niedziela, 18 czerwca 2017

20. Kotwica i wyspa

Skończyłam w końcu pisać ostatni rozdział 1 części KiW. Czerwiec nie jest dla mnie zbyt łaskawy, mam masę obowiązków i zdecydowanie za mało czasu, żeby wszystko ogarnąć, ale KiW nie dawało mi spokoju, więc musiałam przysiąść i je dokończyć. Nawet kosztem innych rzeczy. 
Jestem bardzo ciekawa waszych opinii. Wiem, że to nie koniec historii Jaśka i Błażeja, bo czeka nas jeszcze 2 część, a nie bez powodu podzieliłam opowiadanie na 2 części ;)
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem i będę wdzięczna za kolejne, zwłaszcza takie podsumowujące całą 1 część. Za niedługo siadam do poprawiania 1 części. Oczywiście bez znaczących zmian. Chcę dodać kilka scen, głównie z dzieciństwa bohaterów i podrasować opisy miejsc, bo wiem, że z tym było trochę krucho. Być może osadzę też historię w konkretnym czasie i miejscu? Z tym mam największy problem, bo KiW funkcjonowało trochę w próżni. To mi się podobało, ale na dłuższą metę nie wiem, czy było dobrym rozwiązaniem. Piszcie, co jeszcze mogłabym poprawić, żeby opowiadanie było lepsze! :) 
Przyszły tydzień zapowiada się okropnie, więc trzymajcie kciuki, żebym wróciła z tarczą, a nie na tarczy! Postaram się dodać Tylko nie mów mamie pod koniec tygodnia. 

Nie przedłużając, zapraszam na rozdział :) 


 Rozdział 20

Już z daleko Błażej zobaczył słabe światło, tlące się w oknie. Był tam! Ulga, która go zalała, wywoła uśmiech na jego ustach. Był tam, czekał i w końcu, nareszcie, po tych kilku miesiącach, uda im się porozmawiać.
Wpadł do chatki jak huragan. Otworzył drzwi z takim impetem, że te uderzyły o ścianę. Jasiek drgnął. Siedział przy stole i bawił się pustą paczką papierosów. Na jego twarzy też pojawiło się uczucie ulgi, gdy go zobaczył. Czekał tak długo, że zaczynał wątpić, że jednak przyjdzie.
– Jesteś – przywitał go. Teraz czuł, że powinien już coś powiedzieć, bał się tego, że jeśli nadal będzie milczał, Błażej wyjdzie.

– Co ty tu, kurwa, robisz?! – warknął Błażej. Nie ruszył się z miejsca. Stał w otwartych drzwiach i wpatrywał się w Jaśka z mieszanką wściekłości, szoku i czegoś jeszcze. Czegoś, co Jasiek nie potrafił nazwać, ale utwierdziło go tylko w przekonaniu, że dobrze zrobił, wracając tutaj.
– Czekam na ciebie już kilka godzin, Kozierski! – Chciał zażartować, ale nie wyszło. Szybko zorientował się, że Błażej wcale nie był w nastroju. – Chcę pogadać. Wyjaśnić. – Wstał z krzesła. Wyobrażał sobie już tę rozmowę, analizował ją w głowie tysiąc razy i wciąż tak bardzo się bał, że to nie wyjdzie. Że coś wymknie mu się spod kontroli i żaden scenariusz się nie wydarzy.
– Popieprzyło cię, żeby przychodzić do baru?
Błażej w końcu wszedł do chatki i zamknął drzwi. Zasłonił też okna, bo bał się, że jeśli nie Tymek, to Krystian ich tutaj przyłapie. Stał przez chwilę odwrócony do Jaśka plecami. Obaj milczeli.
– Nie wiedziałem, gdzie cię szukać.
– Tymek o nas wie – warknął.
– Co?
– Tymek o nas wie! – Już dawno chciał mu to powiedzieć. W końcu nareszcie dostał na to szansę. – Widział, jak się lizaliśmy, zanim stąd spieprzyłeś.
Stał przed nim oddychając ciężko, zaczerwieniony jak po biegu i Jasiek nie wiedział, czy ten rumieniec był oznaką wściekłości, czy wstydu.
– Powiedział komuś? – zapytał słabo. Był pewien, że to co zaszło kilka miesięcy temu, zostało tylko między nimi. Nie sądził, że wpakował Błażeja w kłopoty.
– Nie, ale zaczął mi grozić, że mam z tobą zerwać – przyznał i uśmiechnął się chłodno. Ten uśmiech zupełnie do niego nie pasował. – Jak spieprzyłeś z osiedla, myślałem, że dlatego, że z tobą gadał. Ale tak w zasadzie, to wyświadczyłeś mu przysługę.
Jasiek musiał ugryźć się w język, żeby nie zapytać, czy to przypadkiem nie jemu, Błażejowi, ją wyświadczył.
– Dlaczego wyjechałeś? – Błażej zmrużył oczy, zirytowany jego milczeniem.
Podszedł do stolika, a Jasiek poczuł znajome napięcie. Chciał go dotknąć, położyć rękę na gorącej skórze i przypomnieć sobie jej zapach. Pocałować, żeby znowu poczuć smak jego ust. Najbardziej brakowało mu właśnie seksu z nim. We wspomnieniach stał się on jeszcze bardziej namiętny, jeszcze bardziej zatracający. Te wspomnienia uzależniły Jaśka od niego.
– Grażyna wywaliła mnie w mieszkania. Znajoma zaproponowała mi, żebym się przeniósł. Mieszkała w innym mieście, no wiesz, własna kawalerka, dwa pokoje i salon. Z dala od tego całego syfu...
Błażej spojrzał na niego ostro. Już nie był zaczerwieniony, teraz jego twarz przypominała kartkę papieru. Mięśnie stężały, a on sam wyglądał, jakby zaraz miał wybuchnąć.
– Wiem, że się nie odezwałem. I wiem, że pewnie jesteś na to cholernie wkurwiony. Sam bym był, gdybym odwalił coś takiego. – Jasiek roześmiał się krótko, nerwowo. – Chcesz mi przywalić? No dalej, śmiało – zachęcił go – przypieprz mi. Zasłużyłem na to. No nie patrz tak, dalej! – warknął, kiedy Błażej nic nie zrobił. Złapał go za nadgarstek i przybliżył do swojej twarzy. – Wpierdol mi. Twoi kumple już dawno by to zrobili! Nie bądź cipą!
Błażej wyrwał rękę i odsunął się. Oddychał głęboko, a Jasiek, patrząc na niego, poczuł zbierające się w nim pożądanie. Wściekły Błażej zawsze wyzwalał w nim coś takiego, że nie potrafił nad sobą zapanować...
– Nie wrócę już tutaj – rzucił, jakby tymi słowami mógł go sprowokować. Może mógł? – Nie ma takiej opcji. Przyjechałem tylko po to, żeby pogadać. Zabieram swoje rzeczy od Grażyny i stąd wypierdalam. Nie chcę mieć z tym miejscem nic wspólnego. Nawet nie masz pojęcia, jak się żyje z dala od tego syfu. Nie ma porównania. Nie ma najmniejszego porównania. Tutaj jest pierdolone gówno, nic nie można osiągnąć. Nie tylko na tym pieprzonym osiedlu. W tym pojebanym mieście. Nie dorobisz się nawet złamanego grosza! – krzyczał coraz głośniej i w końcu nie wytrzymał. Złapał Błażeja za poły kurtki i przyciągnął do siebie. Dyszał ciężko, z trudem panując nad wściekłością i podnieceniem. – Przestań tak, kurwa, patrzeć! No przestań!– Przycisnął biodra do jego uda, dając Błażejowi jasny sygnał, w jakim stanie się znajduje. Zobaczył błysk zaskoczenia w jego oczach i to sprawiło, że uśmiechnął się z satysfakcją, ale zaraz wykrzywił twarz w grymasie pożądania. – Czekałeś na mnie? – zapytał niecierpliwym szeptem, przyciskając Błażeja do kantu stołu. Wyczuł, że on też zaczął się podniecać. – No dalej, powiedz, czekałeś na mnie? Żebym cię wypieprzył? Pieprzył cię ktoś tak dobrze jak ja? Miałeś kogoś? – szeptał gorączkowo, dotykając szyi i szczęki Błażeja, badając je na nowo. Nie ośmielił się go jeszcze pocałować, choć usta paliły go od tej potrzeby.
– Zamknij się! – usłyszał w końcu. – Przychodzisz tutaj po trzech miesiącach i co ty sobie, kurwa mać, myślisz? Włazisz do baru, jakbyś był pieprzonym królem! – Błażej pchnął go. Jasiek przewrócił się, ale zaraz został podniesiony. Zapomniał już, jak silny potrafił być Błażej, choć paradoksalnie wciąż pamiętał to muskularne ciało. Te wspomnienia mieszały się z obawą, że zaraz Błażej naprawdę go pobije. Zdawał sobie sprawę, że był zdrowo popieprzony. Chciał tego, chciał, żeby Błażej mu przyłożył, a później żeby przeszli do seksu. Podniecenie odbierało mu zdolność racjonalnego myślenia.
Błażej uderzył go. Wymierzył celny cios, wkładając w niego całą siłę, jaką miał. Wciąż czuł te kilka piw, które wypił, więc może na trzeźwo by go znokautował, a tak tylko powalił go na ziemię. Patrząc, jak się z niej zbiera, nareszcie poczuł satysfakcję. Marzył o takim widoku, odkąd dowiedział się, że Jasiek wyniósł się z miasta bez słowa wyjaśnień. Chciał go zranić i upokorzyć. Czuł się tak jak kilka lat temu, gdy po raz pierwszy pobił się z Jaśkiem po zerwaniu ich przyjaźni. Wtedy też w każdym ciosie przelewał poczucie rozczarowania, zranienia i osamotnienia, które Jasiek po sobie pozostawił.
– Podnoś się! – krzyknął. Poderwał Jaśka z ziemi i spojrzał na niego z bliska. Jego wargi były zakrwawione. Miał trochę nieprzytomne spojrzenie. Błażej nie wierzył, że znowu miał tak blisko, tuż przed sobą, te zielone oczy. Nienawidził ich teraz bardziej niż czegokolwiek. Tak samo jak tych ust, które splamione krwią, kusiły jeszcze bardziej.
Jasiek uśmiechnął się kpiąco. Jego zęby też pokryła krew. Czuł jej metaliczny posmak w ustach. Wciąż bolał go policzek od uderzenie, ale paradoksalnie chciał kolejnego. Wiedział, że mu się należało. Chciał na własnej skórze zaznać gniewu Błażeja. To głupio brzmiało, więcej – to było chore, ale nie potrafił z tym walczyć.
– Myślisz, kurwa, że wrócisz i będę ci całował stopy? – krzyknął Błażej, potrząsając nim. – Powinienem cię zaciągnąć do Jerzyka, tam by, kurwa, zrobili z tobą porządek. – Popchnął go tak mocno, że Jasiek wpadł na łóżko. Tapczan zaskrzypiał przeraźliwie, jakby już bał się, że po raz kolejny ktoś będzie się na nim kochał. Błażej przez chwilę chciał mu powiedzieć, że owszem, przez cały czas pieprzył się z kimś. Ta chatka już nie należała do nich, należała do niego i Krystiana, bo to oni spędzili tutaj więcej czasu. Przez ostatnie miesiące pieprzył się z Krystianem i nawet mu się podobało. Ale wszystkie słowa ugrzęzły mu w gardle, gdy spojrzał jeszcze raz na Jaśka.
Pokonał dzielącą ich odległość i pochylił się, żeby go pocałować. Zdał sobie sprawę, że to mógł być ostatni raz, kiedy go widział. Nie wiedział, jak to się rozwiąże, ale powinien to wykorzystać. Wyryć w pamięci to ostatnie wspomnienie. Korzystając z wciąż wypełniającego go poczucia nieposkromionego gniewu, powinien zamienić to spotkanie w seks.
Jasiek tylko na to czekał. Oddał mocno pocałunek, ciągnąc Błażeja na siebie. Całowali się gorączkowo i chaotycznie, co chwilę zderzając się zębami, albo przygryzając sobie języki. Jasiek zaczął go rozbierać, na oślep próbując rozpiąć kurtkę, a później bluzę. Od jego zapachu kręciło mu się w głowie. Tak bardzo brakowało mu tego wszystkiego. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak za tym tęsknił.
Przewalił go na łóżko i wszedł na niego. Złapał go za nadgarstki i przycisnął je do materaca. Musiał odsunąć się, żeby spojrzeć na zaczerwienioną, wykrzywioną pożądaniem i zniecierpliwieniem twarz. Jasne, błyszczące spojrzenie Błażeja przeszywało go do kości. Zdążył jeszcze pomyśleć, że chyba nikt w całym jego życiu nie patrzył na niego w taki sposób; po czym został zepchnięty i tym razem to Błażej na niego wszedł. Rozebrali się od pasa w górę i mimo panującego w chatce chłodu, nie było im zimno.
Na ustach Błażeja pojawił się uśmiech, gdy spojrzał na ciało Jaśka. Tatuaże przykrywające prawie całą powierzchnię skóry. Przejechał po nich ręką, czując, jak Jasiek zadrżał.
Wydawał się szczuplejszy niż wcześniej i Błażej był ogromnie ciekaw, co kryło się za tymi trzema miesiącami, podczas których zniknął. Jak zdobył pieniądze? Jak udało mu się spłacić dług i jak teraz wyglądało jego życie? Co robił przez ten czas?
Teraz nie mieli czasu na tego typu rozmowy. Liczył się dotyk, bo to on zasługiwał na największą uwagę. Paląca, uzależniająca bliskość, za którą obaj najbardziej tęsknili.
Błażej ściągnął z bioder Jaśka dżinsy i bokserki. Jeszcze więcej nagości, tatuaży i szczupłego, kościstego ciała. Przypomniał sobie, jak Jasiek potrafił go zdominować, jak łapał go za biodra, odwracał do siebie tyłem i przyciskał go ziemi albo do tapczanu. Jak przysuwał się i Błażej wtedy czuł, jak penis ociera się o pośladki. I nie mógł myśleć o niczym innym, jak o tym, żeby Jasiek go w końcu wziął.
– Co robisz, kurwa?! – usłyszał stłumiony głos Jaśka, gdy odwrócił go na brzuch i przycisnął jego głowę do materaca. Dyszał ciężko, gdy położył się na nim. Jasiek był gorący jak piec.
– Odbieram swoją nagrodę – warknął. Nie pozwolił się Jaśkowi wyrwać. – Pod łóżkiem jest żel, wyciągnij go – polecił, nie poznając swojego stanowczego głosu. Nie wiedział, co tak bardzo podobało mu się w tej dominacji, ale wizja tego, że mógłby wziąć Jaśka całkowicie zawładnęła jego umysłem. Przypomniał sobie, że ostatni raz, kiedy się kochali, on też był na górze. Miał Jaśka. Teraz też chciał go wziąć.
– Nie będ... – Dalsze słowa zostały stłumione, bo Błażej przycisnął jego głowę do materaca jeszcze mocniej.
– Zamknij się – rzucił do jego ucha, parząc je oddechem. Był podniecony do granic możliwości. Poruszył biodrami, żeby jego penis wpasował się między pośladkami.
– Błażej, ja pierdolę! – warknął Jasiek cały czerwony na twarzy. Wyciągnął rękę i spróbował sięgnąć po żel, ale nigdzie nie mógł go znaleźć. Zaklął stłumionym głosem, bo Błażej znowu przycisnął jego twarz do materaca. Serce biło mu jak dzwon. Błażej jeszcze nigdy nie był tak brutalny, a to nakręciło go jeszcze bardziej niż myślał. Chciał walczyć. Myśl o tym, że teraz, kiedy Błażej był w takim stanie, mógłby go zdominować podniecała go jeszcze bardziej.
Błażej zaklął zniecierpliwiony i sam wychylił się po żel i wtedy Jasiek wykorzystał moment. Zrzucił go na podłogę, a później sam wsunął się z materaca i przyblokował go żeby nie mógł się ruszyć. Widział w jego oczach zaskoczenie, a później malującą się jeszcze większą wściekłość, gdy Błażej zrozumiał, co się stało. Jasiek już zablokował jego ręce i zaczęli się siłować. Podłoga była chłodna, z nieuszczelnionych drzwi czuli na nagim ciele podmuchy wiatru. Kurz pod wpływem ich ruchów wzbijał się w powietrze.
– Odpuść – stęknął z wysiłkiem Jasiek, gdy Błażej próbował mu się wyrwać. Mięśnie pod ich skórą były napięte, trzymali się z całych sił. – Odpuść, kurwa! Zawsze byłem na górze.
– Teraz ja będę. – Błażej wierzgnął i w końcu zepchnął Jaśka z siebie. Ten uderzył plecami o nogę od krzesła i jęknął głucho. Błażej złapał go za biodra i przysunął do siebie. Chciał już w niego wejść. Chciał go wypieprzyć i obserwować tę twarz, o której myślał przez ostatnie kilka miesięcy, twarz która nie dawała mu spokoju.
– Nie, kurwa, czekaj! – syknął Jasiek, próbując uciec biodrami. – Weź chociaż ten jebany żel – syknął i spojrzał pod tapczan. Udało mu się dostrzec małą buteleczkę, więc wychylił się i sięgnął po nią. Była opróżniona do połowy.
Błażej chciał ją wziąć, ale Jasiek mu na to nie pozwolił. Spojrzał na niego niedowierzająco, z niemym pytaniem w oczach. Nie spodziewał się, że...
– Krystian? – zapytał domyślnie. Błażej dopiero po chwili zrozumiał, o co Jaśkowi chodziło. Jego twarz stężała, a on wyrwał mu żel. Bez słowa go otworzył i chciał go rozprowadzić na penisie, ale wtedy Jasiek odepchnął go i uderzył. Działał tak błyskawicznie, wkładając w swoje ruchy tyle siły, że Błażej już po kilku sekundach wylądował na brzuchu, przyparty do podłogi.
– Chyba ci się nie nudziło, co? – usłyszał zachrypnięty, zabarwiony wściekłością głos Jaśka. Ogarnęło go jakieś nieznane, łaskoczące uczucie, które spowodowało, że żołądek zacisnął mu się z ekscytacji, a po ciele przeszło przyjemne ciepło, inne niż to, które rozsadzało go, gdy był podniecony. To było coś nowego. Na tyle niezwykłego, że przez chwilę przestał się rzucać i walczyć.
– On cię pieprzył? – Jasiek zadał kolejne pytanie. Zacisnął palce na jego czaszce tak mocno, jakby chciał ją zmiażdżyć. Nie miał na to wystarczająco dużo siły, ale Błażej i tak poczuł pulsujący, tępym ból w okolicach potylicy.
– C-co? – Błażej zmarszczył brwi, oddychał głośno przez usta i już sam nie wiedział, czy bardziej chciałby pieprzyć, czy być pieprzonym. – Odwal się i... – Jęknął, kiedy Jasiek odwrócił go na plecy, a on uderzył boleśnie głową o podłogę. Jasiek pochylił się nad nim, a jego twarz wykrzywiał grymas wściekłości. Dwie czerwone, nierówne plamy na jego policzkach nie można było już nazwać zwykłym rumieńcem, wyglądały niezdrowo, jakby Jasiek miał gorączkę. Oczy błyszczały się i stały się ciemniejsze niż zwykle, może to przez stłumione światło, może przez mieszankę emocji, z którymi właśnie Jasiek walczył.
Jasiek nie odpowiedział. Rozsunął gwałtownie uda Błażej i sięgnął po żel. Patrzył na tubkę tylko chwilę dłużej niż powinien, w końcu wycisnął go sobie na palce, a później rozprowadził po penisie. Oddychał głęboko, mięśnie jego twarzy wygładziły się, czerwień plamiąca policzki ustąpiła miejsca zdrowemu rumieńcowi i już nie spojrzał na Błażeja, kiedy w niego wchodził.
Zawstydzający, niekontrolowany jęk wyrwał się Błażejowi z gardła, gdy poczuł go w końcu w sobie. Był trochę zdezorientowany, bo emocje nagle opadły. Wściekłość zniknęła, zastąpiona przez dziwny chłód, który nie pasował do Jaśka. Błażej obserwował wszystko z niepewnością, w każdej chwili przygotowany na jego wybuch.
Jeżeli wcześniej jeszcze rozumiał tę sytuację, tak teraz zupełnie przestał. Jasiek zmarszczył brwi i pchnął, wydając z siebie krótkie sapnięcie. Wysunął się i pchnął znowu, tak mocno, że Błażej przesunął się na podłodze. Skrzywił się, gdy poczuł, jak zdziera mu się skóra na plecach, ale nic nie powiedział. Wpatrywał się szeroko otwartymi oczami, chłonąc widok Jaśka.
Chciał coś powiedzieć, przerwać to pełne napięcia milczenie, zmusić Jaśka, żeby na niego spojrzał. Z głowy uciekły mu jednak wszystkie słowa, które miały jakiś sens.
Oddychali głośno, Jasiek, gdy pchnął mocniej, stękał cicho, zamykając oczy i odchylając głowę, a Błażej zaciskał zęby, nie chcąc się zdradzić. Nawet na moment nie spuszczał spojrzenia z Jaśka i ogarniał go niespodziewany strach, gdy zdawał sobie sprawę z tego, że to naprawdę może być ich ostatnie spotkanie.
– Jasiek – wychrypiał, wiedziony impulsem, że w końcu musi coś powiedzieć. Strach przezwyciężył dumę i zagubienie.
Jasiek wtedy na niego spojrzał. Wyglądał na zaskoczonego tym, że Błażej jednak się odezwał. Wyraz jego twarzy złagodniał, pochylił się i oparł ramieniem nad jego głową, a przez twarz przebiegł mu dziwny cień.
Błażej złapał go za włosy i pocałował, mocno zaciskając przy tym oczy, bo nie chciał, żeby Jasiek zobaczył w nich coś, czego nie powinien. Jęknął w jego usta, gdy Jasiek poruszył się znowu, tym razem łagodniej, już bez wcześniejszej siły i wściekłości.
Całowali się niezdarnie. Jasiek starał się skupić na pchnięciach, a Błażej walczył ze sobą, żeby się nie złamać. Tak bardzo się bał, że to już będzie koniec. Jasiek nie wróci na osiedle, nie miał do czego wracać. Tutaj już jego życie się skończyło.
– Rozluźnij się – usłyszał po chwili. Jasiek schował twarz w zagłębienie jego szyi i odetchnął ciężko, parząc skórę gorącym oddechem. – Rozluźnij się, jesteś cały spięty.
Błażej spróbował się rozluźnić. Wsunął palce we włosy Jaśka i przeczesywał je, gdy ten wykonywał kolejne pchnięcia. Ich ciała uderzały o siebie, a oddechy mieszały się za każdym razem, gdy znowu zaczynali się całować.
Doszli, najpierw Jasiek, a później Błażej, dotykając się chaotycznie. Już dawno nie miał tak intensywnego orgazmu.
Po wszystkim leżeli bez sił, wyciągnięci na brudnej podłodze. Przeciąg wiejący od strony drzwi zaczął im przeszkadzać, gdy uspokajali się po seksie. Było zimno, podłoga śmierdziała stęchlizną, ale i w końcu musieli się ruszyć.
– Chodź na tapczan – odezwał się Jasiek. Odchrząknął, gdy jego głos zabrzmiał śmiesznie słabo. – Błażej? – Usiadł i pochylił się nad Błażejem. Ten szybko odwrócił wzrok.
– Taa... chodź na kanapę – mruknął i wstał. Usiedli na tapczanie i teraz Błażej żałował, że nie miał tutaj piwa. Teraz przydałyby się, żeby rozładować atmosferę. Wyżyli się, zaspokoili swoje pożądanie i po wszystkim nie mieli już się czym zasłonić. Doszło do ostatecznej konfrontacji.
Jasiek wiedział, że to na nim ciążył obowiązek rozpoczęcia tej rozmowy, ale to nie było takie łatwe. Musiał pokonać strach i wstyd. Wziął głęboki oddech i zaczął mówić szybko i chaotycznie, jakby bał się, że słowa umkną mu, zanim zdąży je wypowiedzieć:
– Mieszkam u przyjaciółki Nie jest źle. Na pewno lepiej niż u Grażyny. Na razie śpię na kanapie w salonie, ale za dwa tygodnie pokój będzie wolny. Teraz mieszka w nim taka para... Ale się wyprowadzają. Kamila będzie musiała znaleźć dwóch nowych współlokatorów. To znaczy wiesz, mógłbym zostać w salonie i wtedy cały pokój byłby wolny, ale... No, wolę mieszkać w pokoju niż w salonie. To wygodniejsze i... I to pokój dwuosobowy, więc też muszę znaleźć współlokatora... więc... – Plątał się w tej opowieści, co zaczęło go jeszcze bardziej irytować, bo nie dość, że się denerwował, to wątpił, że Błażej cokolwiek z tego zrozumie.
Tak jak przypuszczał – nie zrozumiał. Patrzył na niego tylko w oczekiwaniu, aż powie coś więcej. Powinien powiedzieć więcej, bo ta pokrętna historia nie była żadną próbą wyjaśnienia, co działo się z nim przez te trzy miesiące.
– Kamila jest na pierwszy roku medycyny – podjął Jasiek po chwili. – Uczy się jak posrana po nocach. Dostała po ojcu to mieszkanie, więc je podnajmuje. Wiesz, nigdy nie ma z nią problemu, jeśli chodzi o rachunki. Nawet jak się trochę spóźnię z opłatami. Ona jest w cholerę zorganizowana. Ja taki chyba nigdy nie byłem i nie będę, nawet jakbym się postarał. – Roześmiał się i bezwiednie przeczesał ręką włosy. Już zauważył, że robił tak za każdym razem, gdy się zawstydził. – Nawet nie masz, kurwa, pojęcia, jak mi pomogła, kiedy się przeniosłem. Gdyby nie ona... Jestem jej cholernie za to wdzięczny. – Uśmiechnął się na wspomnienie tamtych chwil. Nie wiedział, co by zrobił bez Kamili. – Tam jest inne życie. Lepsze. Pracuję w salonie tatuażu, płacą więcej niż tutaj. – Uniósł kącik ust w lekko kpiącym, nonszalanckim uśmiechu.
Błażej milczał. Wpatrywał się najpierw w Jaśka, a później w drzwi do chatki. Coraz bardziej zaczynało do niego dochodzić, że to był koniec. Jasiek przyjechał, żeby opowiedzieć o swoim życiu, udowodnić, że tam czuje się dobrze. Ten seks był pożegnaniem, które Błażej przewidział.
– Długi siedzi w więzieniu – mruknął. – To przez ciebie? Podkablowałeś go?
– Co? – Jasiek roześmiał się. – Nie, jasne, że nie. Chyba by mnie zabili, gdybym to, kurwa, zrobił. Nie mieszałem się w to. Jestem czysty. – Uniósł ręce w obronnym geście. – Ani dilerka dla Długiego, ani nic innego.
– Skąd zdobyłeś kasę? – zapytał Błażej wprost.
Jasiek wyprostował się. Milczał dłuższą chwilę, a kiedy się odezwał, nie odpowiedział na pytanie Błażeja.
– Masz fajki?
– W kurtce, możesz też mi dać.
Błażej obserwował go z uwagą, kiedy wstał. Teraz już trzeźwiej, kiedy zaspokoili palącą potrzebę seksu. Dzięki temu mógł dostrzec, że kręgi na jego plecach stały się bardziej widoczne, odkąd ostatni raz go widział. Pochylając się w poszukiwaniu papierosów, jego kościste ciało nabrało jeszcze ostrzejszych kształtów. Błażej nie pamiętał, żeby Jasiek był aż tak chudy. Dostrzegał to po profilu, bo większość rzeczy chowała się za tatuażami. Zmarszczył brwi, gdy dostrzegł nowy wzór. Nie pamiętał go wcześniej. Nachodził na czaszkę, którą miał wytatuowaną na plecach, zdawał się być wykonany na siłę, jakby nieprzemyślany, bo nie komponował się z całością. Ciało Jaśka było przecież dziełem sztuki, każdy tatuaż miał swoje miejsce, a ten psuł trochę tę kompozycję.
Dwa węże splątane ze sobą i nachodzące na czaszkę. Ich ciała wiły się od połowy pośladków przez biodra i kończyły na lędźwiach.
– Nowy tatuaż? – zdziwił się. Wcześniej podczas szarpaniny, nie miał czasu go zauważyć.
Jasiek odpalił papierosa i zmrużył oczy, odwracając się do niego. W słabym świetle naftowej latarni jego ciało prezentowało się jeszcze bardziej zmysłowo. Otaczała je nikła, pomarańczowa poświata, tworząc na skórze grę cieni. Oświetlała część tatuaży, które, gdy Jasiek poruszył się, zdawały się ożyć. Błażej wpatrywał się w to jak urzeczony.
– Mhm, na nowy początek – rzucił Jasiek i wsunął w jego usta papierosa. Odpalił go i patrzył przy tym w oczy Błażej z taką pewnością siebie, że ten przez chwilę chciał odwrócić wzrok. W tym spojrzeniu było coś nieprzyjemnego i prowokującego.
Palili przez chwilę w milczeniu. Jasiek położył się na łóżku, a Błażej wciąż siedział odwrócony do niego plecami.
Zaczynało dochodzić do niego, że po tej nocy już nic nie będzie takie samo i ta myśl sprawiła, że Błażej poczuł się gorzej niż sądził. Wygodniej żyło mu się ze świadomością, że Jasiek wyjechał i choć nie dał znaku życia, kiedyś mógł wrócić. Takie myślenie pozwalało mieć nadzieję, a po tej nocy już całkiem się jej pozbędzie. Naprawdę będzie musiał zacząć od nowa, już ze świadomością, że Jasiek zniknął z jego życia.
– Kurewsko zimno – usłyszał głos Jaśka. – Nie wiem, jak możesz tu wytrzymywać. Nie odmarzły ci jeszcze jaja?
– Nie jest tak źle, jak się śpi pod kocami. – Błażej wzruszył ramionami. – Jeszcze w ciuchach. Czasami rozpalam piec.
Jasiek wyciągnął spod siebie koc i przykrył się nim. Zrobiło się trochę cieplej, ale tak w zasadzie czego mógł się spodziewać? Mieli środek zimy, naturalnie, że było tutaj jak w kostnicy.
– Ty nie idziesz pod koc? – zapytał zdziwiony. – Przeziębisz się. Już nie pamiętasz, ile chorowałeś za gówniarza? W zimie ciągle biegałeś z obsmarkanym nosem.
Błażej spojrzał na niego kątem oka. Kącik jego ust drgnął.
– Ciebie nic nie łapało – przyznał. – Mogłeś latać w samej koszulce w zimie i ani razu nie chorowałeś.
– I dobrze. Grażyna by mnie chyba zabiła, gdyby musiała wydawać kasę na leki.
Znowu zapanowało między nimi niezręczne milczenie. Obaj czuli się jak za pierwszym razem, gdy poszli nad staw. Wtedy też nie wiedzieli, co mieli mówić.
Jasiek przyglądał się uważnie Błażejowi i z zadowoleniem zdał sobie sprawę, że ten się denerwował. Z posępną miną wpatrywał się nieruchomym wzrokiem w drzwi i nawet nie zauważył, że papieros już dawno zgasł. Nieświadomie miażdżył go między palcami. Wyglądało na to, że rzeczywiście nie przeszkadzał mu chłód panujący w chatce. Jasiek dałby naprawdę wiele, żeby dowiedzieć się, o czym w tym momencie myślał. To sporo by ułatwiło.
– Często przychodziłeś tutaj z Krystianem? – zapytał nagle. Nie bawił się w subtelności. – To dlatego miałeś taką chcicę na bycie na górze – dodał i kiedy Błażej na niego spojrzał, z trudem powstrzymał cisnący mu się na usta uśmiech satysfakcji. Błażej najpierw wydał się zaskoczony, a później wściekły. Krótko mówiąc – połączenie idealne.
– Skąd wiesz, że przychodziłem tutaj akurat z nim? – Błażej próbował grać cwaniaka, ale nie za bardzo mu to wyszło. Nigdy nie był dobry w udawaniu czegokolwiek.
– A ujawniłeś się jeszcze przed kimś innym? – spytał. – Może Jerzyk? Albo Olek? – prowokował go. Chciał uderzyć jak najprecyzyjniej. Wcale nie podobała mu się myśl, że Błażej kogoś miał. Wyjeżdżając stąd był pewny, że nawet jeśli Krystian będzie chciał wejść w nim w jakiś układ, oleje go. To był w końcu Błażej. Wstydził się i bał seksu z innymi facetami. Jasiek to po nim widział, znał go. Ale, jak się okazało, niezbyt dobrze.
– Zamknij się – przerwał mu Błażej ostro. – To są moi kumple, ja nie...
Jasiek uśmiechnął się kpiąco i usiadł. Pochylił się nad Błażejem. Czuł się trochę tak, jakby właśnie głaskał wściekłego psa.
– To może Tymek? – szepnął. – Skoro tak się czepiał...
– Ciebie to, kurwa, bawi?! – Błażej odwrócił głowę i spojrzał mu w oczy z wściekłością. – Dobrze, że to Tymek nas widział, a nie Jerzyk. On to by nas, kurwa, zabił. Nienawidzi pedałów. Nikt tu ich nie lubi.
– Nie boisz się, że kiedyś się dowiedzą? – przerwał mu Jasiek. – Nie można się ukrywać przez całe życie – dodał, masując jego kark. – Wtedy nie będą pamiętać, że byłeś ich kumplem.
Błażej zacisnął usta, nic nie odpowiedział. Oddychał głęboko i powoli, próbując się uspokoić. Jego ciało go jednak zdradzało. Był cały spięty.
– Tu nigdy nie będziesz żył normalnie.
– A jakie to jest niby normalne życie, co? – zapytał kpiąco Błażej. – Dwie cioty w mieszkaniu? I co, obiadki sobie, kurwa, robią? To jest normalne życie?!
– A teraz masz normalne życie? Pieprzysz się na boku z moim kuzynem, a na co dzień udajesz wielkiego wielbiciela cipek. Nie próbowali wcisnąć ci jakiejś dziewczyny? Bo skoro chcesz udawać, to... – Zamilkł, zauważając minę Błażeja. – Ja pierdolę – sapnął i roześmiał się krótko. – Masz już jakąś? Nie pierdol, że Błażej Kozierski w końcu znalazł sobie laskę. To ta dziunia, która siedziała obok ciebie w barze?
– Zamknij się, Jasiek – syknął Błażej, czerwieniąc się. Nie sądził, że Jasiek właśnie w taki sposób zareaguje na wiadomość o Lenie. To było upokarzające i... w pewien sposób prawdziwe. Bo on też nie wierzył w to wszystko. Teraz jego życie przypominało jakiś cholerny cyrk. Zacisnął mocniej pięści, czując narastającą w nim bezsilną złość. Bo niby co do cholery miał zrobić?! Jego życie właśnie tak wyglądało. Wiedział, że właśnie tak będzie wyglądać!
– To może ją tutaj zabierasz, co? Pokazałeś jej nasze miejsce? – Jasiek uśmiechnął się i wychylił po drugiego papierosa. – Rzucasz ją na tapczan i bierzesz od tyłu? Żeby było jak z facetem? A może ona bierze jakąś zabawkę, żeby... – Nie dokończył. Błażej uderzył go z całej siły w twarz. Jego głowa odskoczyła na bok. Uderzył czołem w ścianę i zamroczyło go. Poczuł rękę Błażeja na szyi.
– Jeszcze jedno słowo, a cię zabiję – wysyczał mu w twarz.
– Nie zrobiłbyś tego. – Miał wystarczająco siły i tupetu, żeby zdobyć się na kpiący uśmiech. – Jesteś za mną za bardzo obsrany, żeby to zrobić. – Przełknął z trudem, gdy Błażej mocniej zacisnął palce. Mierzyli się spojrzeniem, ale Jasiek był zbyt uparty i zdesperowany, żeby odpuścić. – Co? – zapytał. – Myślisz, że tego nie widzę? Latasz za mną jak pies. Szybko tu przybiegłeś, jak mnie zobaczyłeś. – Skrzywił się, gdy Błażej poddusił go jeszcze mocniej. Teraz już dużo trudniej mu się mówiło, ale chciał go sprowokować. Zignorował białe plamy przed oczami. Wciąż był nieco otumaniony od poprzedniego uderzenia. – Nikt cię musiał tak dobrze nie wypieprzyć, jak ja, co? – wychrypiał i znowu oberwał. Błażej uderzył go mocno, a szczęka zabolała tak mocno, że przez chwilę zalała go oślepiająca fala bieli. Jęknął i spróbował zasłonić twarz.
– Nie wiem, po co tu przyszedłem – warknął Błażej i wstał.. Chciał stąd uciec. Może dobrze, że to wszystko potoczyło się w taki sposób. Łatwiej rozstawało się w gniewie. Zaczął się szybko ubierać, nie patrząc na Jaśka, który oddychał ciężko, trzymając się za szczękę.
Już miał wychodzić, gdy Jasiek złapał go nagle za nadgarstek. Chciał się wyrwać, ale kiedy na niego spojrzał, zdał sobie sprawę, że stało się coś złego. Jasiek był blady jak ściana, a jego usta były pełne krwi.
– W porządku? – zapytał z obawą i przykucnął na łóżku. Szczęka Jaśka była nienaturalnie wygięta. Złamał mu ją – uświadomił sobie szybko. Zaklął siarczyście. – Trzeba zawieść cię do szpitala. Kurwa, czekaj. Dasz radę się ubrać? – Złapał go za ramię i spróbował posadzić. Nie sądził, że uderzył Jaśka aż z taką siłą. Był na niego wściekły, ale nie chciał mu zrobić krzywdy.
Jasiek nie mógł nic powiedzieć, chociaż chciał. Mówił tak niewyraźnie, że Błażej i tak nie mógł go zrozumieć. Widać, że każde słowo sprawiało mu ból, ale nie potrafił się zamknąć. Próbował Błażejowi coś przekazać, ale Błażej nie miał pojęcia, czy to była prośba o pomoc, przeprosiny, czy coś jeszcze innego.
– Pomogę ci się ubrać i jedziemy do szpitala, dobra? – zapytał go rzeczowo, podają mu spodnie i bieliznę. – Jerzyk ma auto, pożyczę od niego i cię zawiozę. Dasz rady wstać? Nie mów, Jasiek, do cholery, przecież widzę, że cię tylko bardziej, kurwa, boli! – Szarpnął jego ramieniem, a Jasiek skrzywił się. Zasłaniał ręką twarz i oddychał szybko. Miał płytki, nierówny oddech.
Po kilku minutach wyszli na zewnątrz. Jasiek szedł o własnych siłach, ale co chwilę pluł krwią.
Całą drogę na osiedle pokonali w ciszy. Było już późno, więc bloki stały pogrążone w ciemności i całe szczęście, nikt się tutaj nie kręcił.
– Siadaj na ławce. Ja idę do Jerzyka po auto – powiedział stanowczym głosem. Jasiek już nawet nie protestował. Drżał lekko, bo był ubrany zdecydowanie za lekko jak na taką pogodę. – Będę za pięć minut – obiecał.
Błażej zastanawiał się, co powinien powiedzieć Jerzykowi, żeby pożyczył mu samochód. Jerzyk niezbyt chętnie pożyczał swój wóz, ostatnio coś w nim wymieniał i dopieścił go jak tylko mógł. Miał na jego punkcie małego bzika, ale Błażej musiał coś wymyślić. Jaśka powinien zobaczyć lekarz.
Wszedł do bloku, w którym mieszkał Jerzyk i zadzwonił na domofon. Przez kilka sygnałów nikt nie odbierał, aż usłyszał znajomy trzask i po chwili w słuchawce rozległ się wściekły głos jego przyjaciela.
– Co jest, kurwa?!
– To ja – odpowiedział. – Wpuść mnie, musisz mi pożyczyć swój wóz.
– Błażej? Ale... Co się stało?
– Otwórz mi, powiem ci później – rzucił zdenerwowanym głosem, naciskając na klamkę. Zamek zwolnił się i mógł wejść do bloku. Wbiegł szybko po schodach, na drugie piętro, na którym mieszkał Jerzyk. W głowie układał koślawy plan, co powinien mu powiedzieć.
– Jest, kurwa, prawie druga w nocy – przywitał go Jerzyk, który stał w drzwiach. Miał na sobie czerwony dres i pobrudzoną, zszarzałą koszulkę na szelkach.
– Pożyczysz mi wóz? – poprosił.
– Po co? Co się, kurwa, stało? Ja pierdolę, Błażej, co znowu zrobiłeś?
– O-ojciec się upił. Muszę z nim jechać do szpitala – wyjaśnił napiętym głosem. Nie patrzył Jerzykowi w oczy. Wzrok utkwił w dziurze na jego koszulce. – Wyrżnął gdzieś łbem i siedzi teraz cały zakrwawiony i... Pożyczysz mi te go?
– Ja pierdolę, same problemy z nim. – Jerzyk pokręcił głową. – Niech sam się sobą zajmie!
– Matka się czepia. No wiesz... – Wzruszył ramionami i na krótką chwilę spojrzał na Jerzyka. – Wariuje.
– Nie może go opatrzyć? Jest w końcu pielęgniarką – zauważył trzeźwo Jerzyk, a Błażej powstrzymał skrzywienie.
– Wiem, ale jest w cholerę krwi. Musi go zobaczyć lekarz. Bo... no wiesz... może mieć jakieś wstrząśnienie, czy coś. Zaczyna bredzić.
– Jak to po alkoholu – prychnął Jerzyk. – On zawsze pierdolił.
– Jerzyk, no cholera, proszę cię, stary. Będę twoim dłużnikiem! – rzucił zdesperowanym tonem.
Jerzyk patrzył na niego przez chwilę, aż w końcu zaklął i wychylił się do przedpokoju, żeby zabrać kluczyki. Podał mu je.
– Tylko na niego, kurwa, uważaj. A jak się zrzyga, wszystko sprzątasz! – zastrzegł. – Ma być, kurwa, fura, jak nowa.
– Tak, tak, dzięki. – Błażej posłał mu słaby uśmiech i szybko zbiegł po schodach. Ta rozmowa nie wyszła dobrze, ale Jerzyk na szczęście nie pytał o zbyt wiele. Błażej opowiedział mu sytuację sprzed kilku lat, kiedy ojciec rzeczywiście wrócił do domu cały we krwi. Do dzisiaj pamiętał tę awanturę i lament matki, aż w końcu sąsiad zawiózł ich do szpitala. Okazało się, że było wiele krzyku o nich, bo, jak wtedy powiedział lekarz, jego ojca nawet bomba by nie zabiła.
Jasiek siedział pochylony na ławce i kiedy Błażej podszedł bliżej, dostrzegł na chodniku małą kałużę krwi, która kapała z ust Jaśka.
– Mam kluczyki, chodź – rzucił i pomógł mu wstać. Jasiek był blady jak kreda, a oczy błyszczały nienaturalnie. Jego szczęka była wygięta pod dziwnym kątem i normalnie byłoby to nawet zabawne, ale w tym momencie Błażejowi nie było wcale do śmiechu.
Samochód Jerzyka stał zaparkowany całkiem niedaleko. Srebrny Opel, który Jerzyk kupił dwa miesiące temu. Cały czas coś w nim dłubał, tuningując go jak tylko mógł.
– Weź może... nie wiem, żeby nie pobrudzić krwią – rzucił, kiedy otwierał samochód. W środku znajdowała się szara tapicerka, więc krew będzie na niej doskonale widoczna. – Czekaj, dam ci swoją kurtkę. Podstawisz ją sobie. W porządku? – zapytał, ściągając ją szybko. Jasiek tylko kiwnął głową i wpakował się do samochodu. Stęknął ciężko, ale już nie próbował nic mówić.
Do szpitala dojechali po kwadransie. Nie musieli długo czekać w kolejce, bo kiedy tylko lekarze zobaczyli Jaśka, od razu wzięli go na prześwietlenie. Błażej musiał zaczekać.
W poczekalni było kilka osób, które albo siedziały, albo spacerowały od jednego końca sali do drugiego, co tylko wzmacniało uczucie ogólnego niepokoju. Pierwsze emocje opadły i dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak bardzo był zmęczony.
Nie spodziewał się, że ten dzień zakończy się w taki sposób. Zabawne – jeszcze rano był z Krystianem w chatce, a później wrócił tam z Jaśkiem. No i ta cała awantura z matką, a później z Tymkiem. Od tego wszystkiego rozbolała go głowa.
Złapał się za nasadę nosa i wziął kilka głębokich oddechów, żeby się uspokoić. Nie chciał zrobić Jaśkowi krzywdy, nie spodziewał się, że uderzy go tak mocno, ale już puściły mu nerwy. Każdy by się wściekł, gdyby usłyszał coś takiego.
Cholerny Jasiek – pomyślał ze złością. Teraz powinien stąd pojechać, żeby mu pokazać, że wcale nie chodzi za nim jak pies. Ale wiedział, że się stąd nie ruszy. Nie mógł go przecież zostawić w takim stanie.

Po dwóch godzinach ktoś w końcu przyszedł, poinformować go, że Jasiek zostanie w szpitalu na dwie doby, na obserwacji. Musieli mu zoperować szczękę, bo jak się okazało, miał złamanie z przemieszczeniem. Błażej, kiedy to usłyszał zbladł i pielęgniarka złapała go za ramię, jakby bała się, że zemdleje.
– M-mówił coś? – zapytał, bojąc się, że Jasiek z tej złości powiedział, że to on go pobił.
– Proszę pana, on miał złamaną szczękę. Nie może otworzyć ust!
– A... – przełknął ciężko – jest przytomny?
– Na razie odpoczywa po operacji, proszę przyjechać jutro – powiedziała mu i Błażej nie pozostało nic innego, jak wrócić do domu.
Na osiedle dotarł dopiero nad ranem. Postanowił, że już nie będzie budził Jerzyka, tylko odda mu kluczyki rano, a sam wrócił do mieszkania.

*

Nienawidził smrodu szpitali. W swoim życiu tylko kilka razy w nim wylądował, ale każdą wizytę wspomina równie fatalnie. Raz złamał nogę, raz zaraził się salmonellą, dwa czy trzy razy w wyniku bójek miał wstrząśnienie mózgu i wybity bark, ale jeszcze nigdy nie złamano mu szczęki. Bił się tak często i zwykle najpoważniejszym uszkodzeniem w tym obszarze było tylko zwichnięcie żuchwy. Żadnych ukruszonych kości, tym bardziej złamań z przemieszczeniem!
Bolało jak diabli. Pielęgniarki podawały mu leki przeciwbólowe, ale na dłuższą sprawę niewiele pomagały. Tępy, pulsujący ból czuł nie tylko w szczęce, ale na całej twarzy. Jakby tego było mało, migrena rozsadzała mu czaszkę. Nie wiedział, czy to przez lekką gorączkę, leki przeciwbólowe czy ból pooperacyjny. Możliwe, że wszystko naraz.
Dwaj inny pacjenci, z którymi leżał na sami tylko jeszcze bardziej go irytowali, nieustannymi rozmowami – to na temat pracy, to chorób albo rodziny. Opowiadali sobie historię życia, którą Jasiek też musiał wysłuchać. Na szczęście po obchodzie lekarskim, zabrano obu na badania, więc teraz mógł cieszyć się chwilą względnego spokoju.
Przed chwilą był u niego lekarz, żeby z nim porozmawiać. Wytłumaczył mu, jak wyglądało złamanie, co zrobili podczas operacji i najważniejsze – jak powinna przebiegać rekonwalescencja. A ona będzie dłuższa niż Jasiek przewidywał. Całe szczęście, że Kamila studiowała medycynę, więc będzie wiedziała, jak mu pomóc. Pielęgniarka już do niej zadzwoniła i obiecała, że przyjedzie po niego jutro, żeby go zabrać ze szpitala. Nie wiedział, jakby poradziłby sobie bez niej. Musiał wrócić do drugiego miasta, tutaj nie mógł zostać. Nie miał nawet gdzie.
Zamknął oczy, bo wspomnienia wczorajszego wieczoru znowu powróciły. Były natarczywe, irytujące i trochę zniekształcone. Jasiek próbował odtworzyć wszystko w pamięci, ale uciekały mu urywki rozmów, albo chronologia wydarzeń. Być może było to spowodowane jego ogólnym otępieniem, albo emocjami, które go wczoraj opanowały.
Nie wiedział, czy Błażej przyjdzie. Po tym, co mu wczoraj powiedział, mógł uznać, że to już skończone. Jasiek zachowywał się tak, jakby chciał urwać kontakt. Prowokował go i wyzywał.
Zaklął w myślach, wściekły na siebie. Powinien nauczyć się panować nad emocjami, bo to nie pierwszy raz, gdy go poniosło i dostał w pysk za niewyparzony język. Świadomość tego, że gdyby się wczoraj nie pokłócili, ta noc skończyłaby się zupełnie inaczej, jeszcze bardziej go irytowała. Wylądowała z zadrutowaną szczęką, której nie będzie mógł otwierać przez co najmniej dwa tygodnie! Dobrze, że Kamila studiowała medycynę, to będzie wiedziała, jak się nim zająć.
Co on sobie myślał, przyjeżdżając tutaj? Zaklął w myślach, ale to niewiele dało. Wciąż był tak samo wściekły. Powinien zostawić to życie za sobą, a on jak idiota ściągnął Błażeja do chatki i... Sam był sobie winny.
– Masz taką minę, że boję się wchodzić – usłyszał nagle i spojrzał w stronę drzwi. Błażej starł w progu. – Pielęgniarka mówiła, że nie możesz mówić. Ale... dali ci podobno zeszyt i długopis. – Wszedł do sali i zamknął za sobą drzwi. Niósł coś w siatce i Jasiek zmarszczył brwi.
– Wychodzisz dopiero jutro, to przyniosłem ci jakiś ręcznik i ubranie na zmianę. – Błażej zerknął na górę od cienkiej, szpitalnej piżamy, którą Jasiek miał na sobie. – Wyjeżdżasz stąd?
Jasiek miał ochotę powiedzieć, że przecież nie zatrzyma się u ciotki, ale jedyne na co w tym momencie mógł sobie pozwolić, to kiwnięcie głową.
Teraz naprawdę zaczął żałować, że nie mógł się odezwać. W głowie miał ułożoną całą rozmowę, ale miał wątpliwości, czy uda mu się napisać to wszystko, co chciał powiedzieć.
– Słuchaj – odezwał się Błażej, kiedy podszedł do łóżka. – Nie chciałem cię aż tak urządzić. Po prostu to wszystko... Trochę mnie poniosło. Nie wiedziałem, że uderzyłem cię tak mocno – rzucił. Wpatrywał się w spuchniętą szczękę Jaśka. Wyglądał naprawdę źle. Już dawno nie widział go w takim stanie.
Jasiek znowu skinął głową. Złapał za zeszyt i otworzył go. Błażej w milczeniu śledził ruchy jego ręki, kiedy zaczął pisać.
– Napisz, kiedy będziesz mógł mówić – rzucił cicho. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale nie wiedział co. Mógł opowiedzieć mu o Kamilu. Przypomniał sobie, że przyjaciel też kilka lat temu złamał szczękę. Pobili go i przez miesiąc nie mógł normalnie jeść. Wątpił jednak, że Jasiek będzie chciał o tym słuchać.
Jasiek podsunął mu zeszyt. Błażej zabrał go i przeczytał starannie napisane, małe litery. Jasiek odkąd pamiętał miał piękny charakter pisma. Pamiętał, że w podstawówce często od niego ściągał. On pisał niewyraźnie i brzydko, czasami nawet sam miał problem z odczytaniem swojego pisma.
Muszę z tobą pogadać. Mogę tylko pisać, więc będziesz to musiał przeczytać. Wyjdź z sali i wróć tu za kwadrans.
Błażej zmarszczył brwi, kiedy to przeczytał.
– Nie mogę tutaj być? – spróbował zaprotestować, ale Jasiek skrzywił się tylko i głową wskazał drzwi. Błażej nie miał pojęcia, dlaczego miał wyjść i czemu Jasiek potrzebował aż tyle czasu, żeby coś napisać. Wolał go jednak nie prowokować. Spełnił jego prośbę i wyszedł posłusznie z sali.
To teraz przyszła kolej na najtrudniejszą część – pomyślał Jasiek i ścisnął mocniej długopis w palcach.

*

Błażej siedział na łóżku i wpatrywał się w kartkę osłupiały. Zerkał na Jaśka, ale to niewiele pomagało, bo ten utkwił wzrok w swoich dłoniach i najwyraźniej nie chciał na niego spojrzeć.
– Naprawdę mówisz poważnie? – zapytał w końcu cicho. Nie byli już w sali sami. Z badań wrócił jeden z pacjentów i leżał teraz na swoim łóżku, czytając gazetę. – To brzmi... cholera, Jasiek, zwariowałeś? Przecież to pojebany pomysł. – Pokręcił głową z niedowierzaniem. – Wyobrażasz to sobie w ogóle? Nie, to się nie uda. Ja... Bartek i Bogdan na mnie liczą. Obiecałem im, że nie zrobię tak, jak Bożena! – rzucił ze złością.
Dlatego Jasiek musiał proponować coś takiego? Doskonale wiedział, że Błażej stąd nie wyjdzie. Miał zbyt wiele obowiązków, musiał opiekować się braćmi i miał jeszcze kumpli i pracę i... Nie rzuci wszystkiego, żeby przeprowadzić się do sąsiedniego miasta. Zostawić to jak zrobiła jego siostra. Tak bardzo jej nienawidził, a teraz stanął przed identycznym dylematem i wcale nie był tak stanowczy, jakby tego chciał.
Jasiek wyrwał mu kartkę i spojrzał na nią raz jeszcze, a później wskazał na jeden fragment, który napisał.
– Tak. – Błażej przytaknął. – Wiem, że napisałeś, że tam można lepiej zarobić, ale to nie takie proste. Zrozum, do cholery! Bożena wyjechała, wypieprzyła się i... Tak, wiem – warknął poirytowany, kiedy Jasiek wskazał na kolejny fragment. Musiał ściszyć głos, bo współlokator Jaśka spojrzał na niego z zainteresowaniem. – Wiem, że moja pieprzona siostra nie dawała znaku życia i że to był jej wybór – zaczął mówić gorączkowym szeptem, pochylając się w stronę Jaśka. – Ale wyobrażasz to sobie? Bartek jest jeszcze gówniarzem! Jak ma sobie poradzić z matką i ojcem? Bartek się jeszcze uczy, a Bogdan jest mały i... – zamilkł, kiedy Jasiek znowu zabrał kartkę i napisał na niej coś. Wyglądał na wściekłego, zawstydzonego i dziwnie złamanego. Błażejowi wcale nie podobało się to połączenie.
Zabrał kartkę i przeczytał to, co napisał Jasiek. Uśmiechnął się lekko.
– Wiem, że jak Bożena wyjechała, to byłem w wieku Bartka – przyznał. Nie spojrzał na Jaśka. Wpatrywał się w kartkę, starał się odpędzić nachalne, pełne nadziei myśli, ale to nie było takie łatwe. Miał ochotę zabić Jaśka za tę propozycję. – Ja nie mogę ich zostawić tak jak ona. Cholera, obiecałem im to!
Jasiek znowu zabrał kartkę, żeby odpowiedzieć. Jego pismo mimo że nie krył złości, wciąż pozostało takie samo. Błażej zwykle jak się denerwował, nie potrafił zapanować nad ręką.
– Nie wiem – rzucił w końcu, kiedy dostał kartkę z powrotem. – Nie mam pieprzonego pojęcia, czy chcę tam wyjechać. To zmiana całego życia.
Zdziwił się, gdy dostrzegł na ustach Jaśka nikły uśmiech. Nie prezentował się już tak dobrze na opuchniętej, posiniaczonej twarzy, ale Błażej zdał sobie sprawę, że to był naprawdę szczery uśmiech.
Jasiek znowu coś napisał na kartce.
– Chcesz zaczekać, aż podejmę decyzję? – zapytał Błażej, kiedy znowu przeczytał jego słowa. – Cholera, ale ty jesteś uparty! Ile chcesz na nią czekać? Myślisz, że to takie proste? Tak po prostu rzucić wszystko i pojechać za tobą? – Przerwał i spojrzał na mężczyznę na sąsiednim łóżku. Ten właśnie wstał i wyszedł z sali. W samą porę. – Jeszcze wczoraj wyzywałeś mnie od pieprzonego psa – warknął głośniej, z trudem panując nad głosem – a teraz chcesz, żebym za tobą jechał do innego miasta? To jest pojebane. Nie, ty jesteś pojebany. – Złość na nowo w nim odżyła. Wściekał się przede wszystkim na to, że naprawdę rozważał ten pomysł. To było szaleństwo, ale ta myśl wypełniła cały jego umysł i nie odpuszczała. Z podejrzaną łatwością wyobraził sobie, jak mogłoby wyglądać jego życie, gdyby się wyprowadził z osiedla. Jeszcze gdy był dzieciakiem marzył o tym, żeby zabrać Jaśka, swoich braci no i Bożenę. Wyobrażał sobie, że wyjeżdżają właśnie tam, gdzie przeniósł się teraz Jasiek. Wynajmują mieszkanie, znajdują pracę i żyją, jak im się podoba.
Nie sądził, że ten plan z dzieciństwa kiedykolwiek wypali. Co prawda w mocno ograniczonym gronie, ale Jasiek właśnie zaproponował mu, żeby razem zamieszkali. Nie potrafił sobie wyobrazić, co Jasiek musiał mieć w głowie, że wpadł na taki absurdalny pomysł. Przyjechał tutaj, żeby powiedzieć, że chce, żeby razem zamieszkali! Niedorzeczność! Po trzech miesiącach milczenia mówi – nie, przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności pisze – to jakby nigdy nic.
Błażej wstał, zgniatając kartkę w dłoni.
– Pojebało cię, Jasiek. Nie będę... nie... – Zmarszczył brwi, nie wiedząc dokładnie, co powinien mu powiedzieć. – To jest popieprzone. Wiesz, kurwa, że nie mogę. Powinienem tutaj zostać.
Jasiek wyrwał kolejną kartkę z zeszytu i napisał na niej coś, a on jak głupi czekał, aż mu ją da. Wiedział, że powinien wyjść. Skończyć ten cyrk, który tylko jeszcze bardziej skomplikuje jego życie, jeśli się na to zgodzi.
– Spadam już – rzucił, kiedy Jasiek podał mu kartkę. Nawet na nią nie spojrzał. – To... wracaj do zdrowia. Na razie.
Dopiero za drzwiami przeczytał, co Jasiek napisał.
Ty też powinieneś stąd wyjechać. Tutaj nie czeka cię nic dobrego.
Na dole zapisał swój nowy adres.

KONIEC CZĘŚCI 1

9 komentarzy:

  1. Łoł! końcówka wymiata, Błażej pokazał że ma jaja (niezmarznięte) i w końcu przywalił porządnie. Całe opowiadanie na to czekałam ... nie, żartuję, jest świetnie, jego reakcja na prowokacje Jaśka prawidłowa, w końcu to on zaczął nie? Cała ich relacje jest tak potrzepana , że aż prawdziwa. Początki nie wskazywały na to, że aż tak bardzo się zbliżą do siebie. Jeszcze chyba żaden z nich nie rozumie jakie ich spotkało szczęście, że odnaleźli siebie i jak to bywa w M&M związkach - kwiatami w pysk się nie dostanie za długi jęzor. Liczę na to, że Błażej pójdzie po rozum do głowy i pojedzie za Jaśkiem, albo może coś się wydarzy - śmierć ojca, Tymek lub Krystian się wygada, albo nie wiem co.
    Pozdrawiam, życzę weny i czekam na kolejną część.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, te jaja (niezmarznięte) mnie kupiły. Można powiedzieć, że to był finałowy cios ;) Też myślę, że ich relacja jest potrzepana, ale miło to słyszeć, że przez to jest prawdziwa :D
      Mam nadzieję, że druga część już za niedługo.
      Dzięki za komentarz i też pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Nareszcie! Chociaż niesamowicie smutny i wzbudzający negatywne emocje był ten rozdział. Spodziewałam się, że ich spotkanie nie będzie słodkie, że będą zakłopotani i trudno będzie dojść do porozumienia, ale że aż tak... Szkoda, że nie próbowali od początku normalnie pogadać, zamiast ostrego seksu i odkładania pięściami Jaśka. Może potoczyłoby się inaczej. Ale przecież za ten trudny klimat uwielbiam to opowiadanie!
    Mimo wszystko rozczuliła mnie troska Błażeja, że przyniósł ten ręcznik i ubranie dla Jasia (nie, naprawdę, powinno się go tępić za to pobicie, ale nie potrafię). I te jego początkowe reakcje na to co pisał Jasiek... Hm, inne miasto w Polsce to nie koniec świata, może często odwiedzać braci. Zmiana miasta nie oznacza całkowitego odcięcia od starego życia. Chociaż trudno mi sobie wyobrazić jak wyglądałoby wyjaśnienie wszystkim ludziom z jego życia, że wyjeżdża i to w dodatku po to, by zamieszkać z Jaśkiem. Skoro jednak tworzy się druga część, to jakoś się stanie, że ich życia będą się ze sobą łączyć, z czego się ogromnie cieszę.
    Swoją drogą, niesamowite, jak udało Ci się wykreować bohaterów o tak wyrazistych osobowościach, impulsywnych temperamentach, równie wybuchowych, a jednak tak różnych, i w dodatku tyle lat się przyjaźnili! Zresztą nie mówię tylko o Błażeju i Jasiu, niemal wszystkie pozostałe postaci, mimo że na drugim czy trzecim planie, mają swoje własne mocne charaktery, a przy tym są realistyczne, nie jakaś blada papka w tle głównej pary, jak to często bywa. Może poza postaciami kobiecymi; są tu trochę nijakie. Ale naprawdę, podziwiam kreatywność.
    Jakby tu skomentować całość w kilku zdaniach? Pojawiły się tu rozdziały, które mnie zachwyciły, wracam do nich wielokrotnie, zwłaszcza te, w których Błażej zaczyna odkrywać swój pociąg do mężczyzn, albo następują jakieś radykalne zmiany w jego relacji z Jaśkiem. Pierwszy i drugi rozdział powtarzam notorycznie, podobnie jak ten, w którym Błażej ma łzy w oczach, kiedy wrzeszczy na Jaśka za zapożyczenie się u Długiego. Oczywiście są też wątki, których nie lubię​ i chętnie omijam, jak patologiczna sytuacja rodzinna Jerzyka (nie rozumiem, jak bez żadnego szumu po prostu jego siostra jest w nim ciąży, to jest dopiero chore i obrzydliwe. Ogólnie cały Jerzyk jest nie do przetrawienia), debilne monologi Kamila czy trójkąt z Krystianem (jakoś ciężko się to czyta, chociaż muszę przyznać, że samo zachowanie Krystiana krótko po nakryciu chłopaków było urzekające. Mam nadzieję, że ten chłopak będzie miał jeszcze jakiś pozytywny wątek w kolejnej części, może pozna jakiegos innego gościa, i to opiszesz...). Nie czepiam się w żaden sposób stylistyki, bo się na tym nie znam, gdzieniegdzie da się zauważyć kilka drobnych literówek, ale nie utrudniają one czytania, więc ok. Poza tym bardzo dobrze się czyta cały tekst, nawet mimo wielu wulgaryzmów, które zwykle mnie drażnią, ale tutaj idealnie wzmacniają klimat opowiadania. Szybko i przyjemnie czytało się całe opowiadanie.
    Z niecierpliwością czekam na urozmaicenie aktualnego tekstu o retrospekcje z dzieciństwa chłopaków. Liczę na to, że pojawią się takie wątki, które będą ukazywały, że już wtedy w ich zachowaniu zdarzały się nieświadomie rzeczy, które w przyszłości przerodziły się w homoseksualizm. Tak jak w jednym wspomnieniu, gdzie Błażej przyglądał się Jaśkowi, kiedy ten tego nie widział, jak grali w piłkę, a on siedział na ławce. To było takie słodkie i niewinne, a wskazywało na początku tego, że Błażej będzie wolał chłopców. Oczywiście bardzo czekam na drugą część, chciałabym żebym obojgu bohaterom życia się poukładały, najlepiej razem.
    Ale się rozpisalam... Mam jednak nadzieję, że moje słowa będą podbudowujące, w końcu dobrych twórców trzeba chwalić, by nie stracili chęci do rozwijania talentu :) Życzę weny, i przetrwania nadmiaru obowiązków

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby tylko umieli normalnie rozmawiać, wszystko byłoby prostsze. I chyba nudniejsze! ;) Ja przymykam oko na wszystko, co robi Błażej i wyłączając się od tej autorskiej strony, też nie potrafię go za to wszystko potępić. Jestem ciekawa, jak zareagujecie na drugą część :D Na razie nie będę nic zdradzała.
      Bardzo miło to słyszeć, że wszystkie postacie są wyraziste. Starałam się to oddać i cieszę się, że mi się to udało. :) Wiem, że kobiecie postacie trochę kulały, może też przez to, że nie były zbyt znaczące? Jedynie Grażyna i Klara miały kilka scen więcej, a reszta rzeczywiście była szarym tłem. Muszę uważać, bo mam tendencję do maskulizowania świata przedstawionego.
      Fajnie, że napisałaś, które wątki lubisz, a które nie, bardzo fajnie się to czytało :)
      Postaram się wyłapać literówki podczas czytania :)
      Dziękuję bardzo za tak długi i miły komentarz. Plan jest taki, że jak tylko ten okropny tydzień dobiegnie końca, zabieram się za pracę na 2 częścią ;)

      Usuń
  3. No to było naprawdę dobra zakończenie pierwszej części. Chociaż Kamila trochę mi żal. takie to wszystko pomylone i tymczasowe, ale czy można zmienić swoje podwórko?

    OdpowiedzUsuń
  4. No, w koncu sie doczekałam. Rozdział ciekawy, ale dosc smutny i niezbyt wiele wyjaśnia. Wciąż jest wiele niewiadomych jeśli chodzi o chłopców, a szczególnie Jaśka, jego pobytu i tego w jaki sposób zdobył pieniądze. Jednak wrócił, zapytał sie Błażeja o wspolne mieszkanie, wiec to moze znaczyć, ze zalezy mu na nim. Moze tylko wystraszył sie tej całej odpowiedzialności, zmądrzał i wrócił. Zastanawiam sie, czy Janek sypiał z kimś podczas tej rozłąki.
    Poza tym nie mogę sie doczekac nowych fragmentów, bo pewnie przeczytam ze względu na nowe scenki z historii chłopców. Chciałabym przeczytać jakies przygotuj z zycia przyjaciol i tego jak dorastali, pomagali sobie i spędzali razem czas, bo to mogłoby byc ciekawe. Nie przedłużając, bo nie mam za wiele do powiedzenia jeśli chodzi o ten rozdział, bo wprowadził jeszcze wiecej niewiadomych, to życzę powodzenia, zdobycia celów i wrócenia w pełni siły i motywacji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zajęło to dłużej niż planowałam niestety, ale w końcu udało mi się dokończyć tę 1 część. Wiem, że 1 część niewiele wyjaśniła, ale gdyby to zrobiła, 2 mogłaby tak nie ciekawić ;) Osobiście lubię, jak np. seriale tylko bardziej zagmatwają akcję i później chodzę i zastanawiam się, co będzie w kolejnym sezonie?!
      Cieszę się, że pozytywnie odbieracie poprawienie 1 części. Mam nadzieję, że szybko mi z nią pójdzie i będę mogła przejść do 2 sezonu :)
      Dzięki i pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. Wow! Ile emocji. Nie mogłam się oderwać od tekstu. I dobrze tak Jaśkowi z tą szczęką. Zamiast normalnie porozmawiać tylko podjudzał Błażeja. Dobry sposób na uciszenie... Brawa dla Błażeja! xD Swoją drogą nie uważam, że B jest ciepłą kluchą (mam wrażenie, że wszyscy chcą wcisnąć go w te ramy). Potrafi sobie chłopak poradzić.
    Mam wrażenie, że to jeden z lepszych rozdziałów. Naprawdę. Mimo trudnych emocji wyszło naturalnie. Tym razem brawa dla Ciebie.
    Co do całości. Wszystko zgrywa się ze sobą. Nie mam żadnych zastrzeżeń. Co chcesz, popraw, dopisz i będzie cacy. Ja to biorę takie jakie jest, a jak będzie więcej tekstu (przeszłości, opisów) - jeszcze lepiej!
    Szkoda, że nadal nie wiemy jak Jasiek spłacił dług - to tak na marginesie, jestem ciekawa xD.
    I ogólnie w dobrym miejscu to podzieliłaś :D Zastanawiam się co dalej. Przewiniesz o kilka lat, a może Błażej zgodzi się wyjechać? Obstawiam pierwsze.
    Mnie się ta próżnia podoba. Nie potrzeba tu dat. Możesz napisać np. "pięć lat po takim i takim wydarzeniu". Nazwy miejscowości też nie trzeba. Ja w swoim opo, które teraz piszę, też nie podałam nazw. Jest "tam" i "tu". To nawet zabawne. I trzeba się nagimnastykować, żeby nie było chaosu. Ale da się? Da.
    Powodzenia :)
    I trzymam kciuki za wszystko. Pisanie i życie codzienne. Sama wiem co oznacza brak czasu i nagły napad weny w najmniej spodziewanym i potrzebnym momencie. Terminy są złe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło to słyszeć, że nie mogłaś się oderwać ;) Lepszym sposobem na uciszenie jest pocałunek, ewentualnie coś innego, ale Jasiek zasłużył sobie tylko na cios w twarz :D Trochę masz rację, też nie traktuję Błażeja jak ciepłej kluchy, ale nie mogę być obiektywna, bo jestem autorką. Mogę nie zauważać niektórych rzeczy niestety. Tym milej słyszeć, że nie tylko ja go mam za nie-ciepłą kluchę (vel umiarkowanego twardziela? :D)
      Za niedługo okaże się, co zaplanowałam na 2 część ;) Jeśli chodzi o czas, bardziej chodziło mi o ramy powiedzmy "epokowe", nie o podawanie dat, ze coś się zdarzyło wtedy, a coś wtedy. Pod tym względem KiW jest chyba najbardziej zawieszone w próżni. A z miejscem czasami jest gimnastyka, zwłaszcza jak mi doszło drugie miasto, ale trochę się pogłówkuje i się wymyśli, masz rację ;)
      Terminy są okropne. Egzaminy też. Niech ten tydzień już się skończy...
      Dzięki za komentarz i pozdrawiam! :)

      Usuń