musieli usłyszeć te wrzaski, bo ich miny mówiły same za siebie.
Najlepiej drinka, James! Świetnie, że proponujesz! – Na twarzy Noego rozkwitł szerszy niż zazwyczaj uśmiech. Puścił go i objął swojego chłopaka. – Zatańczymy później? – zapytał. – Chcę cię zabrać na parkiet!
James, pójdziesz kupić drinki? – zaproponował Tim. – A my znajdziemy jakieś wolne miejsce. – Owszem, może wyglądał trzeźwiej niż Noe, ale i tak zdradzało go błyszczące, rozmyte spojrzenie i pijacki rumieniec na policzkach.
Tylko nie zaszyjcie się w darkroomie, bo nie będę was później szukał – ostrzegł James i przewrócił oczami, kiedy Noe uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Dobrze by ci zrobiła wizyta w darkroomie – spróbował go przekonać.
Idę po drinki – uciął James. – Wódka z colą może być?
Mojito!
James skinął głową i zaczął przedzierać się przez tłum w stronę baru. Czuł się już pewniej i przestał się zamartwiać swoim fałszywym ID. Skoro wpuścili go do klubu, nie powinni mieć też problemu ze sprzedaniem mu alkoholu. Noe miał rację, kiedy mówił, że nikt się nie zorientuje. Bardzo prawdopodobne, że nikt nie chciał się zorientować, co działało tylko na jego korzyść.
Był tutaj zaledwie chwilę, ale już nie dziwił się, dlaczego Tim i Noe tak bardzo lubili tutaj przychodzić. Co chwilę ktoś się o niego ocierał, widział całujące się albo obmacujące pary i wszyscy zachowywali się swobodnie – rozluźnieni alkoholem, wypełnieni erotycznym napięciem, podsycanym przez bliskość ciał, głośną muzykę i duchotę, która potęgowała przyjemne oczekiwanie na to, co mógł przynieść ten wieczór. To miejsce dawało mnóstwo możliwości, a James nareszcie czuł, że miał w sobie wystarczająco dużo odwagi, żeby z którejś z nich skorzystać.
Tłok przy barze zmusił go do ustawienia się w kolejce. Barman właśnie przygotowywał fantazyjne drinki, robiąc przy tym małe przedstawienie, na które James z przyjemnością popatrzył. Mężczyzna nie mógł być dużo starszy od niego, a zachowywał się za barem tak, jakby miał za sobą długi staż pracy. Z nonszalancją i zdecydowaniem podrzucał butelki i łapał je za plecami, mierząc klientów filuternym spojrzeniem. Miał rozpiętą koszulę, a jego tors błyszczał od brokatu, który znajdował się też w jego włosach.
James tak się na niego zapatrzył, że nie zauważył innego mężczyzny, który stanął obok niego i otwarcie go obserwował.
Podoba ci się Ted? – usłyszał pytanie i spojrzał zaskoczony na nieznajomego.
Co?
Podoba ci się barman? Nazywa się Ted – wyjaśnił mężczyzna, kciukiem wskazując na jego obiekt obserwacji.
Och, no... może być – burknął James nieco zawstydzony.
Może być? – Mężczyzna roześmiał się. – A ja? – zapytał otwarcie. – Podobam ci się?
James spojrzał na niego uważniej. Był prawie tak wysoki jak on. Mocny, ciemny zarost i eleganckie ubranie dodawało mu powagi. Nieznajomy musiał być starszy od niego, ale mimo wytwornego stylu i zarostu, prezentował się niezwykle świeżo. James po raz pierwszy poczuł się, jakby sam naprawdę nosił „kościelne ubrania”.
Przez chwilę wpatrywał się w niego zaskoczony. Nie wiedział, co odpowiedzieć. Nieznajomy nie wpasowywał się w jego typ, ale nie można mu było odmówić uroku. Miał coś w sobie i to coś sprawiło, że James uśmiechnął się i kiwnął głową.
Ty też mi się podobasz – rzucił nieznajomy i przygryzł wargę. Miał duże, mięsiste usta. – Jestem Ronny – przedstawił się.
James, miło poznać. – James uścisnął jego rękę. Była śmiesznie mała w porównaniu do jego dłoni.
Napijesz się czegoś?
Właśnie miałem kupić alkohol dla... – nie dokończył, bo Ronny zdawał się go nie słuchać. Skinął na barmana, który do nich podszedł.
Hej! – przywitał się z nim barman i uścisnął mu dłoń, a później przelotnie zerknął na Jamesa. Na jego ustach pojawił się słaby, znaczący uśmiech. – Co podać?
Co pijesz, James? – zapytał Ronny, zerkając na niego. – Dla mnie to co zwykle, Ted.
Może być mojito – rzucił James pierwsze, co przyszło mu do głowy. Jeszcze żaden mężczyzna nie stawiał mu drinka, więc starał się zachowywać swobodnie. Z tyłu głowy słyszał rady Noego, które wcześniej go irytowały, ale teraz okazały się całkiem przydatne.
Dzisiaj dużo ludzi, co? – zapytał go Ronny. – A będzie jeszcze gorzej za godzinę.
Mhm, zwykle przychodzę, jak jest dużo ludzi – skłamał James. Barman podał im alkohol i Ronny zapłacił. Machnął ręką, kiedy Ted chciał wydać mu resztę.
Powodzenia, stary! – rzucił Ted na odchodnym i jeszcze raz spojrzał na Jamesa ni to kpiąco, ni serdecznie.
Jesteś z Los Angeles? – zapytał Ronny, kiedy odeszli na bok. Oparli się o ścianę. – Ostatnio mam pecha i trafiam na samych przyjezdnych. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy w LA nie ma już przystojnych kolesi! Może powinienem zmienić stan?
Jestem z LA. – James uśmiechnął się. – Mieszkam tutaj w sumie od urodzenia.
To znasz każdą ulicę! Bosko! – Ronny roześmiał się czarująco. Flirtował z nim, James czuł jego mocny zapach i alkoholowy oddech. Stali tak blisko siebie, że bez trudu wyczuwał również ciepło jego ciała.
Ty nie jesteś stąd?
Niestety nie. Przeprowadziłem się tutaj jakieś cztery lata temu, do pracy. Inżynierskie pierdoły na wybrzeżu – dodał ze zblazowanym uśmiechem. – A ty, co robisz?
Jeszcze chodzę do sz... – James w ostatniej chwili ugryzł się w język. Nie mógł chodzić do szkoły, kiedy miał dwadzieścia jeden lat. – Studia – powiedział więc szybko. – Studiuję.
Co? – zainteresował się Ronny, a jego twarz była już tak blisko, że zaraz mógł go pocałować.
Fizykę – rzucił James i przełknął ciężko. Wyprzedził trochę fakty, bo chciał startować na studia fizyczne na Uniwersytecie Kalifornijskim. Teraz mógł pofantazjować, że już tam studiował. W tym momencie czuł się przyjemnie z myślą, że mógłby być studentem wymarzonego kierunku, po raz pierwszy w życiu bawił się w gejowskim klubie i najprawdopodobniej zaraz zostanie pocałowany. Ronny patrzył na niego takim wzrokiem... Może mężczyzna nie do końca był w jego typie, ale przyjemnie się z nim rozmawiało, nie można było mu odmówić atrakcyjności i James stwierdził, że nie było sensu dłużej czekać. Złapał go za koszulę i przyciągnął do siebie jeszcze bliżej, po czym go pocałował.
Ronny wydał się zaskoczony, bo najwyraźniej nie spodziewał się, że James wykaże się inicjatywą. Odpowiedział jednak na pocałunek, obejmując go w pasie. Uśmiechnął się lekko, kiedy James zamruczał w jego usta.
Całowali się i całowali, a James czuł się od tego jakby coraz bardziej pijany. Pocałunki były mokre, przyjemne i pobudzające. Ogłuszająca muzyka i rozluźnienie spowodowane alkoholem sprawiało, że ich bliskość wydawała się jeszcze przyjemniejsza.
Wow – rzucił Ronny, kiedy w końcu się od siebie oderwali. James uśmiechnął się do niego szeroko, bo pomyślał dokładnie o tym samym. Wow. – To co? Dopijamy i idziemy do mnie? Tutaj jest trochę niewygodnie. – Ronny był bezpośrednim gościem, bezpośrednim i bardzo niecierpliwym, zwłaszcza po zdobyciu pierwszej bazy.
Do ciebie? – James zamrugał nieco zdezorientowany. Nie miał jeszcze ochoty kończyć imprezy. – Najpierw muszę znaleźć przyjaciół. – Pokręcił głową. Popił swoje mojito. Lód zdążył się już nieco roztopić, ale sam drink wciąż przyjemnie orzeźwiał (i wywoływał jeszcze większe rozluźnienie).
To idź ich szukaj. – Ronny wydął wargi. Były napuchnięte i wilgotne od pocałunku. Wyglądał uroczo, tak uroczo, że James zdał sobie sprawę, że wcale nie chciał nigdzie iść z tym facetem. Wolał zdecydowanie inny typ mężczyzn, a Ronny, choć miły i przystojny, przypominał mu bardziej szczeniaka niż mężczyznę, z którym mógłby spędzić upojną noc.
Tak, już idę, czekaj tutaj – rzucił i chciał się szybko ewakuować, ale Ronny poszedł za nim i nie spuszczał go z oka, kiedy przedzierali się przez tłum.
Klub miał dwa parkiety, ale James na żadnym z nich nie znalazł swoich przyjaciół. Rozejrzał się po lożach, a później poszli do jeszcze jednego baru. Ani śladu Noe i Tima.
Może zajrzymy do darkroomu? – zapytał Ronny. James był zniecierpliwiony również przez to, że ten facet wciąż za nim chodził.
Nie, później – rzucił, nieświadomie dając mężczyźnie nadzieję na więcej. – Chodź jeszcze na górę, może są przy barze?
Przebili się przez tłum, który – tak jak Ronny mówił – stał się dużo większy. Ludzie bawili się w najlepsze, zabawa rozkręciła się na dobre i właśnie w takiej atmosferze Jamesowi udało się w końcu wypatrzyć swoich przyjaciół.
Noe i Tim stali przy barze i popijali właśnie drinki. Rozmawiali z kimś i dopiero po chwili zorientował się, że był to Hunterem, znajomy Noego, którego zdążył poznać jakiś czas temu. Nie lubił go, ale to nie miało w tym momencie znaczenia. Chciał się pozbyć Ronny'ego.
Tam są! – ucieszył się. Miał ogromną nadzieję, że przyjaciele wybawią go od tego towarzystwa. Ruszył do przodu tak szybko i gwałtownie, że przez przypadek potrącił jakiegoś mężczyznę, który rozlał drinka.
Uważaj trochę! – usłyszał i obejrzał się. Zamarł, widząc na kogo trafił. 
Milczał przez chwilę, a kiedy w końcu się odezwał, nie poznał swojego głosu:
Tata?

18 komentarzy:

  1. No to pięknie, już mi się podoba. Dobre wejście. Kocham komedie i wszystko na co można przymrużyć oko.:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie, w takim momencie!
    Opowiadanie luźne, dobrze sie czytało i amerykanskie klimaty to te, które według mnie nadają opowieści jeszcze swobodniejszego klimatu. Zapowiada sie naprawdę ciekawie, chociaż mam szczera nadzieje, ze nie wyniknie z tego żaden incest, bo to byłoby raczej naprawdę kontrowersyjne, chociaż pewnie i tak dobrze napisałabys to XD Chociaż podejrzewałam, ze jego ojciec okaże sie gejem i najwyraźniej moje domysły mnie nie zawiodły.
    Lubie opowiadania, w którym główny bohater jest jeszcze w liceum i dopiero poznaje życie i wszelkie jego uciechy, wtedy jest to naprawdę ciekawe i urocze. Jeśli chodzi o humor, to naprawdę mi przypadek do gustu. To taki typ żartów przy których cicho rechocze, będzie można przy czym sie odstresowac! Poza tym uwielbiam porównywanie czyjej urody do szczenięcej, Ronny naprawdę musi byc pocieszny, uroczym facetem.
    Czekam na kolejne rozdziały i życzę weny oraz przerwania w tym ciężkim dla Ciebie czasie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga, Stany dodają historii taki luźniejszy klimat, może dlatego, że miejsce jest odległe i znane bardziej z filmów. Mają w sobie coś :) Nie, od razu Cię uspokoję, że nie będzie związku kazirodczego (na pewno nie w tym opowiadaniu i na pewno nie w komedii, bo w przyszłości planuję inny układ :)). Odnośnie dalszych przypuszczeń - milczę ;)
      Haha tak, to opowiadanie powinno Ci się spodobać, bo na pewno będzie tutaj więcej nastolatków. Mam nadzieję, że trafi się jakieś zastępstwo Huberta :D
      Dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Czyli James jak zobaczył swojego ojca w klubie to wyglądał jak zagubiony szczeniak hahah
    Tata zacznie imprezować z synem przy okazji poprawiając stosunki XD
    Ja stawiam na to.
    Noe i Tim to głupki, ale fajni są ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. haha Ojczulek mnie nie zaskoczył z czego się baaardzo cieszę. xD Przyda się na Twoim blogu takie opowiadanie. Coraz bardziej wszechstronnie :D
    Co do samych "żartów" będę szczera, nie bawią mnie jakoś specjalnie. W sensie... Docinki. Opiera się to na docinkach, a to ani mnie nie bawi, ani nie irytuje. Po prostu jest. To moje zdanie, jest sens o tym pisać tylko po to, żebyś zobaczyła jak różni ludzie reagują. Inaczej wgl bym nie wspominała ;) Nie wiem jak piszesz komedie, może później będzie jeszcze inaczej.
    Całość bardzo fajnie się czyta. Jest pozytywne, więc super :) Czekam z niecierpliwością.
    Weny! Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo bym chciała wypróbować się w jeszcze wielu gatunkach i mam szczerą nadzieję, że powolutku będę realizowała to postanowienie ;) W dużej bierze na docinkach buduję fabułę komedii, nie zabraknie też innych komediowych motywów, ale na pewno słownych utarczek będzie dużo w tym opowiadaniu. Sama je uwielbiam i pisze mi się je bardzo gładko :) Nie za bardzo wiem, o czym mówisz odnośnie reakcji i wspominania o tym. Jeżeli dobrze zinterpretowałam Twoje słowa, tak jak już wspominałam wcześniej - komedie opierające się na docinkach bardzo lubię, wcześniej je już pisałam i ludziom się podobały. Dobrze się czułam w tym gatunku i lubiłam taki styl pisania, do którego w tym opowiadaniu chcę wrócić :)
      Dzięki i również pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Właśnie drugi raz przeczytałam swój komentarz i mam facepalm. xD
      Chodziło mi o to, żebyś się nie przejmowała moim zdaniem bo napisałam je tylko dlatego, żebyś wiedziała jak osoby z "innym poczuciem humoru" na to reagują. Nie wiem czy to cokolwiek wniosło :D Mniejsza. Super, jeśli dobrze ci się to pisze. To widać. Oby tak dalej. :)

      Usuń
  5. Wow! No wow! Więcej! Chcę więcej! Super się zapowiada 😁

    OdpowiedzUsuń
  6. Noe bardzo mi przypomina Neila z "American High" Merikan i to nie jest dobre skojarzenie. Może to dlatego, że jestem introwertykiem, ale tacy bohaterowie wybitnie mnie denerwują. Docinki też mnie nie rozśmieszyły. No ale to moje personalne odczucie. Dlatego mam nadzieję, że Noe i jego chłopak nie będą zajmować zbyt dużo czasu antenowego. James spodobał mi się znacznie bardziej, szczególnie że wykazał inicjatywę w klubie. No a patent ze spotkaniem swojego ojca jest świetny. Jestem bardzo ciekawa, jak to się rozwinie. Relacja ojciec-syn też bardzo ciekawa. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubiłam Neila. Przyznam, że Noe choć wyglądem będzie nieco zbliżony do Neila z AH, to charakterem chyba nie. AH czytałam bardzo dawno temu i już mogę nie pamiętać wiele rzeczy, ale z tego jaką mam wizję Noe'go i co pamiętam o Neilu - charakterami raczej nie będą do siebie podobnie. Ale tak, muszę przyznać, że Noe będzie głośny, ekstrawertyczny i zapewne denerwujący. Razem z Timem wciąż jednak będzie postacią drugoplanową, więc w niektórych rozdziałach będzie go więcej, w innych mniej :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Już czytałam i sprawdzałam na bieżąco, więc w sumie znasz moją opinie (w końcu jestem czepialską betą i komentowałam co któryś akapit), ale to tak poza tym :)
    Wiesz, że to opowiadanie mi się podoba. Uwielbiam komedie i ta trafi w mój gust. KiW jest dla mnie za ciężkie i nie ta tematyka. Dresy, blokowisko… Ja, kiedy byłam w ich wieku chodziłam w koszulce z logiem Nirwany :P
    Tu, szczerze mówiąc, nie robi mi różnicy, czy to Ameryka, czy polskie realia. Klub gejowski i ten -genialny moim zdaniem! - pomysł z ojcem i synem. Ja uwielbiam takie dogryzanie sobie (tak jak było kiedyś w ff), a zwłaszcza to zdanie o Jamesie: „on tam nic nie ma” (wiem, wiem, gadam o tym kolejny raz, ale ona mnie ciągle śmieszy). Jakoś mi się kojarzy :P. Ale to pisałam już ci kilka razy. Jak zresztą wszystko, więc nie mam pojęcia, co jeszcze mogę napisać w komentarzu.
    Może to, że czekam na ciąg dalszy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, uważaj, bo jeszcze wprowadzę taką bohaterkę do KiW :D Buntowniczkę w koszulce Nirvany :D Haha tak, wiem, ,że ci się to kojarzy :D
      Postaram się jak najszybciej dokończyć 2 rozdział ;)
      Dzięki za komentarz :D

      Usuń
  8. Och, blagam, zeby sie nie okazalo, ze jego ojciec tez jest gejem. Mam juz dosc takich opowiadan, co czytam tam ojciec = gej.
    Ciekawie sie zapowiada mimo wszystko wiec czekam na ciag dalszy. I ciesze sie, ze zdecydowalas sie na zmiane narodu. Chcialem juz poczytac cos o niepolakach z Twojej reki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kolejnym rozdziale wszystko się okaże :) To bardzo miłe słyszeć, że chciałeś poczytać o innej tematyce spod mojej ręki :D

      Usuń
  9. Wooho! Czytam bloga po kryjomu od jakiegoś czasu, ale zawsze brakowało mi życia na ogarnięcie jakiegoś opowiadania w całości. :) Teraz jest nowe, więc wreszcie będę na bieżąco! <3

    ~Arco Iris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, zawsze fajnie jest zobaczyć jakiś komentarz od cichych czytaczy ;)

      Usuń
  10. Też mi się podoba. :D Dobrze, że James był dość "ostrożny" :D
    Ma dobrą, fajną rodzinę. Świetnych kumpli. Fajnego tatusia :D Lubię komedie, chcę więcej. :D

    Może tata po prostu lubi takie kluby, nie musi być od razu gejem :D

    OdpowiedzUsuń