niedziela, 16 lipca 2017

Rozdział 5 - Tylko nie mów mamie!

Bez zbędnego przedłużania - dziękuję za komentarze i zapraszam na kolejny rozdział. 

Za betę dziękuję Indrze :) 

Rozdział 5



Tik-tak-tik-tak, dźwięk tykania zegara doprowadzał Jamesa do szału. Za kilka godzin będzie musiał wstać do szkoły, a kolejną noc z rzędu nie zmrużył oka. Sobotę przesiedział w pokoju, nie mając ochoty nigdzie wyjść. Musiał na spokojnie przemyśleć sobie wszystko, poukładać w głowie to, czego się dowiedział i przeanalizować przeszłość. Teraz niektóre wspomnienia wydawały mu się dużo bardziej zrozumiałe, gdy już znał sekret swojego ojca. To układało się w spójną całość. Rozumiał jednak, że nikt inny się tego nie domyślił. Ojciec świetnie się maskował. Sam chyba jeszcze nie do końca pogodził się z tym, kim jest i może dlatego był tak wiarygodny.
James westchnął ciężko i wtulił twarz w poduszkę. Był zmęczony, chciał zasnąć. Jutro miał do wygłoszenia projekt z hiszpańskiego, nie powinien wyglądać na nim, jakby wrócił z weekendowego maratonu picia. Ich nauczycielka hiszpańskiego, pani Marquez, lubiła czepiać się najmniejszych szczegółów, więc jego wygląd na pewno nie obejdzie się bez dodatkowego, kąśliwego komentarza.

Sobotnim popołudniem ojciec zadzwonił do niego, żeby zapytać, czy wszystko w porządku. Przeprowadzili krótką rozmowę, podczas której umówili się na środę. Wtedy dokończą tamtą rozmowę. Ojciec chciał usłyszeć jego historię, a James tak w zasadzie to nawet nie wiedział, co miał mu powiedzieć.
Wiesz, tato, to się zaczęło chyba wtedy, kiedy wszystkim moim kolegom zaczęły podobać się dziewczynki. Najpierw było zaczepianie, a później te wszystkie końskie zaloty. Tylko że mnie to wcale nie kręciło, wolałem spędzać czas z chłopakami. Zerkałem na nich w szatni, a później szperałem w internecie, żeby... No wiesz, pierwszy gejowski pornos, później kolejny... Najpierw myślałem, że to tylko taka fascynacja, że to minie. Ale nie mijało. Koledzy zaczęli mi się coraz bardziej podobać, a później...” – James uśmiechnął się do swoich myśli, kiedy przywołał w pamięci pewno wspomnienie. – „A później pojawił się Trevor, chłopak Ashley. I już wiedziałem, że jestem gejem”.
Zabawne, że James wciąż czuł przyjemne łaskotanie w brzuchu na wspomnienie Trevora. To był chłopak, w którym był tak żałośnie zadurzony, że to aż dziwne, że nikt się tego nie domyślił. Pojawiał się w kuchni czy w salonie za każdym razem, kiedy Ashley była z Trevorem. Przychodził pod byle pretekstem i kręcił się, dopóki jego siostra nie straciła cierpliwości i nie zabrała Trevora do siebie. Wtedy też nie odpuszczał i szwendał się po korytarzu, podsłuchując, co robili. Na szczęście ojciec kategorycznie zabronił zamykać Ashley drzwi do pokoju, kiedy przyprowadzała do niego Trevora, więc James miał ułatwione zadanie.
Tym, co tak bardzo zafascynowało go w Trevorze, były jego włosy. Miał piękne, kasztanowe włosy, w których jego siostra chyba też się zakochała. Trevor w ogóle był fajny – nosił skórzaną kurtkę, potargane dżinsy i miał kilka tatuaży. Był cool. Na tyle cool, że ich ojciec wprost go nie znosił. On też, podobnie jak James, podejrzanie często pojawiał się w ich pobliżu, kiedy byli w domu. Ashley nie miała z nimi łatwo. Miała szesnaście lat, a traktowano ją jak małą dziewczynkę. Może to była jedna z przyczyn, przez które zerwała z Trevorem. Nie chodzili ze sobą długo, góra cztery miesiące. James naprawdę żałował, że już nie przychodził do ich domu. Raz, kiedy zebrał się w sobie na odwagę, napisał do niego na Facebooku, co słychać, ale Trevor nie wydawał się zbyt zainteresowany rozmową. Co w tym dziwnego? Był wtedy niespełna trzynastoletnim szczylem, a Trevor miał osiemnaście lat i właśnie kończył szkołę. Nie w głowie były mu rozmowy z zafascynowanym nim bratem swojej byłej dziewczyny.
Poznanie Trevor wpłynęło na gust Jamesa. Od tamtej pory był wprost zachwycony chłopakami z długimi włosami i właśnie tacy podobali mu się najbardziej. Ashley, chociaż od czasów Trevora, miała już kilku innych chłopaków, to James i tak wiedział, że też miała słabość do takich facetów. Oni mieli w sobie coś takiego... James sam nie wiedział co, ale naprawdę mu się podobali. Zwykle to ich sobie wyobrażał, kiedy...
W ich szkole było kilku chłopaków, którzy zapuścili długie włosy. W tym jeden podobał mu się szczególnie. W pewien sposób przypominał Trevora.
Słuchał metalu, nosił ciężkie, czarne glany i łańcuchy poprzyczepiane do spodni. Za każdym razem, kiedy James go obserwował, zastanawiał się, czy jego czarne, długie włosy są tak samo gładkie w dotyku na jakie wyglądają. Nie tylko ich chciał dotknąć – chciał zbadać opuszkami palców jego twarz. Mocno zarysowane kości policzkowe, szczupły, długi nos i wąskie wargi, odznaczające się bladym różem na jasnej cerze. Tak, je zbadałby w szczególności własnymi ustami, które były tak inne – pełne i wydatne, w kolorze kawy z mlekiem. James wyobrażał sobie, jak z bliska wpatruje się w jego jasnobrązowe oczy, jak ocenia długość rzęs i ostry kontur brwi, który nadawał jego twarzy jeszcze surowszego charakteru. Zwłaszcza, że sam jego sposób bycia sprawiał, że miało się wrażenie, jakby nikt go nie obchodził, a jednocześnie cały świat leżał u jego stóp.
Ten chłopak nazywał się Liam Abbey, chodził do ostatniej klasy i najprawdopodobniej był gejem. James wiedział to od Noego, z którym wczoraj się spotkał. Razem z Timem wyciągnęli go na miasto, żeby wypytać o ojca i powiedzieć „zajebiście ważny i niesamowity news”.
Zgadnij, kogo widzieliśmy w klubie gejowskim, jak już wyszedłeś – powiedział do niego Noe i miał taką minę, jakby co najmniej minął się w dark roomie z Donaldem Trumpem.
James był wtedy trochę przybity, więc tylko wzruszył ramionami. Wcześniej zrelacjonował im całą rozmowę ze swoim ojcem i jeśli Tim podszedł do niej poważnie, Noe uznał to za żart roku i cały czas wymyślał jakieś głupie docinki.
Ale to jest świetny patent, stary. Totalnie! Jak twój stary też jest gejem, możecie chodzić razem do klubów! Może załatwią wam jakąś rodzinną zniżkę? – To była jedna z najgłupszych rzeczy, które Noe powiedział. Jamesowi wcale nie było wtedy do śmiechu, chociaż zauważył, że Tim ledwo nad sobą panował. Postanowił to jednak zignorować, kierując się zasadą, że jeśli to przemilczy, Noe prędzej czy później znudzi się prowokowanie go i w końcu odpuści.
Więc? – zapytał w końcu, gdy Noe milczał. – Kogo spotkaliście w klubie?
Noe zerknął na Tima i wymienili się porozumiewawczymi spojrzeniami, a później Tim powiedział:
Twojego Liama.
Ile razy mam wam mówić, że to nie jest mój Liam? – warknął James, ale wcale nie był tak zirytowany jak zwykle, bo ta informacja bardzo mu się spodobała. – Naprawdę go widzieliście?
Noe zaśmiał się tak głośno, że kilku przechodniów zwróciło na niego uwagę. Siedzieli niedaleko plaży, na jednej z ławek, wygrzewając się w słońcu. Później jak zwykle mieli iść do Burger Kinga, bo już robili się głodni.
Naprawdę. – Noe kiwnął głową. – Był tam taki zagubiony jak owieczka. Szukał pewnie jakiejś czekoladki, żeby się zabawić. – Mrugnął do Jamesa, który prychnął zirytowany.
Jesteś cholernie wkurzający – warknął. – Myślicie, że on naprawdę...
Ja już ci to wcześniej mówiłem! – wtrącił się Tim. – To mi nie chciałeś wierzyć.
James przewrócił oczami, słysząc to.
Tim, ty ledwo wyczułeś Noe, więc sorry, ale nie jesteś zbyt wiarygodnym źródłem informacji.
Z tobą jakoś się zakumplowałem! – spróbował się obronić.
Tak, już to widzę. Podszedłeś do mnie, bo wiedziałeś, że jestem gejem. Nie dlatego, że uznałeś, że wyglądam na kujona tak samo jak ty i dobrze się dogadamy.
Tim zaczerwienił się nieco i naburmuszył, ale odpowiedział hardo:
Ale Lee też wygląda jak kujon i do niego jakoś nie podszedłem! Czyli czułem, że coś jest na rzeczy. Tak samo jak z Liamem. Tylko się na niego spojrzy i już się wie, że woli facetów!
On wygląda na kogoś, kto raczej zabija małe kotki i urządza czarne msze w przerwie między odrabianiem zadań domowych.
Weź już skończ z tym! – zirytował się James. Noe dzisiaj go wyjątkowo irytował. Nie, żeby zwykle go nie irytował, ale dzisiaj już naprawdę przesadzał. Zaraz go trzepnie po tej pofarbowanej na różowo głowie.
No ale co ja mogę, jak to prawda! – Noe rozłożył bezradnie ręce. – Podobają ci się sataniści!
Nie sataniści, tylko faceci z długimi włosami – sprostował Tim, który tak czy siak podśmiewał się z żartów Noego. – James lubi mieć za co złapać, jak się pieprzy.
James wziął kilka głębokich wdechów i zerknął na ocean. To go zawsze uspokajało.
W niedzielne popołudnie na Venice Beach znajdowało się sporo ludzi, ale dzisiaj pogoda wyjątkowo dopisała surferom. W porównaniu z innymi dniami w tygodniu, teraz ocean aż roił się od amatorów (albo i profesjonalistów) wodnego szaleństwa. Mocne podmuchy wiatru wzniecały na oceanie kolejne fale, które próbowali zdobywać.
James zmrużył oczy i ściągnął okulary, gdy dostrzegł jednego z nich. Uśmiechnął się. Ten widok wyjątkowo mu się spodobał. Co on mógł, że miał prawdziwą słabość do długowłosych mężczyzn?
Jeden z surferów wychodził właśnie z wody. Miał na sobie wielobarwne szorty kąpielowe, które nisko opadały na jego biodrach, podkreślając kości biodrowe. Był opalony, mokry, a jego długie blond włosy spadały strąkami na ramiona. Uśmiechał się, jakby właśnie wygrał milion na loterii i...
Halo! – Noe pomachał Jamsowi ręką przed twarzą. – Słuchasz nasz w ogóle? – zapytał i gdy spojrzał w kierunku, w którym patrzył James, roześmiał się. – Aha, chyba ktoś zapomniał o Liamie.
James-chorągiewka – rzucił z rozbawieniem Tim. – My cię tu próbujemy namówić na szkolną gwiazdę metalu, a ty się za jakimiś surferami oglądasz!
Nie oglądam się! – zaprzeczył James i niechętnie odwrócił wzrok. Potrzebował chwili, żeby wrócić do tego, o czym mówili jego przyjaciele, choć widok przystojnego surfera wciąż go prześladował. Naprawdę lubił mężczyzn z długimi włosami.
Jutro w szkole podbij do Liama – zachęcił go Noe. – Podejdziesz i zapytasz o coś głupiego, nie wiem, czy ma gumę do żucia. A później jak ci ją da, powiesz mu, że teraz możecie się całować.
Tak, pękam ze śmiechu – sarknął James, przewracając oczami. Noe miał czasami tak nieśmieszne żarty, że nawet Tim się z nich nie śmiał.
Powinieneś go zagadać – odezwał się Tim. – On sam wydaje się taki... no wiesz, zamknięty w swoim świecie, ale wzdychasz do niego już od zeszłego roku. Napisz do niego chociaż – przekonywał go. – O, ale wiem! Wyciągnij telefon! – rozkazał. – No wyciągaj go, szybko!
Po co?
Zobaczysz! Dawaj go!
Napiszesz do niego – prychnął James. – Nie ma mowy, nie dam wam żadnego telefonu.
Nie, nie napiszę. Znajdziemy go na Grindru. Skoro był w tym klubie i wyglądało na to, że się rozglądał, to musi mieć profil na jakimś portalu. Znajdziemy go i do niego napiszesz.
Co? Zwariowałeś! Nie będę do niego pisał przez gejowski portal!
Niby czemu nie? – zdziwił się Noe i uśmiechnął łobuzersko. – Przynajmniej od razu możecie przejść do rzeczy, po co owijać w bawełnę?
James otworzył usta i spojrzał na niego w szoku, a później prychnął i wstał. Był zły. Jego przyjaciele dzisiaj go wyjątkowo irytowali. Co oni sobie ubzdurali? Że napisze do Liama? Że do niego podejdzie i zagada? Przez cały rok ślinił się na jego widok i nie miał odwagi z nim porozmawiać, a oni proponowali mu coś takiego? No dobra, przynajmniej teraz już wiedział, że Liam był gejem – że mógł być gejem. W końcu to, że widzieli go w gejowskim klubie jeszcze nic nie znaczyło. Mogło oznaczać, że poszedł tam ze znajomymi, że się zgubił, albo że... Tak, Liam nie był gejem, tak samo jak jego ojciec.
No i gdzie idziesz? – krzyknął za nim Noe, kiedy James pożegnał się z nimi krótko i zaczął iść w stronę ulicy. – Nie zapomnij go znaleźć na Grindru! – usłyszał jeszcze i zauważył, że kilka osób spojrzało na niego z zaciekawieniem. Zanim znajdzie Liama na Grindru, obiecał sobie, zabije Noe. Za ten niewyparzony język i głupie pomysły.
Właśnie takim sposobem spędził pół niedzieli na szukaniu Liama na gejowskich portalach i chociaż napisało do niego sporo innych długowłosych facetów, nie odpisał im. Był tak zdeterminowany, żeby znaleźć Liama, że nie chciał rozdrabniać się na internetowy, nic nieznaczący flirt.
Uśmiechnął się lekko i sięgnął po telefon. W półmroku panującym w pokoju, biel wyświetlacza poraziła go, ale szybko przyzwyczaił do niej wzrok. Wszedł na Grindra i włączył profil Liama. Znalazł go późnym wieczorem, kiedy myślał, że już nic z tego. Miał mało zdjęć, były niewyraźne i bardzo niekorzystne, ale to był on. James wiedział to na pewno. Wszędzie poznałby to spojrzenie.
Przygryzł wargę i przejechał palcem po ekranie komórki. Liam naprawdę mu się podobał i głównie przez to tak bardzo nie chciał dostać od niego kosza.
Mroczny książę – mruknął i uśmiechnął się, przypominając sobie jego poważny wyraz twarzy. Noe nazywał to grobową miną. Uznał, że Liam za dużo czasu spędza na cmentarzu, dlatego udzieliła mu się ta atmosfera.
Przyjaciele kpili z niego, ile tylko się dało, wymyślając coraz głupsze docinki, a on czuł się coraz mniej pewnie. Pogodził się już z myślą, że Liam zostanie tylko jego cichym obiektem westchnięć do czasu, aż skończy liceum. Może wtedy poważnie zacznie się rozglądać za innymi chłopakami.
O mało nie roześmiał się w głos, kiedy do głowy przyszła mu zupełnie absurdalna myśl. Ciekawe, jakiej rady udzieliłby mu ojciec? Był już starszym, doświadczonym gejem. Podrywanie miał pewnie w małym palcu. Przycisnął twarz do poduszki, żeby stłumić śmiech, kiedy sobie to wyobraził. Ojciec udzielający mu rady na temat podrywania chłopaka. Może kiedyś go o to zapyta? Tylko po to, żeby sprawdzić jego minę? Wierzył, że to było warte wysiłku.
Myśl o ojcu przywołała wspomnienia z piątkowej nocy, kiedy spotkał go w barze. Wciąż nie mógł w to uwierzyć. Zaczął się nawet zastanawiać, co było już ostatnim szczytem głupoty, czy jest gejem przez niego. Może podświadomie swoim zachowaniem sprowadził go na tę drogę? Może zachowywał się tak, że James to wyczuł i też zaczął się tak zachowywać? A konsekwencją tego był właśnie homoseksualizm?
Nie miał pojęcia, ale teraz myśl o ujawnieniu nabrała całkiem innego wymiaru. Wcześniej, gdy zastanawiał się, jak jego rodzina odebrałaby coming out, najbardziej bał się reakcji ojca. Wiedział, że byłby nim najmocniej rozczarowany. Babcia byłaby zbulwersowana, mama zszokowana, siostry rozbawione, a ojciec... James miał sprzeczne uczucia – z jednej strony to właśnie jemu najbardziej chciał zagrać na nosie, sprowokować go tak, jak nie raz robiła to Ashley, z drugiej jednak wiedział, że to byłby gwóźdź do trumny i ojciec już nigdy nie spojrzałby na niego tak jak wcześniej.
Starał się o tym nie myśleć. Powtarzał sobie, że jeśli kogoś znajdzie i naprawdę będzie z tym kimś szczęśliwy (zabawne, bo w tych wizjach zawsze ten ktoś wyglądał jak Liam), zacznie myśleć o coming oucie. Teraz nie było sensu stresować rodziny takimi wyznaniami. Sam musiał to przerobić, żeby móc podzielić się tym z bliskimi.
Zabawne, że teraz będzie musiał zupełnie zmienić myślenie, skoro jego ojciec też okazał się taki jak on. Z jednej strony wizja posiadania sojusznika była naprawdę pokrzepiająca, z drugiej – trochę go to wszystko przerażało. Analizował całą tę sytuację przez weekend i w poniedziałkowy poranek sam nie wiedział, czy był gotowy stawić czoła rzeczywistości.


*


Dochodziła czwarta nad ranem, kiedy James wstał z łóżka i postanowił, że jeszcze przed szkołą pobiega. Z jego snu i tak już nic nie będzie, więc przynajmniej wykorzysta jakoś ten czas. Często tak robił, gdy coś go męczyło. Podczas biegu, zwłaszcza wczesnym rankiem, najlepiej mu się myślało. Wyciszał się, uspokajał i każdy problem, któremu miał stawić czoła na następny dzień, wydawał się mniej przerażający.
Zaczynało już świtać, uwielbiał ten czas, gdy wciąż utrzymywał się chłód nocnego powietrza, ale budził się już nowy dzień. Niebo zmieniało kolor z granatu na błękit, rozjaśniając horyzont coraz bardziej i bardziej. Biegał po wyludnionych ulicach i tylko od czasu do czasu ktoś go mijał – zwykle samochody, ale zdarzali się też ludzie – biegacze, osoby śpieszące do pracy albo, to zwłaszcza pod koniec tygodnia, wracające z imprez.
Poranki były jego ulubioną porą dnia i wtedy bez względu na to, czy był środek tygodnia, czy weekend, wstawał wcześniej, często przed wszystkimi. Kiedy nie miał ochoty biegać, szedł do kuchni zaparzyć kawę i zaczekać na mamę. Ona też wstawała wcześnie, żeby przygotować dla wszystkich śniadanie. Upierała się przy celebrowaniu wspólnych posiłków już przez tyle lat, że każdy stracił siły, żeby się z nią kłócić.
James bez gadania pomagał jej. Miał ją wtedy tylko dla siebie. Rozmawiali o wszystkim i o niczym, aż do czasu, gdy nie obudziła się reszta. Później zaczynała się typowa w ich domu gonitwa.
Tak jak zwykle dom był idealnie cichy, gdy zszedł na dół. Pogrążony w słabnącym półmroku w ogóle nie przypominał tego tętniącego życiem miejsca, którym był za dnia. James lubił jego dwa oblicza i cieszył się, że może je widzieć równie często.
Zabrał klucze, butelkę wody i już łapał za klamkę, żeby otworzyć drzwi, gdy usłyszał szczęk zamka i zanim zdążył zareagować, uchyliły się. Stanął w oko w oko z Alice, która wydała z siebie cichy okrzyk na jego widok.
Co ty tutaj robisz?! – szepnęła konspiracyjnym szeptem.
James nad jej ramieniem dostrzegł czarny, sportowy samochód z przyciemnianymi szybami. Kierowca odjechał z piskiem opon.
A ty? Jest poniedziałek rano! – odpowiedział i przepuścił siostrę w drzwiach. W porannym świetle zauważył, że miała nieco rozmazany makijaż, jej włosy znajdowały się w nieładzie, a oczy dziwnie błyszczały, jakby... – Piłaś? – zapytał z niedowierzaniem.
Co? Zwariowałeś?! – obruszyła się Alice i wygładziła schludną, elegancką sukienkę, która też była jakaś taka wymięta. To było zupełnie nie w jej stylu. Ashley mogła nosić potargane, przybrudzone i pogniecione ubrania, ale nie Alice. Ona zawsze przykładała wagę do starannego wyglądu.
Dlaczego wracasz tak późno do domu? – zapytał James, przyglądając się jej badawczo. – Co to był za samochód?
Przestań przeprowadzać ze mną wywiad! – Alice zniecierpliwiła się. – Przypominam ci, że jestem starsza od ciebie.
Tylko o rok, wielkie mi rzeczy – burknął James. – Mam powiedz...
Nawet się nie waż! – Zagroziła mu palcem przed nosem. – To co robię, to tylko i wyłącznie moje sprawy.
James westchnął ciężko i kiwnął głową. Nie chciał się z nią kłócić. Alice była już dorosła, za niedługo skończy szkołę, więc co on jej mógł mówić?
Po prostu się martwię. Uważaj na siebie, okej? – zapytał i uśmiechnął się niepewnie, a Alice po chwili wahania też odwzajemniła ten uśmiech.
Nie rozumiem, jak możesz budzić się tak wcześnie. Jeszcze w poniedziałek – rzuciła. – Podziwiam cię. Ja nie marzę o niczym innym, jak tylko spać do dwunastej.
Zwłaszcza, jak wracasz o czwartej nad ranem. – Uśmiechnął się szeroko, widząc jej minę.
Lepiej już biegnij, bo zaraz skopię ci tyłek. I ani słowa o tym, że mnie widziałeś!
Brzmisz normalnie jak Ashley! Chyba pomyliłem siostry! – rzucił James z rozbawieniem, zanim został wypchnięty za drzwi. Nie znał Alice od tej strony i musiał przyznać, że to było naprawdę ciekawe spotkanie.


*


Naprawdę nie wiem, po co nas tutaj zabrałeś – jęczał Noe, który siedział na trybunach, wpatrywał się ze znużeniem w ekran swojego telefonu. Nudził się niemiłosiernie. Wczoraj wrócił późno do domu, bo cholerna matematyczka zatrzymała go z kozie, a dzisiaj James wyciągnął jego i Tima na zajęcia czwartoklasistów.
Ciebie – rzucił James, nawet nie unosząc wzroku znad zadań z fizyki. – Tim lubi tutaj przychodzić.
Co?! – Noe podniósł się z ławki, na której leżał, rząd na Timem i Jamesem. – Co to niby ma znaczyć?
Kącik ust Jamesa uniósł się w półuśmiechu.
Powinieneś mi dziękować, że cię tutaj zabrałem. Przynajmniej masz oko na Tima. Jakoś nigdy specjalnie nie protestował, kiedy tutaj przychodziliśmy.
Noe zrobił oburzoną minę, uchylając nieco usta w wyrazie niemego szoku, a Tim nerwowo wzruszył ramionami. Zdradził go rumieniec.
Oj, to z przyzwyczajenia.
Z przyzwyczajenia? Niby jakiego?! – oburzył się Noe. – Lubisz patrzeć na mięśniaków?
Noe był chyba najbardziej negatywnie nastawioną do sportu osobą, jaką James znał. Nienawidził zajęć fizycznych i robił wszystko, żeby się od nich wykręcić. A Tim lubił WF, choć na pierwszy rzut oka nie wyglądał na zapalonego sportsmena. Może dlatego, że głównie w swoim wysiłku angażował mięśnie oczu. Lubił patrzeć, więc tym chętniej przychodził z Jamesem na trybuny.
Wielkie dzięki, James – warknął Tim, który kopnął go w kostkę z bezsilnej złości.
No co ja mogę? On tylko patrzy, Noe! – James spróbował obronić przyjaciela. – Ty też patrzysz. Każdy patrzy.
Ale ja nie przychodzę gdzieś specjalnie tylko po to, żeby sobie popatrzeć na... na jakąś spoconą górę mięśni! – warknął i wskazał na boisko, na którym właśnie trenowała ich drużyna. Jedna z najlepszych w całym stanie, a to już było coś.
James wyłączył się z rozmowy, kiedy zobaczył biegnącego Liama. Wokół boiska znajdowała się bieżnia, na której trening miała właśnie szkolna drużyna biegaczy. Liam był jednym z najlepszych zawodników. Nic zresztą dziwnego, bo jego matka zdobyła srebrny medal na igrzyskach w Los Angeles w '82. Bieganie miał w genach. James nie przyznał się przyjaciołom, że wie takie rzeczy o Liamie, bo od razu zaczęliby się z niego śmiać, że go stalkuje. Trochę tak było, pewnego wieczoru z nudów wpisał jego nazwisko w Googlach, a później od strony do strony zdobywał kolejne informacje. Nie wiedział tyle, ile by chciał, ale coś na pewno.
Noe zaczął kłócić się z Timem na tyle głośno, że zwrócili uwagę Liama, który spojrzał na trybuny. James zamarł, gdy ich spojrzenia się spotkały. Czy mu się wydawało, czy Liam naprawdę lekko się uśmiechnął? A może James był już tak zdesperowany, że tylko to sobie wmówił?
Zanim zdążyło się cokolwiek wydarzyć (na przykład James wpadł na pomysł, żeby odwzajemnić ten niby-uśmiech), Liam odwrócił wzrok i pobiegł dalej. Jego czarne włosy, teraz związane w kitkę, kołysały się pod wpływem biegu.
No i świetnie! – krzyknął Noe. – Patrz sobie na nich dalej, proszę cię bardzo! Najlepiej umów się z jakimś. Niech cię przygniecie tą masą mięśni i... – Nie zdążył dokończyć, bo James pociągnął go na ławkę.
Boże, jak ty dramatyzujesz – westchnął ciężko. – Myślisz, że Tim chciałby być z jakimś sportowcem? Myślisz, że nie dostawał takich propozycji?
Nadepnął na stopę Tima, który już chciał się odezwać. Być może powiedzieć prawdę, bo jeszcze nigdy żaden sportowiec nie zwrócił na niego uwagi. A przynajmniej nie pokazał, że był zainteresowany.
No więc dostał – kontynuował James – ale nie przyjął żadnego zaproszenia. To, że tutaj ze mną przychodzi, nie znaczy, że ma ochotę na całe te stado bezmózgich mięśniaków. I jeszcze słowo, Noe – ostrzegł go – a uznam ciebie za kościstego bezmózga, bo dzisiaj wyjątkowo się tak zachowujesz.
Usłyszał chichot Tima, ale nie zwrócił na niego uwagi, znowu zerkając na boisko. Liam niestety znajdował się już po przeciwnej stronie, więc ledwo go widział.
Noe prychnął, ale usiadł spokojnie obok nich.
No niech będzie – zawyrokował. James słysząc jego ton o mało się nie roześmiał. Noe brzmiał trochę jak książę, który decyduje się ułaskawić poddanych.
Przynajmniej jedna dobra rzecz wynikła z tej waszej kłótni – stwierdził w końcu i uśmiechnął się lekko. – Liam się tutaj popatrzył.
Wow! – wykrzyknął Noe. – To prawdziwy przełom w waszej znajomości!

Oj, weź się już zamknij – burknął James, bo Liam znowu zerknął w ich stronę. Tym razem James już nie zapomniał się do niego uśmiechnąć.

3 komentarze:

  1. No nie dziwię się,że chłopaki mają ubaw, zobaczymy co s tego wyjdzie, a czerny sportowy samochód pewnie jest zagadką i wyjdzie z niego jakieś bożyszcze gdiz James padnie na kolana:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. No wreszcie jakiś obiekt westchnień, już nie mam żadnych ale. :D
    Torisa

    OdpowiedzUsuń
  3. Powoli akcja się rozkręca. Mam nadzieje ze w opowiadoniu będzie taki dreszczyk emocji i niepewność. Nie lubię opowiadan monotonnych takich na pół gwizdka. Podoba mi się coraz bardziej

    OdpowiedzUsuń