poniedziałek, 22 maja 2017

Rozdział 2 - Tylko nie mów mamie!

Dziękuję za wszystkie komentarze, bardzo miło czytało się Wasze opinie i domysły. Nie będę przedłużać, w tym rozdziale już poznacie odpowiedź na to, w jakim kierunku potoczy się fabuła :) 
3 rozdział już się pisze, podobnie jak 19 rozdział KiW, więc wszystko zmierza w dobrym kierunku. 

Za betę dziękuję Indzie :) 

Rozdział 2

 Pomarańczowe światło neonowych reflektorów zmieniło kolor, wypełniając wnętrze odcieniem krwistej czerwieni. Razem z tą czerwienią cały świat zdawał się zatrzymać w miejscu. Chris zwrócił uwagę na to, jak ten kolor pasował do wyrazu strachu i szoku na twarzy jego syna.
Ogłuszająca muzyka dudniła coraz mocniej, jakby DJ za cel honoru postawił sobie, że zagłuszy ich wszystkie myśli. Podczas tego wieczoru mieli tylko czuć, nie zastanawiać się, nie analizować.
Ktoś co chwila ich potrącał, żeby dostać się do wodopoju. Stanęli w końcu na środku przejścia do baru! Nie zwracali na to uwagi, obaj byli bowiem zbyt zaskoczeni, żeby się przesunąć.
– James? – zapytał, ale jego głos zagłuszyły dźwięki muzyki. – Co ty tut... – Nie dokończył, bo do syna podszedł jakiś mężczyzna. Objął go w pasie i obrzucił Chrisa ostrzegawczym spojrzeniem. Wyglądał jak drapieżnik, który zaznaczał swój teren. Dawał Christowi jasny komunikat – James był jego ofiarą i nie odda go bez walki.

– Wszystko w porządku, James? – Nieznajomy odezwał się na tyle głośno, że Chris też go usłyszał. Ten facet był starszy od jego syna o dobre dziesięć lat!
– Kto to jest? – zapytał ostro. – Kto to, do cholery, jest?!
– Co ty tutaj robisz? – James najwyraźniej nie miał zamiaru odpowiadać.
– A ty, młody? To...
– Klub dla gejów – wszedł mu w słowo. – Co w nim, do cholery, robisz?!
Wyrwał się z objęć nieznajomego i przybliżył do ojca tak blisko, że prawie stykali się klatkami piersiowymi. James był od niego wyższy o kilka centymetrów, ale zdecydowanie szczuplejszy. Mimo tego nie stracił na pewności siebie. To nie był ten James, którego znał.
– Uspokój się. Mogę cię zapytać o to samo. Masz siedemnaście lat, jak się tutaj, do cholery, dostałeś?! Co to ma znaczyć?!
James stał przed nim z zaciśniętymi pięściami i takim ogniem w oczach, jakiego Chrisopher jeszcze u niego nie widział. Gdyby nie okoliczności, krzyknąłby nareszcie! Już od dawna próbował z niego wykrzesać coś więcej poza tą obojętnością. W końcu mu się to udało! Szkoda tylko, że takim sposobem i w tak niedogodnych okolicznościach.
Nieznajomy znowu spróbował zwrócić uwagę Jamesa, ale ten nie chciał z nim rozmawiać. Wyrwał się gwałtownie, potrącając przy tym kolejną osobę. Tym razem trafił na młodego, drobnego chłopaka, który krzyknął oburzony, ale gdy spojrzał najpierw na Jamesa, a później na stojącego za nim Chrisa, skapitulował i potulnie odszedł.

– Daj mi spokój, Ronny! – warknął James do nieznajomego, który próbował mu coś powiedzieć. Gdy się złościł, marszczył brwi w taki sposób, że przypominał swoją matkę. Christopher wciąż pamiętał kłótnie z byłą żoną. Zdał sobie sprawę, że Gabriella patrzyła na niego w podobny sposób, w jaki James mierzył teraz spojrzeniem Ronny'ego.  
– Spokojnie! – rzucił Ronny. – To twój facet? Były facet? – dodał, jakby stwierdził, że Christopher był jednym z największych życiowych błędów w życiu Jamesa, więc musiał należeć do przeszłości.
– Nie – wtrącił się Chris. Czuł, że zaraz straci cierpliwość i przyłoży facetowi, który ośmielił się położyć ręce na jego synu. Siedemnastoletnim synu! Zaczynało się w nim gotować i już miał coś zrobić, gdy wyczuł na ramieniu uścisk. Obejrzał się zaskoczony i zły, ale gdy napotkał ostrzegawcze spojrzenie ciemnych oczu Carlosa, szybko się uspokoił.
Wcześniej Carlos pozostał z boku. James był zbyt skupiony na ojcu, żeby go zauważyć, a Carlos nie wtrącał się, pozwalając działać Chrisowi.
– Uspokój się! – Jego głos był twardy i stanowczy. – Głęboki wdech i wydech – przypomniał. – I zacznij liczyć od dziesięciu w dół. 
– Nie mam czasu na takie pierdoły! – zirytował się Chris. Nie miał najmniejszego zamiaru wchodzić teraz na ścieżkę zen i otwierać wszystkie te bramy chakry, które uwalniają dobrą energię! Niech jego terapeuta się pieprzy. Wątpił, że przewidział taką sytuację, kiedy uczył go tych  wszystkich technik relaksacyjnych. W tej sytuacji żaden cholerny spokój nie wchodził w grę! 
Carlos mocniej zacisnął palce na jego ramieniu i zmrużył oczy, a to znaczyło, że on też robił się zły. Robił się zły, bo Chris był zły, a teraz Chris był przez to jeszcze bardziej zły! Błędne koło! 
– Carlos?! – usłyszeli krzyk Jamesa. – Co ty... Ty...? Ja pierdolę... – podsumował. Zrobił taką minę jak kilka lat temu, gdy Chris uczył go gry w baseball. James nie złapał rzuconej mu piłki i ta uderzyła go w twarz. Wtedy też zaklął, ale Chris nawet nie chciał go za to upominać, bo miał większe zmartwienia. Wiedział, że Gabrielle go zabije, bo baseballową piłką podbił Jamesowi oko. Zapamiętał tę sytuację do końca życia – wściekłość byłej żony, swoje poczucie winy i minę syna. Teraz doświadczył czegoś podobnego. 
– Od kiedy? – Pytanie Jamesa z trudem przebiło się przez szum.
Przeszli bliżej ściany, gdzie mogli spokojnie porozmawiać. Nie tylko on, jego syn i Carlos, ale też Ronny, który chociaż powinien, nie odpuszczał.
– Od kiedy? – James powtórzył pytanie, ignorując Ronny'ego. 
– Co od kiedy? – zapytał Chris, udając, że nie miał pojęcia, o co chodziło.
Od kied... – przerwał, gdy Ronny pochylił się i szepnął mu coś do ucha. Twarz Jamesa zmieniła się – brwi wygięte w lekki łuk znowu się zmarszczyły, rysy stężały, a usta zacisnęły się w hamowanej złości. 
Chrisowi przemknęło przez myśl, że był prawdziwym szczęściarzem – już kolejny raz widział, jak zwykle spokojna twarz syna zmienia się pod wpływem wściekłości. Miał piękną, pełną ekspresji twarz. Nareszcie wyglądał jak Ivory z krwi i kości. Młody Chris Ivory w całej okazałości! Chwalcie Pana! Jego syn nie był tylko kamiennym posągiem. Też potrafił się wściec! 
Co prawda zrobił już pierwszy krok do bycia prawdziwym Ivorym, ale wciąż nie potrafił wykorzystać swojej wściekłości. Stał i po prostu się złościł, pozwalając Ronny'emu mówić nie wiadomo co. To podziałało na Chrisa jak płachta na byka. Jego ręka wystrzeliła w stronę Ronny'ego. Złapał go za koszulę i przyciągnął do siebie. 
Odpieprz się od niego, rozumiesz?! – zapytał z wściekłością, przysuwając swoją twarz tak blisko twarzy mężczyzny, że mogli wyczuć swoje oddechy. Ten Ronny'ego pachniał alkoholem i miętowymi gumami do żucia.
– Puszczaj mnie! – Ronny spróbował się wyrwać, ale wtedy Chris wzmocnij uścisk, prawie go dusząc. – Dobra, już dobra! Nie mam zamiaru wchodzić między niedokończone sprawy. – Na te słowa puścił Ronny'ego, który ze złością poprawił swoją koszulę. – Dzieciak i tak nie chciał ze mną nigdzie iść – dodał i jego usta wygięły się w drwiącym uśmiechu.
Chris sekundę przed kolejnymi słowami mężczyzny pomyślał, że ten uśmiech nie zwiastował niczego dobrego. Miał rację.
Może ty będziesz miał z nim więcej szczęścia. Widać, że coś do ciebie ma.
Christopher uderzył Ronny'ego, który wpadł na grupkę ludzi i popchnięty jeszcze przez nich, upadł na podłogę.
– Jezu Chryste, zwariowałeś?! – syknął Carlos, odciągając go. Stanął między nim a Ronnym, żeby nie doprowadzić do bójki. 
Sam się o to prosił. – Chris uśmiechnął się z satysfakcją, bo niedoszły kochanek jego syna wstał i rzucił im ostatnie gniewne, pełne upokorzenia spojrzenie, po czym odwrócił się i odszedł. Nie chciał wdawać się w niepotrzebne bójki i bardzo dobrze, bo Christopher nie miał w zwyczaju odpuszczać. A taki facet jak Ronny mógłby tego nie przeżyć. Chris był naprawdę dobrze zbudowany. Potrafił przyłożyć. Jego prawy sierpowy swojego czasu nie miał sobie równych. 
Jak cię tutaj wpuścili, do cholery? – zapytał Jamesa agresywnym tonem. Kiedy tylko pomyślał, co jego syn mógł robić w takim miejscu, z tymi wszystkimi napalonymi mężczyznami, miał ochotę jeszcze raz komuś przyłożyć. A myślał, że to ze swoimi córkami będzie miał największy problem. Dobre sobie! – Ostatni raz jesteś w tym klubie! – dodał w przypływie bezsilnej złości, ale James zignorował go. Zachował spokój, a to jeszcze bardziej zirytowało Chrisa. Jego syn miał tylko siedemnaście lat! Powinien być niecierpliwy, żywiołowy i porywczy! Powinna w nim buzować ta młodzieńcza, buńczuczna krewa, a on zachowywał się jak czterdziestolatek! 
– Nie wierzę – powiedział James i pokręcił głową. – Nie wierzę – dodał i zmierzył najpierw Chrisa, a później Carlosa krytycznym spojrzeniem.
Carlos pochylił się i szepnął do ucha Chrisa:
Powinieneś porozmawiać z nim na osobności. Najlepiej na zewnątrz – zaproponował. Mimo wyprostowanej sylwetki i mocnego, stanowczego tonu głosu, Christopher zrozumiał, że on też nie czuł się pewnie w tej sytuacji. A trzeba dodać, że Carlosa trudno było wybić z równowagi. Zwykle zachowywał się przesadnie arogancko.
– Wyjdziemy? – zapytał więc Christopher. 
James przez chwilę nie odpowiadał, ale w końcu skinął głową.
– Tak, tutaj nie da się rozmawiać. Ja... ja tylko powiem przyjaciołom, że idę – oznajmił i obejrzał się w stronę baru.
Dopiero wtedy Christopher zobaczył, że przypatrywała mu się para młodych chłopaków. Jeden wyglądał całkiem normalnie – w eleganckiej koszuli, z lekko kręconymi, brązowymi włosami, prezentował się schludnie i wzbudzał jego zaufanie. W przeciwieństwie do drugiego. Ten wyglądał na typowego buntownika, a Chris nie chciał, żeby jego syn zadawał się z takimi ludźmi. Pofarbowane na różowo, krótkie włosy, kolczyki, które z tej odległości były ledwo widoczne, ale Christopher wiedział, że chłopak miał piercing na twarzy. No i jeszcze te ubrania! Skóra, potargane spodnie i ciężkie buty. Nie dość, że buntownik, to jeszcze jakiś narkoman! – pomyślał ze złością. Ani myślał puszczać do tego towarzystwa Jamesa.
– Kto to jest? – zapytał ostro, łapiąc syna za ramię, żeby mu nie uciekł. Wskazał palcem na przypatrujących im się chłopaków.
– To moi przyjaciele z liceum! – obruszył się James. – Przestań. Przyszedłem tutaj z nimi. Muszę im powiedzieć, że...
To ci przyjaciele, do których cię zawiozłem? – Christopher prychnął. – Wiedziałem, że ten dom był jakiś dziwny. Co to za dziwoląg, z którym się zadajesz? – zapytał ostro. – Gdyby twoja matka się o tym dowiedziała...
– Tak samo jak o tobie! – wytknął James. – Wie, że jesteś gejem? Że jesteś z... – Spojrzał na Carlosa i zamilkł. Jego górna warga drgnęła, odsłaniając przednie zęby.
Idź im powiedzieć – Chris skapitulował i puścił go. – Będę czekał na zewnątrz. Masz dziesięć minut – dodał i skinął głową na Carlosa. Musiał wyjść i zapalić. W końcu przez nich wszystkich nabawi się raka płuc i tyle z tego będzie. Gdyby jego matka wiedziała, ile paczek jest w stanie wypalić, gdy się denerwował (a denerwował się zdecydowanie za często) chyba sama by go zabiła, przed tym, jak dopadłoby go jakieś choróbsko. Zapali, pogada z Carlosem, a później zajmie się Jamesem. 



Lekki, chłodny wiatr koił zszargane nerwy Chrisa, uspokajając go co prawda w niewielkim stopniu, ale na dobry początek to wystarczyło. Odetchnął pełną piersią i rozluźnił spięte mięśnie. Duchota klubu, ogłuszająca muzyka i ścisk spoconych ciał działały na niego jak płachta na byka. Przy wyjściu na zewnątrz zaczął przepychać się na siłę, przez co potrącił kogoś i tylko cudem uniknęli kolejnej bójki. Skończyło się tylko na ostrej wymianie zdań, którą ochroniarze szybko ukrócili. Teraz Christopher stał na chodniku i palił już drugiego papierosa. Jego dłonie drżały lekko, a on cały czas zerkał na wejście do klubu.
Nigdy bym nie pomyślał, że... – zaczął Carlos, ale widząc wzrok Christophera zamilkł. – Uspokój się, Chris – rzucił i wyciągnął rękę po paczkę papierosów, kiedy Chris tylko zaklął. Odpalił jednego i zaciągnął się nim mocno.
Ten widok zawsze poprawiał Chrisowi nastrój. Uwielbiał sposób, w jaki Carlos trzymał papierosa, przysłaniając przy tym twarz. Z przyjemnością patrzył na to, jak wciąga policzki, gdy się zaciągał, a później wypuszcza go niczym byk – nosem i ustami. W przypadku Carlosa palenie papierosów stawało się prawie erotycznym aktem.
– Wiesz, co mnie najbardziej wkurwia? – zapytał. – Że on może być taki przeze mnie.
Co? – Carlos prychnął. – Na rany Chrystusa, zwariowałeś! Już naprawdę ci odbiło.
– Ojciec pedał i syn też. Gabrielle, kiedy się o nim dowie, zabije mnie.
– Skąd wiesz, że jest gejem? Matko święta, Chris, może on... Może przyszedł tutaj ze znajomymi? Przyjaźni się z jakąś parą gejów i przez to sam nie wie, czy nie chciałby spróbować z facetem. Wiesz, jak to jest w tym wieku. Dzieciaki chcą eksperymentować, żeby sprawdzać, co im pasuje, a co nie. Powinien eksperymentować! Ja sam to robiłem w jego wieku na potęgę!
Chcesz mi powiedzieć, cholera jasna, że mam namówić syna, żeby podrywał facetów? – Chris spojrzał na Carlosa sceptycznie. – Świetny pomysł, powiem mu: James, dobrze, że tutaj przyszedłeś, zobacz, jak potrafi obciągnąć facet!
Carlos roześmiał się i pokręcił szybko głową.
Jezu, Chris, nie! Nie możesz mu tak powiedzieć! Zwariowałeś?! – Z trudem hamował śmiech. – Jak obciągnie mu facet, to na pewno zostanie już gejem!
Ty naprawdę myślisz, że to jest śmieszne? – Chris miał grobową minę w przeciwieństwie do Carlosa, który starał się stłumić śmiech, przysłaniając twarz ręką. – Zaraz się okaże, czy James jest gejem, czy nie, ale jeśli tak... – Zacisnął usta i rozgniótł niedopałek butem tak mocno, że z peta została tylko miazga. – James to mój syn, a ja się nawet nie domyślałem, że może być gejem. Że jest, cholera jasna, gejem, nie wiem. Powinienem jakoś wyczuć jego wahanie!
Naprawdę nie powinieneś się obwiniać. – Carlos dotknął jego ramienia. Przy wejściu znowu ktoś się awanturował, ale nie zwrócili na to uwagi. – Matko święta, James jest normalnym chłopakiem! Przestań panikować. Może nie być gejem, a może nim być, nie zmienisz tego!
Ten facet się do niego dostawiał! Na pewno nie przyszedł tylko po to, żeby wypić piwo! Jak on zdołał wejść? Zaraz pozwę ten pieprzony klub za wpuszczanie małolatów!
Na miłość boską! – warknął Carlos i szarpnął go, kiedy jakiś mężczyźni obejrzeli się na niego. – Uspokój się. Nawet, jeśli twój syn jest gejem, to nic złego. Sam nim, do cholery jasnej, jesteś!
Chris wziął głęboki oddech, z poczuciem winy patrząc na Carlosa. Oczywiście jego facet miał rację, ale on i tak czuł złość, zaskoczenie i w pewien sposób rozczarowanie. Nie Jamesem, ale sobą.
Gdybym był lepszym ojcem, wiedziałbym. Gdybym miał tylko z nim lepszy kontakt... – Zamilkł, gdy spojrzał na wejście do klubu. James pojawił się na ulicy i podszedł do nich z wisielczą miną. Nie wyglądał, jakby był zachwycony.
Zostawiam was samych – oznajmił Carlos i zawahał się, bo chciał pocałować Christophera. W tych okolicznościach uznał jednak, że to nie byłby najlepszy pomysł. – Zadzwoń do mnie później – poprosił i posłał mu uśmiech, który sprawił, że Chris nie wytrzymał. Pochylił się i pocałował Carlosa. Ten pocałunek nie tylko stanowił jasny komunikat dla Jamesa, ale przede wszystkim uspokoił Chrisa.
– Naprawdę jesteście razem? Ty i Carlos?– zapytał James, kiedy Carlos wrócił do klubu. – Mieszkacie razem?
– Nie, to znaczy tak – rzucił Chris rozkojarzonym tonem. – Przejdziemy się? Niedaleko jest jedna knajpka, zjemy coś i pogadamy. Może być?
James tylko skinął głową, więc ruszyli chodnikiem wzdłuż ulicy. Co chwilę mijali ich roześmiani ludzie. Był w końcu piątek, a oni znajdowali się w centrum Los Angeles. Miasto o tych godzinach wciąż tętniło życiem. Tym razem zniknął zgiełk panujący w ciągu dnia, zapach kurzu zastąpiła woń alkoholu, którą dało się wyczuć od niektórych przechodniów. Ulice przestały być tak zakorkowane jak podczas porannych i popołudniowych godzin szczytu. Hałas dobiegał teraz z nocnych klubów i pubów, Miejsca zamknięte w ciągu dnia, ożywały nocą. Na ulicy pojawiło się też więcej bezdomnych, odsłaniając tę drugą, ciemną stronę nocnego życia w Mieście Aniołów. Tę stronę, której – zdaniem Christophera – James nie powinien jeszcze poznawać.
Przeszli w milczeniu dwie przecznice. Każdy z nich pogrążony był we własnych myślach. Christopher zastanawiał się, jak powinien zacząć temat, co powiedzieć Jamesowi i najważniejsze – w jaki sposób podejść do tej rozmowy, żeby nie wystraszyć syna. Miał wrażenie, że chociaż nigdy nie dogadywali się zbyt dobrze, teraz wyrósł między nimi jeszcze wyższy mur. Paradoksalnie rzecz, która mogłaby ich połączyć, stworzyła między nimi jeszcze większy dystans. Christopher nie wiedział, co kłębiło się w głowie jego syna, ale bał się poznać jego myśli. Bał się, że stanie się nie tylko ojcem, który zawsze za dużo wymagał. Teraz będzie tym znienawidzonym ojcem, który nie dość, że oszukiwał rodzinę, to teraz chce prawić Jamesowi rady.
Ten bar jest w następnej przecznicy – odezwał się, a kiedy nie uzyskał odpowiedzi, zapytał: – Chodziłeś już wcześniej do klubów? – Skoro już się odezwał, postanowił wykorzystać szansę. Później może nie mieć na tyle odwagi, żeby znowu zacząć rozmowę. – To znaczy... tak ogólnie do klubów – dodał szybko, widząc wzrok Jamesa. – Nie masz jeszcze dwudziestu jeden lat, jak cię wpuścili?
James wzruszył ramionami, a on spróbował powstrzymać ogarniającą go falę złości. Nie mógł wybuchnąć, przecież dopiero zaczynali sobie wszystko wyjaśniać. Żałował, że nie było z nim Carlosa, bo jego partner jakimś cudem nauczył się hamować jego wściekłość.
Policzył w myślach do dziesięciu i odetchnął głęboko. Teraz naprawdę powinien się postarać, bo to będzie trudna rozmowa. Trudna i ważna dla nich obojga. Naprawdę, gdyby jeszcze wczoraj ktoś powiedział mu o tym, jak zacznie weekend, wyśmiałby go. Lepiej – gdyby ktoś przepowiedział mu dwadzieścia lat temu, jak będzie wyglądało jego życie po czterdziestce, wyśmiałby go, a później pewnie zwyzywał. W czasie studiów był szaleńczo zakochany w Gabrielle, w końcu dla niej przewrócił swoje życie do góry nogami.
– To tutaj – odezwał się nagle, wskazując na rozświetloną knajpę. Wyglądała niezbyt zachęcająco – z przeszkloną ścianą frontową i kiczowatym, podświetlonym na czerwono szyldem „Amerykańskie cuda”.
Christopher wyczuł na sobie sceptyczny wzrok syna. Spróbował się uśmiechnąć.
– To naprawdę niezła knajpa – spróbował obronić to miejsce – może nie wygląda zachęcająco i kelnerki są wredne, jakby ciągle miały okres, ale... – zaciął się, widząc minę Jamesa. – Ale jedzenie jest naprawdę niezłe.
– Dobra, nieważne. – James wzruszył ramionami i wszedł do środka.
W lokalu panował umiarkowany ruch. Klienci zaliczali się do wszystkich grup wiekowych – było tutaj kilka par nastolatków schowanych w najdalszych boksach, rząd podchmielonych facetów przy barze i dwie większe grupy znajomych, którzy zajęli cztery loże.
Chodź – polecił Christopher i skierował się do stolika przy szybie, jak najdalej od baru i głośnej grupy znajomych.
Zajęli miejsca i już po chwili podeszła do nich kelnerka – młoda i całkiem ładna, choć James wcale nie zwrócił na nią uwagi. Christopher uważnie go obserwował, jakby jedno ukradkowe zerknięcie jego syna na jej biust mogło go uratować przed byciem gejem.
– Proszę – odezwała się, podając im wysłużone, duże karty z listą dań. – Nie mamy dostępnego menu śniadaniowego, skończyły się też steki i burgery. Polecam pancakesy, zwłaszcza z syropem klonowym. – Posłała im zmęczony, ale szery uśmiech.
James nie odezwał się ani słowem, więc to Christopher musiał podziękować za przyniesienie kart.
– Całkiem niezła była – rzucił mimochodem, gdy już zostali sami. Wiedział, że powinien ugryźć się w język, bo właśnie wyciągnął z klubu gejowskiego swojego siedemnastoletniego syna. Insynuowanie w tym momencie czegokolwiek było idiotyczne, a jednak nie potrafił się powstrzymać.
– W twoim typie? – James spojrzał na ojca gniewnie. Wyglądał, jakby chciał się obejrzeć za dziewczyną, ale jednak tego nie zrobił.
A w twoim? – Christopher uniósł brwi. Miał wrażenie, że alkohol, który wcześniej wypił, już z niego wyparował, ale mimo wszystko czuł, że wciąż nie myślał racjonalnie. – Zamówmy lepiej coś – dodał już łagodniej i opuścił wzrok na kartę.
Wybierali jedzenie w ciszy, a napięta atmosfera zdawała się gęstnieć z każdą kolejną chwilą. Christopher czuł się coraz bardziej zagubiony w swoich myślach, obawach i wizjach, a James wyglądał, jakby zaraz miał zdzielić go tą kartą po głowie i wyjść.
Nawet nie zauważyli, kiedy dziewczyna znowu do nich podeszła.
Co podać? – zapytała.
Christopher o mało nie podskoczył, wystraszony jej wysokim głosem.
– James, co bierzesz? – zwrócił się do syna.
Szejka bananowego. – James zamknął kartę i podał ją kelnerce, która uśmiechnęła się kolejny raz. Dziewczyna mogła mieć dwadzieścia, góra dwadzieścia kilka lat, a mimo to nieopierzony James, który nawet nie mógł zapuścić zarostu, chyba spodobał jej się na tyle, że mimo późnej godziny, zdobyła się na sympatię i podjęła nawet słabą próbę flirtu.
Christopher zdał sobie sprawę z tego, że jego syn mógł się podobać. Mimo swojego młodego wieku i chłopięcego wyglądu mógł nawet wyglądać na starszego. Łączył w sobie kobiecą łagodność i męską zmysłowość. Oczy – odziedziczone po matce, zwykle przepełniał spokój i jakaś dziwna melancholia. Szeroki, mięsisty nos dodawał charakteru, a usta – takie same jak u niego, uśmiechały się zupełnie innym rodzajem uśmiechu, który bez względu na wszystko przepełniał Christophera ciepłem i poczuciem tak dużej dumy, że wtedy przestawało się liczyć cokolwiek. Ważna była tylko myśl, że James, jego syn, był idealnym zlepkiem cech jego i Gabrielli, a jednocześnie miał w sobie na tyle siły i determinacji, żeby stać się kimś więcej niż tylko ich kopią. Zdążył się już zorientować, że często – zwłaszcza w sytuacjach stresujących – stawał się bardziej sentymentalny jeśli chodziło o jego dzieci. Wtedy agresja znikała, zastąpiona przez tkliwość.
A dla pana? – zapytała kelnerka, która już dawno zapisała zamówienie jego syna i wciąż czekała na odpowiedź od niego. – Co dla pana będzie? – powtórzyła pytanie. Christopher zamrugał, zdając sobie sprawę, że jak idiota wpatrywał się w jej długopis – różowy pompon przyczepiony do niego podskakiwał zabawnie za każdym razem, jak dziewczyna nim poruszała.
To, o czym pani wcześniej mówiła – wydusił, oddając jej kartę.
– O szejku?
– Nie, o tych pancakesach i może też niech będzie szejk, ale waniliowy.
Dziewczyna zapisała wszystko i odeszła, a to znaczyło, że Christopher powinien w końcu rozpocząć tę rozmowę.

11 komentarzy:

  1. O nie!!! Serio?! Pierwszy raz w zyciu jestem tak zly, gdy rozdzial sie skonczyl w takim momencie. Nie wiem dlaczego, ale ojcowie geje dzialaja na mnie jak plachta na byka. Nie wiem czemu, ale no. Ojciec jest gejem, ma dziecko i potem go zostawia, zeby byc z jakims facetem. Ale rozumiem - czlowiek odkrywa siebie bardzo dlugo.
    Nie lubie Chrisa, wydaje sie byc takim bucem aroganckim. A moze to lepsze okreslenie dla jego faceta? I kim ogolnie jest Carlos skoro James go zna? Przyjaciel rodziny?
    Jesli sie jeszcze okaze, ze Chris byl z Carlosem jeszcze jak byl w zwiazku z matka Jamesa to... to bedzie koniec ;(
    Tak bardzo nie lubie zdrad ;(
    Ale w sumie mysle, ze to ciekawy watek - ojciec i syn sa tej samej orientacji seksualnej. Mysle, ze jakby chodzilo tylko o Jamesa to byloby po prostu nudno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, przepraszam, ja lubię drażnić czytelników ;) Trafiłeś w punkt zwłaszcza z Carlosem, z Chrisem może też, wszystko zależy od interpretacji. Niejasności będą się wyjaśniały, nawet dość szybko, bo nie będę rozwlekała akcji.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Okej, czyli teoria o tym, że ojciec i syn będą razem imprezować została obalona tym rozdziałem. Za to będą razem rozmawiać i jestem ciekawa jak to się potoczy.Mało rozmowny James i Christopher ze słabym podejściem do syna.Carlos to znajomy ojca jeszcze chyba jeszcze za czasów małżeństwa skoro młody go zna.
    Wincyj humoru! Tak jak poprzednio! Nawet po rozmowie.
    Gorąco pozdrawiam ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedno 'jeszcze' wystarczyło.

      Usuń
    2. Masz rację z humorem, zmarkotniałam trochę piszą KiW i muszę pilnować komediowego humoru. Postaram się poprawić ;)

      Usuń
  3. " niedopałem" - niedopałem? "Niedospałem" to ja znam, "niedopałek" też. Ale "niedopałem"? ;) :D

    Według mnie to wszystko za szybko się dzieje... I jakoś tak... Nie wiem. Ja na miejscu tego całego Chrisa stanęłabym na głowie, żeby to jakoś odkręcić, a on tu jeszcze odwala manifę na środku ulicy i przyznaje się ot tak: "Taa... Mam romans z facetem". To prawie tak, jakby ktoś zapytał: "Czy to ty zabiłeś Stefana?", a odpowiedź: "Jasne... I jeszcze piętnaście innych osób". Jakieś to wszystko jest za proste, za łatwo poszło. Albo ten gość nie myśli, albo nie ma za grosz asertywności, albo ja nie wiem... :D

    "Miaście Aniołów" - Mieście, nie Miaście. ;)

    Jak wygląda "mięsisty nos"? Znam szeroki, długi, zadarty, garbaty, orli... Ale mięsisty?

    Przez Gabrielle i Carlosa przypomniały mi się "Gotowe na wszystko". :D

    Też nie jestem fanką historii, w których i ojciec i syn są gejami... Zraziłam się od czasu książki Szczygielskiego... :/ No, ale zobaczymy, jak to się rozwinie, bo styl masz dobry i przyjemnie się czyta.

    ~Arco Iris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, moje niedopatrzenie. Zwyczajnie nie zauważyłam tych dwóch pierwszych przeinaczeń. Czepiasz się trochę, jakby to było napisane przez niewiedzę (tak wynika z tonu wypowiedzi).
      A coś takiego jak mięsisty nos akurat istnieje (proponuję wpisać w Google i tam są wypisane kształty nosa - jednym z nich jest właśnie mięsisty).

      Usuń
    2. Literówki poprawione. Jeśli chodzi o akcję z jednej strony masz rację. Zdaję sobie sprawę, że wszystko dzieje się szybko - że ojciec od razu się przyznał, zamiast udawać i grać na czas. No właśnie, to byłaby tylko gra na czas, typowe w tego typu wątkach, nie chciałam tego przedłużać. Wprowadzać takiej akcji, której można się spodziewać. Zresztą wszelkie próby "wymigania się" byłyby zbędne, James zareagował szybko i stanowczo, więc po co Chris miałby się wypierać? Nie jest taki, co - mam nadzieję - pokażę w kolejnych rozdziałach.

      W przypadku "mięsistego nosa", polecam książki Baldwina. On miał tyle określeń, które nauczono mnie w sieci "tępić", że teraz już podchodzę do wszystkiego z większym dystansem. Nawet, jeśli komuś nie podoba się takie połączenie, albo ktoś go wcześniej nie słyszał. Jest częścią mojego stylu :)

      Na punkcie "Gotowych na wszystko" miałam świra. Wybierałam imiona na chybił trafił, ale teraz widzę, co mi siedziało w głowie :D Gabriella i Carlos byli moją ulubioną parą bohaterów. (Jeśli pojawi się Susanne pewnie będzie czarnych charakterem, bo jej nie znosiłam).

      Od Szczygielskiego czytałam tylko Berka, podobało mi się, ale ciężko odnieść mi się do wątku ojciec-gej, syn-gej w jego książkach, bo go nie znam. W przyszłości nadrobię zaległości :)

      Cieszę się, że przyjemnie się czyta i podoba Ci się mój styl. Dziękuję za krytyczny komentarz, naprawdę takie lubię, bo zmuszają do myślenia. Mam nadzieję, że później skomentujesz, czy wątek tak szybkiego rozwiązania sprawy ojca-geja udało mi się obronić czy nie. Będę czekała na szczerą opinię :)

      Dzięki za komentarz.

      Usuń
  4. O matko znowu nic się nie wyjaśniło.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytane i cóż mogę napisać - podoba mi się. :D Jestem ciekawa, czy ojciec stanie na wysokości zadania. :D Niektóre tekściki i zwroty po prostu cudo <3 tak, tak, oczywiście, bo jak syn-gej zerknie na biust kelnerki, to będzie dowód, że jest heterykiem. <3
    kocham :D

    OdpowiedzUsuń
  6. hej hej kiedy trzeci rozdział , nie długo połowa czerwca

    OdpowiedzUsuń