środa, 5 lipca 2017

Rozdział 3 - Tylko nie mów mamie!

Przepraszam za kolejną przerwę w publikowaniu, mam nadzieję, że już ostatnią. 
Mam nadzieję, że kolejny rozdział Tylko nie mów mamie uda mi się dodać jeszcze w tym tygodniu. Kotwica i wyspa wolno się poprawia (nie sądziłam, że to będzie takie żmudne zajęcie), ale mam nadzieję ruszyć z 2 częścią już za niedługo :)  
A tymczasem zapraszam do czytania.  

Za betę dziękuję Indrze :) 


Rozdział 3


„Amerykańskie cuda” wydawało się być miejscem, które zatrzymało się w połowie lat dziewięćdziesiątych i od tego czasu niewiele się tutaj zmieniło.
James podejrzewał, że musiało to być ulubione miejsce jego ojca jeszcze za czasów studiów. A może przychodził tutaj, bo klimat tej knajpy przypominał mu lata młodości? Z rodzinnych fotografii James wiedział, jak wyglądał ojciec, gdy miał dwadzieścia lat. Ashley wciąż jeszcze z tego kpiła.
– Powinieneś zrobić sobie taką samą fryzurę, jaką nosiłeś na studiach – podpuszczała go. – Do twarzy było ci z tym kwadratem na głowie. Nie mam pojęcia, jak go zrobiłeś, ale respekt. Naprawdę! – dodawała i biła się pięścią w pięść, zachowując się jak jakiś koleś z Compton.
Kiedyś, gdy śmiał się z żartów Ashley, mama wtrąciła się do ich rozmowy.
– Radziłabym ci się nie śmiać z ojca, James – ostrzegła go i wskazała na zdjęcie. – Widzisz ten dziewiczy wąsik? Hodował go chyba pół roku. Czeka cię to samo. To wtedy była jego chluba. Chodził dumny jak paw! – dodała i machnęła ręką, nic nie robiąc sobie z bezsilnej złości jego ojca.

– Co cię tak bawi? – Głos ojca wyrwał go z zamyślenia. Spojrzał na niego i błyskawicznie wrócił do rzeczywistości. A ta nie przedstawiała się najlepiej – ojciec patrzył na niego pochmurnym wzrokiem, wyglądając jakby zaraz miał iść na ścięcie. Pytanie tylko, który z nich miał być katem.
– Nic – rzucił pospiesznie i wzruszył ramionami.
– Przez chwilę się uśmiechałeś, myślałem, że...
– Przez tę knajpę – wszedł mu w słowo. Bał się usłyszeć dalszą część zdania. – Chodziłeś tutaj, jak studiowałeś?
– Och. – Chris sam uśmiechnął się lekko i rozejrzał się, jakby na nowo odtwarzał w głowie jakieś wspomnienie. – Tak, często. Lubiłem to miejsce. Nadal je lubię. Dlatego cię do niego zabrałem. Przychodziłem tutaj po imprezach, bo było otwarte całą dobę.
– Teraz też imprezujesz – zauważył James. – Często... często tam chodzisz? – Uciekł niepewnie wzrokiem, bo wstyd było mu pytać ojca o takie rzeczy.
Zaklął w myślach, bo przed oczami pojawiła mu się twarz Noe. Jego rozdziawione w zdumieniu usta i spojrzenie, które było jednocześnie pijackie i zszokowane – mieszanka wybuchowa. Przyjaciele nie uwierzyli, że spotkał w gejowskim klubie swojego ojca. Musiała minąć dobra chwila, nim dotarło do nich, że mówił prawdę.
– Czasami tam chodzę, zwykle razem z Carlosem, to on lubi to miejsce. – Ojciec skinął głową i złapał za serwetki, którymi zaczął się bawić. Jego wisielczy nastrój przeszedł jak ręką odjął i teraz prezentował się jak uczniak przyłapany na wagarowaniu. Chyba obaj tak wyglądali.
– A ty? – wypalił James zanim zdążył pomyśleć, że ciągnie ten absurdalny temat. Cała sytuacja była absurdalna! Będąc jeszcze w klubie miał wrażenie, że wszystko mu się przyśniło. Najadł się przed snem chipsów i słodyczy, a później jego umysł płatał mu takie figle, jak spotkanie ojca w gejowskim klubie!
– James. – Jego ojciec z trudem stłumił śmiech. – Czy ty mnie próbujesz właśnie zapytać, jakie kluby gejowskie polecam w Los Angeles?
– Co?! Nie! – James zawstydził się. – Oczywiście, że nie! Ja tylko... Zresztą nieważne. Nie będziemy rozmawiać o klubach. Nie po to tutaj przyszliśmy, prawda? – Zachmurzył się. – Masz mi chyba sporo do powiedzenia, więc jeśli próbujesz...
– Zachowujesz się zupełnie jak matka, kiedy jest zła. – Ojciec pokręcił głową, ale uśmiech z jego ust nie znikał. To rozdrażniło Jamesa, bo naprawdę ich sytuacja była straszna – okropnie żenująca i frustrująca, a ojciec śmiał się, jakby to wszystko nie dotyczyło jego, tylko kogoś innego.
– Jestem ciekawy, czy mama wie – rzucił. Jego komentarz przyniósł zamierzony efekt, bo wyraz twarzy ojca diametralnie się zmienił. Stała się napięta i, czy tylko się Jamesowi wydawało, czy naprawdę zagościł na niej strach?
James bardzo rzadko widział, że jego ojciec się czegoś bał. Zawsze, odkąd pamiętał, traktował go jak kogoś, kto nie ma słabości, kto strach zakopał gdzieś na jakimś pustkowiu wiele lat temu i do tej pory po niego nie wrócił. To może brzmiało banalnie i było zbyt wyidealizowane, ale James idealizował ojca tylko na początku, kiedy był dzieciakiem. Wtedy miał z nim świetny kontakt. Ojciec był wówczas najważniejszą osobą w jego życiu i marzył, że gdy dorośnie, będzie właśnie taki jak on. Później zaczęli się coraz mniej się dogadywać. James dorastał, zmieniał się i stawał się innym, niż oczekiwał tego ojciec. Nie sprostał jego wymaganiom, bo był za słaby, za skromny, za mało wygadany, a ich kontakt słabnął z każdym kolejnym rokiem. James, chociaż był najmłodszy, najlepiej przeżył rozstanie rodziców. Nie chciał się do tego przyznać, ale przyjął je z ulgą. Bał się, że ojciec coraz bardziej będzie próbował na niego wpływać, a on w końcu się ugnie i stanie się taki, jakim chciał, żeby był. Na szczęście to się nie stało.
Milczeli przez kilka dobrych minut, każdy pogrążony w swoich myślach i dopiero pojawienie się kelnerki wyrwało ich z zamyślenia. James aż podskoczył na fotelu, gdy dziewczyna postawiła przed nim koktajl.
– Spokojnie, to tylko zmrożone lody! – rzuciła z rozbawieniem. – A tutaj pancakesy i szejk. Waniliowy – dodała. Wyglądała na zawiedzioną, gdy podziękowali jej niemrawo i szybko odeszła.
James przysunął swój koktajl, kiedy usłyszał ponury głos ojca:
– Z takim podrywem, to wcale się nie dziwię, że szukałeś szczęścia w tym klubie.
Nie mógł się powstrzymać i parsknął śmiechem.
– Przestań – upomniał go. Wiedział, że jego ojciec potrafił być zabawny i trochę złośliwy. Teraz potrafił już połączyć fakty. Ojciec zawsze był złośliwy, nawet bardzo, ale od jakiegoś roku jego dowcip bardzo się wyostrzył. James nie wiedział, w czym tkwiła przyczyna, dopóki nie spotkał go dzisiaj w towarzystwie Carlosa. Wszyscy wiedzieli, że Carlos był złośliwy i wredny, a teraz wychodziło na to, że jego ojcu też się to udzieliło.
– Naprawdę! Wydawała się taka ułożona, a teraz żarty jak... – Nie dokończył. Uśmiechnął się tylko w specyficzny sposób i pokręcił głową.
– Myślisz, że jestem gejem? – James zadał mu pytanie i uważnie obserwował jego reakcję.
Ojciec wyprostował się i zmarszczył brwi. Zabrał widelec i nóż i wkroił się w pierwszego puszystego pancakesa, cały czas wyglądając, jakby gorączkowo zastanawiał się nad odpowiedzią. W końcu wciął gryza i gdy przełknął, spojrzał Jamesowi w oczy.
– Nie wiem. Jesteś?
James nie takiej odpowiedzi się spodziewał, więc speszył się i wzruszył ramionami. To naturalne, że w tym wieku był niepewny siebie i swojej orientacji, przynajmniej tak było napisane we wszystkich poradnikach, które czytał. Sam nie wiedział, czy chciałby spróbować z dziewczyną, ale był pewien, że z chłopakiem na pewno. Niestety ledwo zaliczył drugą bazę, a co dopiero mówić o reszcie!
– Wiesz, że nie będę na ciebie zły? – usłyszał nagle łagodny głos i spojrzał na ojca. – Nie będę na ciebie zły, nie będę na ciebie krzyczał, chociaż wiem, nie musisz mi przypominać. – Uniósł Widelec i nóż, robiąc skruszoną minę. – Łatwo mnie wyprowadzić z równowagi. Ale czy krzyczałem na ciebie dzisiaj?
– Jak mnie zobaczyłeś w klubie – przypomniał mu James.
– No to była naturalna reakcja! – obruszył się. – Zaskoczyłeś mnie. Ostatnią rzeczą, której się spodziewałem, było spotkanie tam mojego syna! Prędzej spodziewałbym się tam Ashley, a nie ciebie – dodał. – Ona nie woli dziewczyn? Może ci się zwierzała?
– Nie. – James prychnął. – Ashley jest w stu procentach nastawiona na facetów. Chociaż... – zawahał się, bo nagle coś sobie przypomniał.
– Chociaż co? – Ojciec pochylił się nad stołem, robiąc pełną konspiracji minę. – No powiedz.
– Nieważne. Lubi facetów, możesz być tego pewien. – James przewrócił oczami. Jego siostra rzeczywiście wolała facetów. Tylko takich z długimi włosami. Wolał nie mówić o tym ojcu, bo wiedział, jaki on miał pogląd na tego typu sprawy. Najlepiej to on wybrałby partnerów dla swoich córek, a jemu znalazłby jakąś ładną, cichą dziewczynę.
Znowu umilkli. James popił koktajl i zerknął przez okno. Ulicą przeszła grupa rozwrzeszczanych, pijanych nastolatków, którzy musieli się nieźle bawić. On też by się dobrze bawił, gdyby nie natknął się na swojego ojca. Naprawdę, można było mieć większego pecha? W zasadzie można by było, bo co, jeśli natrafiłby na niego w darkroomie? Na tę myśl o mało się nie roześmiał. Zdecydowanie za dużo przebywał w towarzystwie Noe. Był niemal pewny, że jutro usłyszy od niego właśnie taki tekst: „Stary, zawsze to jakiś plus, co, jakbyś go zobaczył, jakby ci jakiś koleś robił laskę? Tylko pomyśl, stalibyście po dwóch stronach wąskiego korytarza, ty byś się chciał do niego uśmiechnąć, on do ciebie... Brr! Lepiej, że spotkaliście się w takim warunkach. Powinieneś za to dziękować temu na górze. Skoro twój ojciec jest gejem, mogło być jeszcze gorzej!”. Tak, James podejrzewał, że Noe jutro powie coś podobnego. On już go za dobrze znał.
– No to... – Ojciec spróbował znowu podjąć temat, gdy milczenie się przedłużyło. – To jak to jest z tobą, synu? James – poprawił się szybko, najwyraźniej zdając sobie sprawę, że podczas tej rozmowy nie powinien brzmieć zbyt moralizatorsko.
Nie chciał, ale i tak brzmiał – pomyślał James markotnie. Nie odpowiedział, bo uznał, że nie miał zamiaru odpowiadać na takie pytanie. Zaczął bawić się rurką, a później, żeby zająć czymś usta, popił szejka. Wpatrywał się w okno i poczuł nieprzyjemny uścisk w żołądku, gdy przypomniał sobie, że kiedyś często tak wyglądały ich spotkania, zwłaszcza po tym, jak ojciec rozstał się z matką. Czasami wspólne weekendy spędzali całkiem miło. Zwłaszcza, gdy spotykali się wszyscy razem – ojciec, on i jego siostry. Mało czasu spędzali na osobności, chociaż James pamiętał, że ojciec kiedyś o to zabiegał. Raz usłyszał rozmowę swoich rodziców. A raczej ich kłótnię.
– On potrzebuje męskiej ręki, Gabrielle!
– Nie możesz go zmusić, żeby robił wszystko to, co chcesz! On taki nie jest, Chris! Nie lubi rodeo, strzelania i wyścigów!
– Może powinien polubić? Każdy chłopiec to lubi! Dzieciaki na podwórku dałyby się pokroić za takie atrakcje! Sam, gdybym miał ojca, chciałbym, żeby poświęcał mi tyle czasu! Za bardzo rozpieściłaś dzieciaka, dlatego teraz nie potrafi tego docenić!
– A może to ty jesteś dla niego zbyt surowy? Nie miałeś ojca, więc może sam nie potrafisz nim być?
James był wtedy jeszcze dzieckiem, ale doskonale wiedział, że jego matka przesadziła. Na tych słowach zakończyli kłótnie i rozpoczęli cichy, pełen napięcia spór, który zakończyli dopiero po dwóch miesiącach.
– Nigdy nie umieliśmy rozmawiać – stwierdził ojciec, wyrywając go z zamyślenia. – Lepiej byśmy sobie poradzili, gdyby była tu twoja mama. Ona zawsze potrafiła dotrzeć do nas obu.
– Masz jej zamiar powiedzieć? Teraz? Kiedyś? – James spojrzał na ojca uważnie. – Ile lat to ukrywasz?
Tym razem to ojcu nie spodobało się jego pytanie. Było niewygodne, zbyt intymne i budziło w nim strach, który tak bardzo fascynował Jamesa. Świadomość, że ojciec miał jakiś słaby punkt i że właśnie go odkrył, dodawała mu pewności siebie.
– Nie wiem, czy chcę, żeby wiedziała.
– Dlaczego? – zapytał ostro. – Żyłeś z nią szesnaście lat. Nie uwierzę, że dopiero po rozwodzie odkryłeś, że wolisz facetów. Carlos... Od razu, jak cię z nim zobaczyłem, wiedziałem, co jest na rzeczy – wyznał nagle. – Między wami jest za duża różnica wieku. Zresztą nigdy się nie przyjaźniliście. Na wszystkich spotkaniach u babci trzymaliście się na dystans. Wiesz... – zawahał się, zanim to powiedział. – Przez chwilę byłem pewien, że on leci na Ashley. Wszyscy byliśmy pewni. Rozbierał ją wzrokiem. Ale... – Zmarszczył brwi, przywołując w pamięci te wspomnienia z przyjęć u babci. – Ale później coś się zmieniło. Dziewczyny nie mogły tego zrozumieć i doszły do wniosku, że po prostu sobie kogoś znalazł. Carlos nie był w typie Ashley, za to jak najbardziej wpasowywał się w gusta Alice.
Ojciec nie odpowiedział. Skończył jeść swoje pancakesy i odsunął talerz na bok, żeby kelnerka mogła go zabrać. Wytarł usta chusteczką i kiedy ją odłożył, James ze zdziwieniem dostrzegł uśmiech, błąkający się na jego ustach.
– Zawsze powtarzałem, że jesteś bardzo podobny do swojej matki, ale wiesz, co mi się wydawało? Że musisz mieć jakieś geny z mojej rodziny. Nie możesz być kropka w kropkę jak Addisonowie. Do cholery, musisz mieć coś z Ivorych! – zapomniał się i uderzył ręką w stół. Ściszył ton, kiedy klienci obejrzeli się na nich. – No i masz nos jak twoja przeklęta babcia – oznajmił triumfującym tonem. Oparł się o fotel i wyglądał jak ktoś, kto właśnie dokonał niezwykle zadowalającego odkrycia. – James, nie śmiej się! – upomniał go. – Myślisz, że Ashley zareagowałaby tak samo? Może i jest do mnie podobna, ale cech babci nie ma za grosz. Ona by się na mnie wkurzyła tak, żeby rozniosła ten klub! Zwyzywałaby mnie, Carlosa i wszystkich dookoła, a później wyszłaby obrażona. A Alice? Alice by sobie pewnie wmówiła, że to wszystko się jej przyśniło. Alice jest jak twój wujek Rich. On też zawsze wolał udawać, że coś się wcale nie wydarzyło. Dobrze, że jest tak do mnie podobna, bo jakby była do niego, pomyślałbym, że Gabriella puściła mnie kantem z własnym bratem!
– To ty ją puściłeś pewnie kantem, a nie ona ciebie! – oburzył się James, choć ten specyficzny komplement, który właśnie usłyszał, wywołał w nim nieznane poczucie zadowolenia. Ojciec nie chwalił go zbyt często za charakter. Za naukę i osiągnięcia w szkole – owszem. To już coś znaczyło. James, nawet jeśli nie chciał, poczuł się usatysfakcjonowany.
– Nie będziemy teraz rozmawiać o twojej mamie, James – stwierdził. – To co było między mną i nią... To nasza sprawa.
James musiał ugryźć się w język, żeby nie zapytać, co kryło się za tymi słowami, bo miał dziwne wrażenie, że ojciec starał się w tym momencie bronić mamy. Dlaczego? To ona go zdradzała? Może rzeczywiście tak było?
Ojciec skinął na kelnerkę, która podeszła, żeby zabrać talerz.
– Podać dla panów coś jeszcze? – zapytała, zerkając po raz kolejny na Jamesa, jednak on był zbyt zamyślony, żeby zauważyć jej uroczy, dziewczęcy uśmiech. Ledwo zarejestrował to, że zabrała talerz i odeszła, gdy ojciec znowu się odezwał:
– Opowiesz mi coś o sobie?
– Co? – James zamrugał. Miał wrażenie, że się przesłyszał.
– Pytam, czy opowiesz mi coś o sobie, James. Tak w zasadzie to, cholera, nawet nie wiem, czy jesteś gejem, czy to były tylko jakieś eksperymenty. Chcę wiedzieć. Nie, powinienem wiedzieć – poprawił się szybko.
James zmarszczył brwi, słysząc te słowa.
– Nic nie powinieneś. Przez całe życie nie powiedziałeś mi, że jesteś gejem, a teraz ja ci mam o sobie opowiadać? – obruszył się i wstał. Nie chciał już tutaj siedzieć. Wróci do tego klubu i... I wciąż był w nim Carlos. W takim razie albo wyciągnie Tima i Noego, ale nie będzie im psuł zabawy i po prostu wróci do domu. To rozwiązanie brzmiało najrozsądniej.
– Siadaj na tyłku i nie rób scen! – warknął ojciec. – Pojedziemy później do domu taksówką, a na razie siadaj!
James zacisnął usta i spojrzał gniewnie na ojca, ale wytrzymał tylko kilka sekund jego spojrzenia. Strach, który wcześniej widział w jego spojrzeniu zniknął, zastąpiony znajomą hardością. Wiedział, że jego ojciec łatwo nie odpuści, bo bo poddawanie się bez walki nie było w jego naturze. Jego naturą była walka i James był pewien, że prędzej czy później spróbuje wyciągnąć z niego wszystko, co będzie chciał.
– Co ci mam niby o sobie powiedzieć? – zapytał James nieco zbyt opryskliwym tonem. Zawstydził się i odwrócił wzrok.
– Może zacznijmy od tego, co tam robiłeś? – Ojciec, jak miał w zwyczaju, uniósł lewą brew, co znaczyło, że już się zniecierpliwił, ale w tym zniecierpliwieniu nie zapomniał o złośliwości.
– Byłem ze znajomymi.
– Po co?
– Bo jest piątek? – James przewrócił oczami. – Naprawdę musimy o tym rozmawiać?
– Musimy. Chcę wiedzieć, co mój syn robił w gejowskim klubie. Nie zapominaj, że spotkałem cię tam z facetem, który był od ciebie starszy o jakieś dziesięć lat, cholera jasna! – zirytował się znowu na samo wspomnienie Ronny'ego.
James zdał sobie sprawę, że jeśli ojciec nie byłby w takim szoku, kiedy się spotkali, fakt że, przyłapał go w towarzystwie dużo starszego mężczyzny, nie uszedłby mu na sucho. Zareagowałby jeszcze bardziej gwałtownie.
– Doczepił się do mnie – mówiąc to, nie patrzył mu w oczy. – Namolny koleś, co w tym dziwnego? Tam jest pełno takich, którzy tylko czekają, żeby kogoś wyrwać.
– Byłeś tam już kiedyś?
– No przecież już mnie o to pytałeś! – James westchnął zniecierpliwiony tym przesłuchaniem. Jak on nienawidził rozmawiać z ojcem w taki sposób! – Nie, nie byłem, zadowolony?
– Czyli eksperymentujesz? – zapytał ojciec z nadzieją, ale szybko zmienił ton, gdy zobaczył minę Jamesa. – Nie, źle mnie zrozumiałeś. Mówiłem ci już, że nie będę miał nic przeciwko, jeśli... No wiesz, James. Cholera no, możesz usiąść? No siadaj, do cholery! Nie, nie, przepraszam! – powiedział szybko i sam podniósł się z fotela, gdy James chciał wyjść. – Już nie podnoszę głosu. Pogadajmy, no proszę cię, synu – dodał i tym razem w jego spojrzeniu też pojawiła się nadzieja. Nadzieja i jakaś bezradność, która ostatecznie roztopiła serce Jamesa.

– Po prostu nie zadawaj głupich pytań, okej? – James wziął głęboki oddech. Nie był przygotowany na to, żeby powiedzieć to wszystko ojcu. Tak właściwie to sam jeszcze nie do końca wiedział, co mu powinien powiedzieć.

2 komentarze:

  1. No to tatuś chyba się nie dogaduje. Ile razy obiecał, że nie będzie a krzyczał, no to nie zadawaj głupich pytań, a mnie uczono, ze nie ma głupich pytań, głupie są tylko odpowiedzi:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Troche mnie wkurza ojciec Jamesa. Ta jego postawa, ze ja wszystko moge, a Ty masz sie mnie sluchac jest irytujaca. Na miejscu Jamesa juz dawno prawdopodobnie bym wyszedl, bo zrazilyby mnie jego krzyki. Chociaz to jak przepraszal bylo urocze xd Szkoda, ze za duzo o sobie nie powiedzial, ani o Carlosie. No ale co tu mowic, skoro wszystko widac jak na dloni.
    Czyli jednak sie zdradzali? On i jego byla zona? Tylko pytanie KTO zdradzil pierwszy 🤔 Ona czy on? A moze zadne z nich? 🤔
    Ten Carlos... co ja o nim sadze. No nie wiem, jeszcze nic nie wiem takze nie bede go komentowal. Ale tak podskornie czuje, ze nie bede palac do niego sympatia xd

    OdpowiedzUsuń